Co prawda zatracam się już w tym momencie w marcowym albumie Loru "pele-mele" (sami wiecie!), ale czas w końcu uporządkować moje ulubione premiery muzyczne z lutego! Nieco późno, bo i ostatni okres dość intensywny koncertowo, ale na szczęście udało się dowieźć na bloga te polecajki. A proponuję – taką mam nadzieję – dużo dobra. Rockowy euforyczny i wzruszający eklektyzm od Cheap Tobacco, światowy postpunk Izzy And The Black Trees, folkowe przyjemności od Mumford And Sons, zanurzone w amerykańskim alt-rocku dzieło Ratboys, ujmujące i porywające kompozycje Mitski, kreatywne elektroniczne uniwersum Danny L Harle'a, czuły debiut Ellur, fuzz-popową EP-kę fascynującego duetu Witch Post z zeszłego roku, podróż na emocjonalną krawędź z Dawidem Tyszkowskim, obiecującą twórczość australijskiego zespołu Sleepzoid, przekraczającą wymiary grunge'u, shoegaze'u i postpunka, lśniący pop wschodzącej gwiazdy Erin LeCount, nieokiełznaną indie energię Master Peace'a! A to nie wszystko! Zapraszam do uważnej lektury! Przyjemności!
ALBUMY
CHEAP TOBACCO – "WSCHODY I ZACHODY"
W tym roku minie jedenaście lat od zjawiskowego koncertu Cheap Tobacco przed Anią Rusowicz w ramach Blues Na Świecie Festival – ta krakowska formacja wówczas podbiła moje serce porywającym blues-rockiem i kapitalnym wokalem Natalii Kwiatkowskiej. W 2022 roku zdecydowali się na rewolucję i zwrot w kierunku bardziej nośnych, pop-rockowych kompozycji na świetnym i docenianym przeze mnie na blogu albumie "Zobaczymy siebie". Z tym materiałem miałem również przyjemność zobaczyć ich ponownie na wspomnianym świeckim festiwalu dwa lata temu i znów był to niezwykle porywający i euforyczny koncert! Po trzech latach powrócili z albumem "Wschody i zachody", który tylko potwierdza ich potencjał w tworzeniu eklektycznych, przebojowych i ujmujących kompozycji gitarowych.
Cheap Tobacco dalej bez kalkulacji podążają po prostu za głosem swojego serca – czuć tę pasję i włożone sinusoidalne emocje w ten ich czwarty album. Przemierzamy zatem różnorodne gitarowe galaktyki: nie brakuje iskierek rock'n'rollowego szaleństwa ("Paranoja", "Back Door"!), alt-rockowego przygwożdżenia (końcówki "Not Enoguh" to i Muse by się nie powstydziło), rozczulających ballad (arcypiękne "Ot tak" i wzruszające "Serce"), flirtów z bardziej popowym brzmieniem, funkowego zacięcia (radosne "Co u Ciebie?), ech blues-rockowych korzeni. Dzieje się tu dużo dobrego!
Fantastycznymi, ekspresyjnymi, szczypiącymi za serce wokalami częstuje Natalia Kwiatkowska, udowadniając, że posiada jeden z najpiękniejszych polskich kobiecych głosów! Ale też warto docenić odwagę Roberta Kapkowskiego, który na swoich strunach głosowych uniósł świetny kawałek "Lonely". To nie jedyny męski wokal, który pojawia się na tym krążku. W intymnej opowieści o dojrzewającej miłości w singlowym "Biegnij ze mną" – ze świetnym motywem wycia do księżyca – z błogim wokalem Natalii ładnie kontrastuje niska barwa Huberta Gasiula a ka hugo.
Cheap Tobacco dostarczyli w rezultacie naprawdę wyborne, wysmakowane, kreatywne, świetnie wyprodukowane gitarowe melodie, które przemierzają różnorodne gatunkowe wymiary. Uniwersalna, emocjonalna warstwa liryczna, która całość spaja – również ujmuje. Wierzę, że przed tym zespołem wciąż wschód mainstreamowej popularności! Zasługują na to!
IZZY AND THE BLACK TREES – "KISSES TO CHAOS"
Moja wieloletnia sympatia do formacji Izzy and the Black Trees nie jest żadną tajemnicą. W ostatnim czasie na naszym postpunkowym rodzimym podwórku pojawiają się młodsze formacje, które rzucają wyzwanie tym – nie będzie to chyba dużym nadużyciem – weteranom, ale Izzy swoim trzecim albumem "Kisses to Chaos" znów rozstawiają pionki na planszy! Jeśli na poprzednich albumach nieśmiało pukali do drzwi światowej ligi postpunku, tak tym krążkiem już dobijają się zaciśniętą pięścią! I wierzę, że w końcu je wyważą. Nie dość, że to dzieło emanuje dojrzałym scenicznym doświadczeniem, to zespół dołożył do tego wiele niuansów, które ubarwiły ich dotychczasowe brzmienie. Hipnotyzujące swym pulsem powtarzane instrumentalne frazy, ogłuszający hałas gitarowych przesterów, elektryzujący punkowy gniew, wwiercające się w mózgowinę wyraziste partie gitarowe i basowe, podskórnie talkingheadowskie tempo perkusyjne, bezpośrednio porywające chwytliwe i melodyjne refreny – koncepcyjnie wszystkie trybiki tej rockowej maszyny działają bez zarzutu! Wpadasz i wsiąkasz w ten postpunkowy, perfekcyjny chaos! Słychać również, że Izzy rozwinęła się wokalnie. Jej ekspresja na styku melorecytacji i melodyjnego śpiewu trzyma w napięciu, a wszelkie eksperymenty z chórkami, dodatkowymi warstwami wokalnymi tylko na plus. No i dosadna, ostra jak brzytwa warstwa liryczna. Rewelacyjny album rewelacyjnego zespołu!
MUMFORD AND SONS – "PRIZEFIGHTER"
Ostatnie miesiące przywróciły mi wiarę w Mumford And Sons. Wydany w zeszłym roku po długiej przerwie album "Rushmere" okazał się niezwykle dojrzały i zachwycająco zanurzony w folk-rockowej nostalgii. Trio tym materiałem wzbudziło u mnie emocje, które przypominały odsłuchy ich pierwszych dwóch albumów. Jeszcze większy mój entuzjazm wywołał ich listopadowy koncert w berlińskiej Uber Arenie. To było wyśmienite, epickie show, ukazujące zespół w życiowej formie! Mumfordzi w przypływie tego twórczego natchnienia i napędzani tym euforycznym powrotem niespodziewanie w międzyczasie ponownie wkroczyli do studia i błyskawicznie nagrali kolejny album "Prizefighter". I generalnie udało im się tą kolejną kolekcją piosenek z gatunku "do rany przyłóż" podtrzymać pozytywne wrażenia płynące z poprzedniego dzieła, a zarazem otworzyć się na nowe muzyczne impulsy. Myślę tu przede wszystkim o niespotykanej do tej pory ilości gościnnie pojawiających się artystów. Już w pierwszym utworze "Here" cząstkę wymiaru country swym charakterystycznym, chrapliwym wokalem dokłada Chris Stapleton. Kolejne zderzenie męskich wokali następuje w singlowym "Rubber Band Man", w którym Marcusa wspiera Hozier. Bardziej mnie ujęły jednak połączenia głosu wokalisty Mumfordów z żeńskimi barwami. Fenomenalnie wypadła Gigi Perez w ciekawie zaaranżowanej kompozycji "Icarus" i jak zwykle anielsko Gracie Abrams w błogiej, swiftowskiej balladzie "Badlands". A jeszcze w creditsach tego albumu pojawiają się tacy artyści jak Aaron Dessner, czy też Justin Vernon. Otwarcie się na wpływ innych artystów urozmaiciło ten album, który poza tym brzmi bardzo bezpiecznie, bez podejmowania zbędnego ryzyka. Co nie jest jednak też zarzutem z mojej strony. Na pierwszym planie na szczęście pozostaje banjo, którego obecność została zresztą podkreślona podnoszącą na duchu piosenką "The Banjo Song". Pojawia się tu kilka emocjonalnych kotwic, które na dłużej zostały zrzucone na dno mego serca – najbliższe klasycznemu brzmieniu folkowe "Run Together", "Conversation With My Son (Gangsters & Angels)" z szarpiącym za serce narastającym napięciem emocjonalnym, dynamiczne "Stay", czy też tytułowe, subtelne, prostoduszne "Prizefighter".
Mając jednak za sobą emocje wyniesione z koncertu w Berlinie, na którym Mumford And Sons wykonali kilka przedpremierowych piosenek, nieco ponarzekam, że dopieszczona, sterylna produkcja tego albumu nieco hamuje i ukrywa potencjał poszczególnych kompozycji. Niemniej to wciąż w całości bardzo ładny, ciepły, smaczny album. Mumfordzi w formie!
RATBOYS – "SINGIN' TO AN EMPTY
CHAIR"
Nowy album "Singin' To An Empty Chair" zespołu Ratboys bardzo
miło mnie zaskoczył swoją wielowymiarową jakością. Do tej pory moje ścieżki z tym
bandem z Chicago się nie przecinały, ale zwabiony pochlebnymi
recenzjami nie żałuję czasu spędzonego z tym materiałem, na którym
dominują naprawdę zacnie skomponowane indie-rockowe piosenki z
domieszką country, Americana, folku, alt-rocka lat 90. zanurzone w
blasku zachodzącego słońca nad Missisipi (a przynajmniej tak to
sobie wyobrażam). Bogate aranżacje, trochę przesterowanego
gitarowego gniewu, ostrych riffów, trochę folkowej łagodności i
chwytliwych refrenów, momenty kreatywnej instrumentalnej
improwizacji, uwodzący wokal Julii Steiner, oczyszczająca
emocjonalnie, nieunikająca trudnych, a nawet traumatycznych
przeżyć warstwa liryczna – album kompletny w swoich założeniach.
Emocjonalnie ciężki, ale jednocześnie ciepły i pełen nadziei.
Zespół zaś już w pełni gotowy, by zaistnieć w świadomości
szerszego grona odbiorców w muzycznym świecie! Z pewnością nie
grozi im śpiewanie do pustych krzeseł!
MITSKI – "NOTHING'S ABOUT TO HAPPEN TO ME"
Choć jestem entuzjastą wszelakiego
singer-songwritingu, to dotychczas do twórczości
Mitski jakoś nie potrafiłem poczuć pociągu. Jej
najnowszy album "Nothing's About To Happen To
Me" zaczął przełamywać bariery w mym sercu. To
ujmująca koncepcyjna opowieść o kobiecie
przeżywającej wewnętrzny kryzys, w anturażu
mglistych pejzaży łączących alt-country z ostrym
indie rockiem oraz bujną orkiestrą. Kolejne
utwory stopniowo pogłębiają obraz narastającej
paranoi, lęku i czarnego humoru, za sprawą
zręcznego lawirowania między balladami a
chaotycznymi, wybuchającymi crescendami
rockowymi aranżacjami. To jeszcze nie jest
miłość z mojej strony, ale czuję się
zaintrygowany. No i dodatkowy plusik za stylową,
kocią okładkę!
➖ ➖ ➖
DEBIUTY
DANNY L HARLE – "CERULEAN"
Totalnie pochłonęła mnie elektroniczna kreatywność Danny'ego L Harle'a na
jego albumie "Cerulean"! Oczywiście do tego materiału przyciągnęła mnie
przede wszystkim obecność Kachy z Coals w gronie tak popularnych i
znakomitych artystek, jak Dua Lipa, Caroline Polachek, PinkPantheress,
Clairo, Julia Michaels i Oklou (pojawia się też męski rodzynek – MNEK)! Co
więcej, Kacha w kompozycji "Te Re Re" śpiewa tu w naszym rodzimym języku!
I nie odstaje od głośniejszych nazwisk! Oj nie! Doprawdy fenomenalna
sytuacja, która napawa dumą, tym bardziej że przecież już od lat doceniam
jej wokalne możliwości, niezależnie czy mowa o tych studyjnych, czy też o
wielokrotnych doświadczeniach na żywo. No sztosik! Jak zresztą cały
materiał, który ma szansę pretendować u mnie do ulubionego elektronicznego
dzieła tego roku, a dla samego Danny'ego L Harle'a może okazać się
przepustką do wyższego poziomu rozpoznawalności. To nie jest oczywiście
postać, która wzięła się znikąd. Brytyjski producent znany jest z kolektywu
PC Music, który współtworzył brzmienie nurtu hyperpop, łącząc przesłodzoną
estetykę popu z klubową elektroniką i eksperymentalną produkcją, a w
ostatnich latach współpracował z wieloma gwiazdami pop. Na tym solowym
albumie znów daje upust swojej wyobraźni, tworząc kolekcję piosenek
ociekających klubową euforią w połączeniu z introspekcyjną wrażliwością,
wykazujących emocjonalne napięcie między intensywnością doznań a
refleksyjną kontemplacją, tworząc spójny, hipnotyzujący świat dźwięków. W
to uniwersum znakomicie wkomponował wyraziste wspomniane gościnne wokale.
Choćby zaimponowało mi bardzo highlightowe "Two Hearts" z potężnym wokalem
Dui Lipy. "Azimuth" z eterycznym wokalem Polachek, czy też dynamiczne
frazy PinkPantheress w "Starlight" to również moje ulubione momenty. Odkryciem
zaś dla mnie jest tu świetna Julia Michaels w pulsującym "Raft In The
Sea".
Słuchając tego materiału, moja wyobraźnia rysuje hedonistyczne taneczny
sceny z koncertu Danny'ego pod bliżej nieokreślonym festiwalowym namiotem!
No dobra, zamarzył mi się przez chwilę choćby Alter Stage na Open'erze
albo Scena Leśna na OFFie i gościnny pojawienie się Kachy! A co tam!
PS Gwoli ścisłości – Danny L Harle ma w swojej dyskografii wydany w 2021 roku album "Harlecore", ale w wywiadach podkreśla, że "Cerulean" traktuje jako pełnoprawny solowy debiut.
ELLUR – "AT HOME IN MY MIND"
Debiutancki album Elli McNamary, występującej pod pseudonimem
Ellur, to dojrzała i dopracowana
propozycja na styku indie rocka i subtelnych, folkowych brzmień.
Już od pierwszych minut "At Home In My Mind" słychać, że mamy do
czynienia z artystką świadomą swojej estetyki i emocjonalnego
przekazu. To płyta intymna, a zarazem pełna energii –
balansująca między delikatnością a wyrazistą, gitarową
ekspresją.
Największą siłą albumu jest jego szczerość. Teksty Ellur są osobiste, momentami wręcz konfesyjne, ale nigdy nie popadają w banał. Artystka z wrażliwością opowiada o niepewności, potrzebie bliskości, nadziei i poszukiwaniu własnego miejsca – zarówno w relacjach, jak i we własnej głowie. Tytuł nieprzypadkowy. Emocjonalny liryzm współgra tu z dynamicznymi, przemyślanymi aranżacjami, które nadają utworom odpowiedni puls i dramaturgię. Wyróżnia się również wokal Ellur – czysty, bogaty w barwy i pełen subtelnych niuansów. Potrafi być kruchy i niemal szeptany w spokojniejszych fragmentach, by za chwilę nabrać mocy i pewności w bardziej intensywnych momentach. Ta umiejętność budowania napięcia sprawia, że każda z dziesięciu kompozycji ma własny charakter, a jednocześnie wszystkie tworzą spójną, emocjonalną całość.
"At Home In My Mind" to debiut-obietnica, ukazujący Ellur w kluczowym momencie rozwoju – świadomą swojej tożsamości, talentu i gotową na dalszą drogę, która może przynieść nam wszystkim jeszcze więcej emocji i przyjemności ze strony tej dobrze rokującej artystki.
Największą siłą albumu jest jego szczerość. Teksty Ellur są osobiste, momentami wręcz konfesyjne, ale nigdy nie popadają w banał. Artystka z wrażliwością opowiada o niepewności, potrzebie bliskości, nadziei i poszukiwaniu własnego miejsca – zarówno w relacjach, jak i we własnej głowie. Tytuł nieprzypadkowy. Emocjonalny liryzm współgra tu z dynamicznymi, przemyślanymi aranżacjami, które nadają utworom odpowiedni puls i dramaturgię. Wyróżnia się również wokal Ellur – czysty, bogaty w barwy i pełen subtelnych niuansów. Potrafi być kruchy i niemal szeptany w spokojniejszych fragmentach, by za chwilę nabrać mocy i pewności w bardziej intensywnych momentach. Ta umiejętność budowania napięcia sprawia, że każda z dziesięciu kompozycji ma własny charakter, a jednocześnie wszystkie tworzą spójną, emocjonalną całość.
"At Home In My Mind" to debiut-obietnica, ukazujący Ellur w kluczowym momencie rozwoju – świadomą swojej tożsamości, talentu i gotową na dalszą drogę, która może przynieść nam wszystkim jeszcze więcej emocji i przyjemności ze strony tej dobrze rokującej artystki.
➖ ➖ ➖
EP-KI / MINIALBUMY
WITCH POST – "BEAST" (2025)
Zafiksowałem się w minionym miesiącu na twórczości duetu Witch Post, założonego przez szkockiego artystę Dylana Frasera i amerykańską wokalistkę Alaskę Reid. Już w zeszłym
roku Podróżujący Kuba, zdający mi raporty z showcase'owego Reeperbahna, przesyłał mi pozytywne wrażenia z ich występu. Nie na tyle jednak euforyczne, by mnie zachęcić do
sięgnięcia po ich dokonania. A na koncie wówczas już mieli niniejszą polecaną debiutancką
EP-kę "Beast", która teraz z perspektywy czasu mogłaby namieszać w
rankingu ulubionych mini albumów zeszłego roku. Być może przyjdzie
kiedyś mi osobiście zweryfikować ich sceniczny potencjał, ale już studyjna chemia między tą dwójką artystów jest uwodząca! Z jednej
strony przybrudzony, lekko zachrypnięty wokal Dylana, który stanowi
portal do najlepszych alt-rockowych i grunge'owych doznań lat 90., a z
drugiej marzycielski, ekspresyjnie delikatny głos Alaski, która
wpuszcza dream-popowy promyk błysku. Ich dialogi zaś wplecione są w
dźwiękowe tekstury wypełnione surową garażowością, indie-rockową
lekkością, pożądliwymi riffami, chwytającymi za uszy melodyjnymi
refrenami.
Doskonały, zmysłowy, atrakcyjny, magnetyczny, odurzający fuzz-pop! Coś nieuchwytnego w ich muzie sprawia, że często czuję przyjemny skurcz w serduchu. Jestem zauroczony! Czy to uczucie przerodzi się to w bezwarunkową miłość? Czy Witch Post podbiją muzyczny eter? Cóż, czas pokaże!
A już 20 marca Witch
Post wydają drugą EP-kę "Butterfly" i trzy dotychczas ujawnione single
("Worry Angel", "Twin Fawn", "Changeling") zwiastują kolejny
hipnotyzujący materiał! Czekam!
DAWID TYSZKOWSKI – "CHCIAŁBYM UMRZEĆ Z MIŁOŚCI"
Dawid Tyszkowski na EP-ce "Chciałbym umrzeć z miłości" ciągnie w
głąb muzycznej głuszy, by w zaciszu razem z nim by kontemplować
różne oblicza i odcienie miłości. Przez pierwsze trzy utwory
przedzieramy się przez mrok w stronę emocjonalnej przepaści. W tym
niespiesznym spacerze dużo intymności, samotności, tęsknoty,
wypalony papieros... Przed krokiem w przepaść ratuje jednak ostatni
utwór "Raj", który zaskakuje dynamiką i utopijną iskierką nadziei i
wiary w miłość –
Wiem, że znajdę dla nas dom /Dom gdzie będzie ci wygodnie. Zapożyczony od Myslovitz tytuł tej pierwszej części EP-ki
zawsze interpretowałem w dwojaki sposób: umieranie z euforii albo umieranie z
bólu straty. I tymi ścieżkami właśnie podąża Dawid. Dodatkowo swoje
emocje opakował w aranżacyjną organiczność i oszczędność, która
mrozi krew w żyłach. Nagrania stworzone z Kubą Staruszkiewiczem,
Kamilem Paterem i Wawrzyńcem Topą zachwycają esencją kolektywnej
improwizacji, bez zbędnych filtrów i produkcyjnych dodatków, co w
czasach nadprodukcji bardzo cenię. I mam ogromny szacunek dla
tego wrażliwego chłopaka za podążanie tą intymną i wyboistą ścieżką
i tym samym docieranie do najsurowszych stanów emocjonalnych.
SLEEPAZOID – "NEW AGE"
Australijska formacja sleepazoid z "New Age" to obowiązkowa propozycja dla
sympatyków alt-rockowych porywów, przekraczających
gatunkowe wymiary grunge'u, shoegaze'u i postpunka. Utwory układają się w tu spójną historię o zakochaniu, rozstaniu i powracających wątpliwościach na tle wyśmienicie zaaranżowanych kompozycji, które łączą gitarową energię z melancholijną atmosferą. Zespół świetnie buduje napięcie i atmosferę, w czym duża też zasługa czarującego, ale też nabierającego odpowiedniej żarliwości w kluczowych momentach wokalu Nette France. Mają naprawdę mocne argumenty na to, by
przebić się szeroko nie tylko w australijskim eterze!
ERIN LECOUNT – "PAREIDOLIA"
Młoda brytyjska piosenkarka Erin LeCount na EP-ce "PAREIDOLIA" oferuje dawkę perfekcyjnie wyprodukowanego (samodzielnie!), intensywnego, emocjonalnie szczerego, nieco mrocznego popu z
olśniewającymi, anielskimi popisami wokalnymi. Bije z tej dziewczyny niesamowita pewność siebie, a kolekcja dopracowanych do ostatniej nuty pięciu kompozycji produkcji muzyki ociera się o wielkoformatowy rozmach. Wschodząca gwiazda popu. Będzie o tej dziewczynie głośno.
MASTER PEACE – "STUPID KIDS"
EP-ka "Stupid Kids" Master Peace'a to energetyczna mieszanka indie, punku i alt-rocka, złożona z singli połączonych przede wszystkim jego charakterystycznym. Materiał swobodnie żongluje stylami – od punkowej zadziorności w "There’s No More Underground" po podbite elektronicznym pulsem "My Guitar", czy też bardziej introspekcyjne momenty, jak utwór "Fuck It Up" z gościnnym udziałem Declan McKenny. Całość opiera się na eklektycznym podejściu do gitarowego indie i nostalgii za beztroską młodością, dzięki czemu EP-ka wypełniona nieokiełznaną, intensywną, bangerową energią. Nie sposób tu złapać oddechu!
➖ ➖ ➖
WYRÓŻNIENIA
Pozostałe interesujące wydawnictwa w telegraficznym
skrócie:
Dla pragnących dawki niespożytej muzycznej kreatywności: GORILLAZ – "MOUNTAIN".
Dla stęsknionych za romantycznym i przebojowym popem: BRUNO MARS– "THE ROMANTIC".
Dla poszukujących mrocznego, goryckiego, nastrojowego,
nasączonego erotyzmem, niebanalnego popu: CHARLI XCX – "WUTHERING HEIGHTS".
Dla zwolenników staroszkolnego alternatywnego rocka wypełnionego
polityczno-społecznymi przekazami: U2– "DAYS OF ASH" (EP-ka)
Dla fanów wibrującego tanecznym potencjałem postpunka wzbogaconego saksofonowymi solówkami: DEADLETTER – "KNOW THE NIGHT".
➖ ➖ ➖
SINGLE
LOR – "JET LAG"
RAYE – "NIGHTLINGALE LANE."
Drama Queen!
LYKKE LI – "LUCKY AGAIN"
SNAIL MAIL – "MY MAKER"
Snail Mail z drugą zapowiedzią albumu "Ricochet" (27.03)! "My
Maker"! Oo-ah, yeah yeah, yeah yeah!
JULIA CUMMING – "MY LIFE"
Solowy debiutancki singiel "My Life" Julii Cumming (Sunflower
Bean)! Artystka prezentuje nam ujmujące, alt-popowe oblicze! I
do tego piękny klip w reżyserii Edgara Wrighta, tego od "Baby
Driver"! To zarazem zapowiedź albumu, który ukaże się 24
kwietnia!
LANA DEL REY – "WHITE FEATHER HAWK TAIL DEER HUNTER
Lana Del Rey zaskoczyła brzmieniem nowego singla "White Feather Hawk
Tail Deer Hunter"! Nieco spooky, orkiestralnie psychodeliczny,
gothic-popowy... Zaskakująco taka stylistyka przypadła mi do gustu!
LUCIA & THE BEST BOYS FT. LAUREN MAYBERRY – "LONELY GIRL"
Podążając za głosem Lauren Mayberry trafiłem na jej gościnny udział
w kompozycji "Lonely Girl" szkockiej formacji Lucia & The Best
Boys. Wyśmienity bangerek!
JAMES BLAKE – "I HAD A DREAM SHE TOOK MY HAND"
Niezawodnie ujmująco!
BLEACHERS – "YOU AND FOREVER"
Powrót Bleachers! Singiel "you and forever" zapowiada album
"everyone for ten minutes", którego premiera 22 maja! W ziarnistym
teledysku obok Jacka Antonoffa pojawia się oczywiście Margaret
Qualley!
Mam nadzieję, że przy okazji promocji nowego krążka uda mi się złapać Jacka i jego kompanów na żywo!
ANNA CALVI - GOD’S LONELY MAN (FEAT. IGGY POP)
Anna Calvi oraz Iggy Pop w utworze "God's Lonely Man"! Świetny,
soczysty!
To zapowiedź powrotu Anny z EP-ką "Is This All There Is?" (20.03), która będzie się składała z czterech takich kolaboracji. Wspólny kawałek z Perfume Genius znany już od października zeszłego roku, a do odkrycia jeszcze duety z Mattem Berningerem i Laurie Andersonem!
THE BLACK KEYS - YOU GOT TO LOSE
The Black Keys nie zwalniają tempa! Na majóweczkę otrzymamy nowy
album "Peaches!"! Materiał powstawał w dość smutnych
okolicznościach, gdy Auerbach opiekował się zmarłym ojcem po
zdiagnozowaniu u niego raka. Nagrany na żywo, surowy, zrodzony
bardziej z improwizowania. Pierwszy singiel "You Got To Lose"
wyśmienity!
SONBIRD – "TEN SAM FILM"
Chłopaki wracają z drugim albumem "Świetnie", którego premiera 24 kwietnia!
TOOTH – "THE AGE OF INNOCENCE"
Debiutancki singiel bardzo obiecującej rockowej formacji z Wysp! Mają to coś! Przekonajcie się sami!
WITCH POST – "WORRY ANGEL"
No zatraciłem się w tym duecie, a ten ich ostatni singiel hipnotyzujący!
DYLIA – "NIEPOTRZEBNIE"
Świeży żeński głos na naszej rodzimej scenie zanurzony w transowej mrocznej aurze! Oj, popłynie to szeroko!
DARIA ZE ŚLĄSKA – "MIŁOŚĆ ITD."
Smutne i tak prawdziwe! I ten klip!
VOO VOO, DARIA ZE ŚLĄSKA – "NA MOMENT"
Jakby jeszcze komuś mało Darii!
ZIELIŃSKI – "CHCĘ UMRZEĆ GŁUPI" /??
Emocjonalna, pięknie rozbudowana gitarowa kompozycja.
FOO FIGHTERS – "YOUR FAVORITE TOY"
Tytułowy singiel nowego albumu, który ukaże się 24 kwietnia!
MAKS.TACHASIUK – "TO NIE MÓJ DZIEŃ"
Ładny singiel tegorocznego laureata w kategorii Odkrycie Empiku – Muzyka.
SHE'S GREEN – "METTLE"
Szugejzowy polot!
SANDRA REIZER – "SZTORM"
Ślicznie, refleksyjnie.
➖ ➖ ➖
WYDARZENIA MIESIĄCA
RELACJE KONCERTOWE
Na blogu pojawiły się relacje z koncertów:
OGŁOSZENIA KONCERTOWE
Wybrane festiwalowe newsy:
OFF Festival: Johnny Marr, Deafheaven, Los Thuthanaka, Nu Genea, DAM,
Mlecze, Drabusheyk oraz irlandzki rzut na Scenę
Eksperymentalną: M(h)aol, Madra Salach, The Merry
Wallopers, Chalk, Sega Bodega!
Tauron Nowa Muzyka: Monolink, Nick Warren, BOKKA, Guy Mantzur, Omasta ora Hinode Tapes & Hiroki Chiba.
Audioriver Festival:
The Prodigy, Ben Klock, Effy, Boys Noize, Mall Grab,
Kream i inni.
Łódź Summer Festival: Jet, Rudimental dj set i inni.
Metronome Prague z finalnym plakatem:
Way Out West z aktualnym plakatem:
Wybrane koncertowe ogłoszenia:
Suede, Letnia Scena Progresji, Warszawa, 23.07.2026
Hurts, Letnia Scena Progresji, Warszawa, 10.07.2026
Rush, Tauron Arena Kraków, 27.03.2027
Primus, Progresja, 06.08.2026
Eivør, Tama, Poznań, 02.08.2026
ANYMA, Stocznia Gdańska, 07-08.08.2026
The Warning, Progresja, Warszawa, 30.06.2026
Peter Doherty, Niebo, Warszawa, 02.05.2026
The All-American Rejects, Progresja, Warszawa, 09.06.2026
Więcej festiwalowych newsów z kraju i ze świata wpada na
bieżąco na moich social mediach – obserwuj by być na
czasie!
➖ ➖ ➖
PLAYLISTA MIESIĄCA
I oczywiście na koniec zapraszam Was do przejrzenia i
przesłuchania mojej
tradycyjnej playlisty, którą na bieżąco uzupełniałem przez cały miesiąc!
Przypominam, że w pierwszej kolejności wyszczególniam albumy
i EP-ki (maksymalnie 5 utworów z poszczególnych pozycji), a
w dalszej kolejności prezentuję single, w tym te, które nie
załapały się w moich powyższych wyróżnieniach, a które
również są warte sprawdzenia! Wybory oczywiście skrajnie
subiektywne!
Podróże Muzyczne
09.03.2026

.png)







.png)







