Podróże Muzyczne relacjonują: Ralph Kaminski w Toruniu, CKK Jordanki, 01.03.2026
Po dłuższej przerwie i epizodach związanych z projektem "Kora" i Orkiestrą Męskiego Grania Ralph Kaminski powrócił do autorskiej, solowej
twórczości. W grudniu ubiegłego roku rozpoczął przedpremierową trasę
promującą jego czwarty album "Góra" (premiera 20 marca). Jej finał miał
miejsce właśnie pierwszego marca w toruńskich Jordankach.
Piękny i ujmujący to był koncert!
Niezmiennie Ralph stawia na teatralność, jednak tym razem – w odróżnieniu od
ostatnich tras – była ona zdecydowanie bardziej wyciszona, subtelna i intymna,
pozbawiona "fajerwerków", peruk i kostiumów. Jeśli ktoś liczył na kolejny bal, ten mógł poczuć się nieco zdezorientowany. To był występ z wyraźnym naciskiem na emocjonalną lirykę
najnowszych kompozycji. To one zdominowały ten wieczór, wielokrotnie
ściskając za serce i kierując emocje ku zadumie oraz refleksji – szczególnie w pierwszej, niezwykle stonowanej części koncertu. Jako
wielbiciel ery debiutanckiej płyty "Morze" czułem tu podobny klimat tamtych
koncertów. A nawet więcej – nowe piosenki wydają się jeszcze głębiej
zanurzone w smutku, mniej kalkulowane "pod publiczkę". Mimo to toruńska publiczność
doceniała te osobiste wyznania Ralpha ciszą, skupieniem i w końcu szczerymi, długimi oklaskami.
Wyjątkiem wśród nowości była singlowa kompozycja „Nie bój się na zapas”,
która na żywo ujawniła swój porywający, taneczny potencjał. Okazji do
uzewnętrznienia radości, sprawdzenia formy w podskokach, rytmicznego
klaskania i chóralnych śpiewów podczas tego występu również nie brakowało.
Szczególnie bis rozpromienił i porwał publiczność – "Bal u Rafała", "2009",
a na finał, rzecz jasna, wykrzyczany z całych sił Meteor z przeboju
"Kosmiczne Energie". Po każdym smutku przychodzi promyk radości i tak też została skonstruowana dramaturgia tego koncertu.
Wcześniej z debiutu, który w tym roku obchodzi dziesięciolecie, usłyszeliśmy
marszowy "Mój hymn o Warszawie" oraz niezmiennie poruszającą do łez
kompozycję "Jan" – nostalgia płynęła do mego serca wartkim strumieniem!
Rafał z Jasła tego wieczoru był w wybornej formie – zachwycał wokalem, sypał
zabawnymi anegdotami, wspominał poprzednie wizyty w Toruniu, a podczas bisu zaskoczył fanów… zorganizowaną loterią
z nagrodami-niespodziankami. Szczęśliwcy zdobyli unikatowe gadżety, a nawet szansę na wspólne foto na backstage'u! Miły gest z jego strony!
Ten koncert na długo pozostanie w pamięci również za sprawą scenografii –
prostej, lecz bardzo efektownej. Imponująca rozmiarami tęcza w głębi sceny,
pod nią układ podestów symbolicznie tworzących szczyt góry, a na ich
skrajach – przeważnie w pozycji siedzącej – członkowie My
Best Band In The World w odświeżonym składzie. Mikołaj Grott (waltornia), Wawrzyniec Topa (bas), Wiktoria Bialic (perkusja), Pola Atmańska (fortepian), Paweł Izdebski (gitary), Adam Winiarz (gitary) –
kolektyw znakomitych instrumentalistów, którzy
perfekcyjną grą i dodatkowymi wokalami (szczególne wrażenie robiły ludowe zaśpiewy w singlowej "Górze") nieocenienie wspierali Ralpha na
scenie.
Tego wieczoru członkom zespołu przyszło także ze sceny podsumować tę trasę –
z ich ust najczęściej padało słowo "wdzięczność". Wdzięczni możemy być
wszyscy, że mamy wśród nas tak bezkompromisowego, wrażliwego i kreatywnego
artystę, jakim niewątpliwie jest Ralph Kaminski. A ten emocjonalny, intymny, minimalistyczny koncert, podczas którego wspinaliśmy się na szczyt smutku tylko to potwierdził! Brakowało mi Ralpha w takiej odsłonie! Czekam teraz z większą niecierpliwością na nowy materiał, nawet jeśli ma mi złamać serce.
Sylwester Zarębski
Podróże Muzyczne
02.03.2026



















