Open'er 2013: podsumowanie

/
1 Comments


Pierwszy festiwal w moim życiu zaliczam do jak najbardziej udanych. Jestem zachwycony całą organizacją i ogromem tego kulturalnego wydarzenia. Bo to już nie tylko muzyka, ale także teatr, kino, muzeum. Dla mnie to oczywiście muzyka odgrywała najważniejszą rolę na tym festiwalu. Przygotowałem więc parę list "top". Miejcie na uwadze, że są to bardzo subiektywne zestawiania, na których wpływ miało wiele czynników. Uwzględniłem tylko koncerty na których uczestniczyłem.


No to zaczynamy :

10 najlepszych koncertów

  1. Skunk Anansie - w roku 2011 byłem dosłownie zmiażdżony ich występem podczas Orange Warsaw Festival (wtedy też jeszcze nie znałem za dobrze ich twórczości). Na Open'erze bawiłem się już pod samą sceną jako ich wielki fan i ponownie byłem zachwycony ich występem, a w pamięci pozostaną szalone popisy Skin, włącznie z wejściem w tłum. Genialne przeżycie widzieć Skin dwa metry od siebie :) 
  2. Crystal Fighters - jestem aż przerażony tym, iż początkowo chciałem odpuścić ten koncert by się ustawiać na Kings of Leon. Na całe szczęście znalazłem się gdzieś na tyłach tłumu pod Alterklub Stage i bawiłem się wyśmienicie. Ba, może nawet najlepiej z całego festiwalu. Owładnęła mną czysta, nieskrępowana niczym radość z życia :) Naprawdę ten zespół to istna petarda na żywo. Tym bardziej cieszy fakt, że często odwiedzają nasz kraj. 
  3. Palma Violets - bardzo żywiołowy koncert młodych rockmanów z Wielkiej Brytanii. Rockowe szaleństwo odbywało się zarówno na scenie jak i pod sceną. Szczególnie w pamięć zapadł basista, który szaleńczo tańczył i na koniec wyskoczył do publiczności ;) 
  4. Blur - legenda britpopu nie zawiodła. Dostaliśmy przekrój ich całej twórczości z wielkimi hitami na czele z "Tender", "Parklive", "The Universa'", "Song 2" i wiele innych.  
  5. Queens of the Stone Age - bardzo wyczekiwany przeze mnie występ i praktycznie dostałem to czego oczekiwałem ale ... No właśnie, do dziś nie mogę pojąć czego w tym koncercie zabrakło by, za przeproszeniem, urwać d.... Niemniej artystycznie był to występ wyśmienity, a aranżacje nowych piosenek na żywo brzmią zdumiewająco dobrze. 
  6. Nick Cave & The Bad Seeds - Najbardziej stylowy i klimatyczny występ na scenie głównej. Tym koncertem chciałem dostać odpowiedź na pytanie dlaczego Nick przez niektórych uważany jest za "Boga". I już wiem, bo to istny szatan na scenie, który pół koncertu potrafi śpiewać przy barierkach. Według wielu - najlepszy tegoroczny koncert na Open'erze, a ja sam zastanawiałem się czy nie umieścić go poza wszelką konkurencją - ostatecznie 6 miejsce ;) 
  7. Alt-j - ostatecznie na żywo przekonałem się do tego zespołu. Bardzo ciekawe i unikatowe brzmienie. Czuję w kościach, że mają otwartą drogę do wielkiej kariery ;) 
  8. Arctic Monkeys - na scenie są pewni swojej wartości. Mimo, iż brakuje im spontaniczności to potrafią poderwać tłum. Koncerty dobry, ale chyba nic ponadto.
  9. Lily Hates Roses - jakiś reprezentant folku musiał się tu znaleźć. Oscylowałem między Fismollem a właśnie Lily... Ostatecznie wybór padł na tych ostatnich za bardziej przebojowe i wpadające w ucho melodie. Widać było po tym duecie duży stres, ale udało im się przekonać do siebie publiczność, która w dużej mierze uciekła do namiotu przed deszczem. 
  10. Devendra Banhart - tu wybierałem pomiędzy freakiem z Ameryki a Kings of Leon. Gdzie tłumy były większe chyba nie muszę mówić, ale to właśnie Devendra pokazał większą klasę od KOL. Niestety, zdążyłem tylko na bodaj 3 piosenki (grał tylko godzinę, szkoda, że nie było bisów), ale od razu poderwał mnie do tańca co już bardzo dobrze o nim świadczy.   

Najlepszy headliner

Blur - tu chyba nie mam żadnych większych wątpliwości, bo to był jeden z najważniejszych tegorocznych koncertów w naszym kraju.


Największe rozczarowania

  1. Editors - myślałem, że będzie dużo lepiej, ale dość wczesna pora chyba spowodowała, że brakowało energii, choć "Papilon" na końcu troszkę uratował ten koncert. 
  2. Animal Collective - zawód na całej linii. Dużo dobrego słyszałem o tym zespole i dlatego czekałem godzinę w Tent Stage na ich występ. Scenografia wyglądała fajnie, ale po około 3 piosenkach wyszedłem. Ech kompletnie to do mnie nie trafiło, podobno dalej się rozkręcaili, ale mojej duszy nie zawojowali. 
  3. Kings of Leon - bez wątpienia to było duże wydarzenie muzyczne ostatniego dnia, które przyciągnęło ogromną rzeszę ludzi, ale to był koncert na którym nic się wielkiego nie wydarzyło. Oczywiście "Use Somebody"  czy "Sex On Fire" na żywo powodują ciarki i dodatkowe emocje, ale poza tym brakowało większej energii. Chyba też nie najlepiej początkowo było z nagłośnieniem. Choć z drugiej strony ja się wiele nie spodziewałem i raczej byłem przygotowany na to, że będzie to zwykły, dobry koncert więc jeśli rozczarowanie to bardzo małe, ale jednak. 

Największe zaskoczenia

  1.  Magnificent Muttley - ja już te trio obwołałem polskim Muse. Na uwagę zasługuje genialny perkusista, ba może nawet najlepszy na całym festiwalu ;) Będę z większą uwagą przyglądać się ich karierze. 
  2. Dawid Podsiadło - takiego tłumu o tak wczesnej porze się nie spodziewałem. Ale co tam tłum, Dawid pokazał, że jest naprawdę zdolnym chłopakiem, a kompozycje które zaprezentował brzmią fantastycznie. a niektóre, tak jak "No", mają w sobie niesamowitą przebojowość. 
  3. The National - wiele nie oczekiwałem, bo nie zagłębiałem się w ich twórczość, ale już naprawiam błąd. Koncert niezwykle piękny. I te dwa ostatnie numery podczas których frontman dosłownie wszedł w publiczność... Pech polegał na tym, że stałem w złym miejscu, by jeszcze lepiej obcować z ich muzyką. 
  4. Kim Nowak - prezentowali się nadzwyczaj dobrze na scenie głównej, gdyby nie ten deszcz... 
  5. Everything Everything - przed Musem mnie nie zachwycili, ale na Open'erze zagrali wnet porywająco. Udało im się wciągnąć mnie do popołudniowej zabawy ;) 

Nieodżałowane koncerty na których nie byłem

  1. Łąki Łan - jakim cudem się nie pojawiłem pod Alterklub Stage na koniec drugiego dnia?! Będąc w namiocie i słysząc histerię tłumu byłem na siebie bardzo zły. I zły jestem do dziś :P 
  2. Disclosure / Rykarda Parasol - na koniec trzeciego dnia miałem się wybrać na jeden z tych koncertów, ostatecznie wybrałem znów opcję odpoczynek w namiocie... 
  3. Tame Impala/ Miguel - niestety inne koncerty kolidowały mi z tymi występami, a szkoda. 
  4. Hey - tutaj znowu wybrałem inne koncerty w tym czasie
  5. NRM - nie starczyło już mi sił by wytrwać do tego późnego koncertu zamykającego Open'er 

Najlepsze momenty Open'era


  • Blur - "Song 2" - najbardziej energetyczny moment tych 4 dni     
  • Crystal Fighters - "Plage" - podczas tego utworu po prostu straciłem nad sobą kontrolę
  • QOTSA - " Make IT Wit Chu" - najspokojniejszy, ale i najpiękniejszy moment tego koncertu. Wspaniale odśpiewany przez publiczność. Ja miałem ciarki ;) 
  •  Kings of Leon - "Use Somebody" / "Sex on Fire" - zawsze marzyłem by te utwory usłyszeć na żywo i udało się :) 
  • Skunk Anansie - zejście Skin do tłumu - niesamowite :) 
  • Alt -j - "Matilda" - ta publiczność chóralnie śpiewająca początek piosenki - ciary!
  • Nick Cave & The Bad Seeds - "Jubilee Street" - co za kompozycja a jeszcze lepsze wykonanie. Ideał. 
  • Arctic Monkeys - "When The Sun Goes Down" - trudno było wybrać najlepszy moment tego koncertu, wybór padł na chyba ich największy hit ;)
  • Palma Violets - "Best Friend" - szał pod sceną nie do opisania ;) 

I na tym zakończymy podsumowanie Open'era. Być może jeszcze jakieś większe przemyślenia dotyczące konkretnych koncertów później się pojawią, o ile czas i inwencja twórcza mi na to pozwoli.  Warto było się tam wybrać i nie żałuję ani jednego grosza wydanego na ten cel. Myślę też, że jeszcze niejeden raz powrócę na ten festiwal (ale już będę pamiętać o jakimś kremie przeciwsłonecznym xD).
 


PM




    Przeczytaj również

    1 komentarz:

    1. co do Blur, zgadzam się w stu procentach, występpod każdym względem dooskonały. Mam nadzieje że Damon z chłopakami do nas szybko wróci, jak nie z blur to z czymkolwiek innym :)

      OdpowiedzUsuń

    Obsługiwane przez usługę Blogger.