AKTUALNIE W GŁOŚNIKACH: MAJ 2021

/
0 Comments

AKTUALNIE W GŁOŚNIKACH: MAJ 2021


ALBUMY


ST. VINCENT – "DADDY'S HOME"  

Z perspektywy warstwy muzycznej Annie przede wszystkim sięga wspomnieniami do chwil dzieciństwa, gdy słuchała z ojcem jego kolekcji winyli, w której dominowały nowojorskie wydawnictwa z lat 70. W efekcie otrzymujemy słoneczną paletę brzmień złożoną z glamowego funku, lepkiego soulu, mglistego rock'n'rolla, bezlitosnego groove i psychodeliczno-marzycielskich odlotów w stylu Pink Floyd ("Live In The Dream"!). Dekadencko i bezwstydnie w stylu vintage! I do tego z tą charakterystyczną dla St. Vincent zmysłową agresywnością i zdolnością do nowoczesnych zniekształceń dźwiękowych. Współwinnym stworzenia tych miodnych kompozycji był ponownie znany producent Jack Antonoff, który swoją drogą  przy pracach nad tym albumem podarował Annie tradycyjny indyjski instrument zwany sitarem – jest on kluczem do poznania głębi bogatego brzmienia "Daddy's Home". Do produkcji albumu nie można mieć żadnych zarzutów: wszystkie kompozycje są niezwykle wyrafinowane, ale przy tym także bardzo melodyjne. Klasa sama w sobie!

Być może "Daddy's Home" nie oszołamia tak intensywnie jak "Masseduction", ale ten flirt z muzyką lat 70. ma w sobie niezaprzeczalny retro-urok, który wybrzmiewa w sposób okazały, nowoczesny i finezyjny! Jestem pewny, że David Bowie z góry gromko oklaskuje tę kolejną przemianę Annie Clark! 

PEŁNA WERSJA RECENZJI W TYM MIEJSCU!





        MARTA BIJAN – "SZTUKA PŁAKANIA"

        Najciekawszą i najlepszą propozycją z naszego rodzimego podwórka okazał się drugi album Marty Bijan. "SZTUKA PŁAKANIA" jest,  jak sam tytuł wskazuje, podróżą przez smutne, melancholijne, depresyjne, mroczne stany emocjonalne, w których z przyjemnością utonąłem. Polecam słuchać te poetyckie kompozycje wyłącznie pod osłoną nocy – odczuwalny jest przypływ mrocznej magii! Przyznaję się , że wcześniej nie zwracałem na jej twórczość uwagi, ale teraz Marta otwiera zupełnie nowy rozdział kariery, który brzmi niesamowicie intrygująco i ekscytująco! Ta dziewczyna dojrzała, ma pomysł na siebie i zachwyca swoją artystyczną koncepcją. Nie popełnijcie błędu i nie pomijajcie tego krążka, który obecnie jest dla mnie jednym z największych, pozytywnych zaskoczeń tego roku!
         



        MDOU MOCTAR – "AFRIQUE VICTIM"

        W zeszłym roku  moją uwagę zdobyła dość pochodząca z Afryki, rozpoznawalna w świecie alternatywnej muzyki gitarowa formacja Songhoy Blues, która zachwyciła mnie znakomitym krążkiem "Optimisme". Zaś w tym roku moim odkryciem z tamtego rejonu świata jest niezwykły artysta Mdou Moctar, który od kilku lat dzielnie walczy i zabiega o atencję całego muzycznego globu. Jego artystyczna droga ma iście filmowy początek. 

        Wychowywał się w nigeryjskiej wiosce Tchintabaraden, gdzie niechęć jego rodziny do muzyki elektrycznej zmusiła go do samodzielnego tworzenia prowizorycznych gitar ze strunami wykonanymi z linek rowerowych. Później swój rodzący się talent uwieczniał na telefonach komórkowych i kartach pamięci i rozprowadzał je po całej Afryce Zachodniej, zanim został odkryty przez Chrisa Kirkleya – założyciela wytwórni Sahel Sounds z amerykańskiego Portland. Seria wydawnictw dla tego labelu pozwoliła mu zyskać rozgłos wykraczający poza tereny afrykańskie, czego przykładem były entuzjastyczne recenzje krytyków na całym świecie, czy choćby sesja dla radia KEXP. W miniony piątek zaś Mdou z zespołem wydał rewelacyjny album "Afrique Victim", który pojawił się na świecie nakładem czołowej amerykańskiej, indie-rockowej wytwórni Matador Records. Czym na tym krążku zaimponował mi ten utalentowany przedstawiciel ludu Tauregów? Przede wszystkim gitarową wirtuozerią – nie bez powodu bywa określany jako saharyjski Jimi Hendrix. Jego popisowe solówki często wzbogacają dynamiczne kompozycje, które fascynują połączeniem afrykańskiego folkloru z wpływami amerykańskiego akustycznego folku i blues-rocka. Dominującym tonem na tym albumie są emocje związane z radością i miłością, ale Mdou porusza też poważniejsze kwestie. I tu koniecznie trzeba wyróżnić najbardziej imponującą, tytułową kompozycję. To wstrząsające przywołanie i potępienie historii brutalnego kolonializmu ulokowane w epickiej, 7,5-minutowej, gitarowej konstrukcji. "Afryka jest ofiarą tak wielu zbrodni / Jeśli będziemy milczeć, to koniec z nami" – śpiewa w tym utworze Mdou. Pomimo pewnego rozgoryczenia i podkreślenia tych niewyobrażalnych krzywd, które doświadczyła przez francuskich kolonistów  ludność jego rodzimego Nigru i których skutki są do dziś odczuwalne, jest też w Mdou dużo nadziei, hartu ducha i umiłowania do swojej społeczności, kraju i kultury. Lektura tego albumu jest bardzo inspirująca i zwraca naszą uwagę na tragiczną historię Afryki, którą, co tu kryć, wielu z nas zna dość pobieżnie z lekcji historii. Ten krążek przywołuje też istotę szczerego rock'n'rollowego buntu i niesie przesłanie potrzeby wolności. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że na saharyjskich pustkowiach muzyka rockowa przeżywa swój renesans i jest nośnikiem społecznych rewolucji, których być może będziemy świadkami.




        LORD HURON  – "LONG LOST"

        "Long Lost" jest albumem totalnie absorbującym emocjonalnie. Płynące z tego materiału dźwięki (można je umieścić gdzieś w katalogu pomiędzy The Lumineers i Fleet Foxes) dyskretnie wkradły się do wnętrza mojego serducha i podryfowały sobie niespiesznie po krainie zachwytu, która na niemal godzinę przybrała scenografię równin Dzikiego Zachodu. Mój podziw wzbudziły znakomite aranżacje instrumentalne, które tworzą niezwykle rozległe horyzonty. Trochę tu folku, trochę country, trochę bluesa. A wszystko to połączone z interesującą narracją. I tak oto otrzymujemy kojący, delikatnie bujający i satysfakcjonujący album. Z jedną uwagą: na samym końcu zespół umieścił 14-minutową (!) kompozycję. Spodziewałem się czegoś epickiego, a mamy do czynienia tylko z ambientem, który właściwie nic nie wnosi i wydaje się zbędny.

        Jest tu kilka wyróżniających się kawałków, ale najbardziej moje serce skradła kompozycja "Twenty Long Years", zapewne dlatego, że blisko jej do pokroju takich hymnów koncertowych znanych z twórczości The National. 

        Naprawdę warto! 




        THE BLACK KEYS – "DELTA KREAM"

        Dan Auerbach i Patrick Carney na dziesiątym albumie postanowili oddać hołd tradycyjnemu bluesowi z północnego Missisipi, którego słuchali urzeczeni za młodu. O tym krążku, nagranym w ciągu dziesięciu godzin, bez wcześniejszych prób i przy wsparciu dodatkowych bluesowych muzyków, nie ma sensu wiele opowiadać. Tej w stu procentach przesiąkniętej bluesem, marzycielskiej, bagiennej, pustynnej, lekko psychodelicznej muzy po prostu się słucha! I to najlepiej przy otwartym whiskey! A potem, aż chce się obejrzeć dobry western (o tu mogę na Netflixie polecić tym, którzy nie widzieli "Nowiny ze świata" albo kapitalny serial "Godless"!)! Próżno szukać na "Delta Kream" takich festiwalowych, skocznych przebojów, ale nie o to w tym projekcie chodziło. Tu liczy się miłość do bluesa, do której Dan i Patrick dołożyli troszkę ziarna swojego charakterystycznego, luźnego lo-fi, ale z pełnym szacunkiem do materiałów źródłowych. Bardzo dobry album, który, nawet jeśli jest tylko wyjątkowym pomysłem i dodatkiem, bardzo miło wzbogaca dyskografię The Black Keys! 
         



        BRODKA – "BRUT"

        Nowy album Brodki oceniam... z mieszanymi uczuciami. "Brut" jest krążkiem porządnie wymyślonym i zagranym. Wręcz z taką perfekcyjną precyzją, która jest też zarazem najsłabszym ogniwem. Po prostu brakuje mi czegoś charakterystycznego na tym krążku. Zostawienia własnej duszy. Okej, Brodka skryła ją co prawda w tekstach, ale ilu odbiorców zada sobie ten trud zagłębienia się w opowieści śpiewanie po angielsku? Muzycznie zaś jest brudnie, głośno, ogłuszająco, punkowo, ale momentami też melodyjnie i popowo. Ciekawy mariaż, z niezłym potencjałem koncertowym, ale też z tą uwagą, że jest to odrobiona praca domowa na piątkę przy czerpaniu pełnymi garściami z inspiracji, które w muzyce wydarzyły się już znacznie wcześniej. Skrycie pewnie o tym marzy od kilku lat, ale świata tym krążkiem raczej nie zwojuje. Natomiast na naszym podwórku to wciąż ponadprzeciętna propozycja.




        MOBY – "REPRISE"

        W majowym zestawie premierowych albumów nie mogło zabraknąć nowej pozycji z dyskografii Moby'ego! "Reprise" to swoiste Greatest Hits, ale nie skończyło się tylko na selekcji utworów. Moby postanowił raz jeszcze spojrzeć na swoje największe przeboje i wznieść je na zupełnie inny poziom emocjonalny, przy współpracy z węgierską Budapest Art Orchestra. Efekt? Monumentalny i kruchy zarazem! Interesujący dobór gościnnych wokali oraz symfoniczne aranże sprawiają, że twórczość Moby'ego nabiera nowego, ponadziemskiego wymiaru. Czysta przyjemność! Perełką na tym krążku jest hołd dla Davida Bowiego, oddany w postaci delikatnej interpretacji kompozycji "Heroes".


         ➖ ➖ 
         

        DEBIUTY


        OLIVIA RODRIGO – "SOUR"

        Do końca roku pozostało jeszcze kilka miesięcy, ale już jest jasne, że w muzycznej księdze roku 2021 Olivia Rodrigo ma zapewnione kilkanaście stronic. Lista jej sukcesów i rekordów, które przyniosły jej pierwsze single oraz wydany w maju debiutancki krążek, budzi podziw. Świat oszalał na jej punkcie. Czy oszalałem również ja? Z uwagi na wiek chyba już troszkę nie jestem odpowiednim odbiorcą treści, które proponuje Rodrigo, ale... Z nieukrywanym zainteresowaniem przyjąłem od tej dziewczyny bilet, który ostatecznie zapewnił mi satysfakcjonującą podróż w czasie i powrót do burzliwego, emocjonalnego okresu z czasów licealnych. Mógłbym zgrywać teraz dziadersa i ponarzekać, że miłosne i egzystencjonalne rozterki Olivii są przedramatyzowane (bo są), ale któż z nas w wieku osiemnastu lat nie przeżywał błahych sytuacji, które traktował na śmierć i życie. Kto przykładowo nie miał chwil zwątpienia, nie przeżył miłosnego rozczarowania, zawiódł się na przyjacielu i sam popełniał błędy, które z perspektywy czasu wydają się żałosne, a może nawet tragikomiczne. Przyznaję się, że zdarzało mi się niezdrowo ulegać gorączce dojrzewania i może dlatego "czuję" ten album. Olivia umiejętnie przekłada na muzyczne warstwy te nastoletnie emocje i nie dziwię się, że staje się bohaterką wśród młodszego pokolenia. Z elegancją sięga po swoje rozpięte inspiracje muzyczne, ale trudno tu mówić o odtwórczej pracy, nawet jeśli zdarza się jej bezpośrednio sięgać do twórczości Taylor Swift. Ta jest jedną z jej największych idolek i w wielu momentach to słychać, lecz nie w postaci typowo mainstreamowych konstrukcji kompozycyjnych, a bardziej Olivia dąży w kierunku singer-songwriterskiego kunsztu z zeszłorocznych płyt o wiele bardziej doświadczonej i utytułowanej koleżanki z branży (znamienne, że Taylor publicznie chwali twórczość Olivii). Lubi również sięgać po alternatywne rozwiązania, które przywołują dokonania Lorde. Ale nie stroni również od niespodzianek. Otwierający "Sour" utwór "Burtal" jest wręcz pokazaniem środkowego palca w stronę tych, którzy skategoryzowali ją przedwcześnie wyłącznie w szufladce muzyki pop. Olivia potrafi drasnąć rockowym pazurem i ukłonić się w stronę pop-punku, przypominającym styl Avril Lavigne, o czym przekonuje dobitnie też na singlowym "Good 4 You". Wrócę jednak do "Brutal", bo tekstowo jest on jasnym, bezpośrednim i niecenzuralnym wykładem myśli, które kotłują się w tej młodej duszyczce. 

        And I'm so sick of seventeen
        Where's my fucking teenage dream?
        If someone tells me one more time
        "Enjoy your youth", I'm gonna cry

        Ta szczerość i otwartość liryczna Olivii jest jej chyba największym obecnie atutem. Ale skoro sama przyznaje się, że wzoruje się w tym aspekcie również na Phoebe Bridgers (znakomity wybór!), to nie może być inaczej! Dodatkowa ma całkiem niezłe warunki wokalne i choć może nie jest posiadaczką barwy, która powodowałaby przypływ ciarek, to jej głos jest bardzo przyjemny w odbiorze. Charakter i charyzma to cechy, które w tym momencie dopiero się u niej rozwijają, ale sprawia wrażenie sympatycznej dziewczyny. Weryfikacja jej gwiazdorskiego potencjału przyjdzie z czasem, ale jestem ciekawy jej kolejnych kroków i tego, jak po latach będzie odnosiła się do emocji, które obecnie towarzyszą w jej życiu. Teraz z tym bardzo udanym debiutem, który mnie porwał i właściwie nie znajduję tam słabszych momentów, Olivia Rodrigo ma swoje pięć minut! I jestem dobrych myśli, że w przyszłości będzie nas dalej pozytywnie zaskakiwała.    

        Do Olivii i jej debiutu mam zamiar jeszcze powrócić w nieco dłuższym i unikalnym tekście, którego konstrukcja jest czasochłonna i sam nie wiem, czy ostateczny efekt będzie satysfakcjonujący. Trzymajcie kciuki!



         
         

        NATALIE BERGMAN – "MERCY"

        Debiutancki krążek Natalie jest kolekcją oczyszczających opowieści mocno zakorzenionych w ewangelicznych wartościach, które pomogły jej przetrwać tragiczną stratę i zrekonstruować swoją duszę. Nie jest to jednak album, który ma na celu słuchaczy nawracać, ale po prostu ukazuje Bergman przepracowującą duchowo ciężkie przeżycie i poszukującą odpowiedzi na trudne pytania. Jest również odą do tęsknoty, nadziei i miłości.

        When you are scared, reach out your hand, talk to the Lord – śpiewa swoim wzniesionym ku niebu głosem Natalie w otwierającym album utworze "Talk to the Lord", czym jasno otwiera się na inspiracje gospelowe. Jest to przy tym jeden z najjaśniejszych kompozycyjnie Punktów tego krążka. Właściwie to samo można powiedzieć o drugim, już wspominanym, utworze "Shine Your Light on Me", który też jest bezpośrednim wołaniem o pomoc do "słodkiego" Jezusa ulokowanym w pozytywnych dźwiękach. Po harmonijnym wokalnie "I Will Praise You" i dźwięcznie wibrującym "I'm Going Home", następuje jeden z najbardziej poruszających momentów krążka. W melancholijnie płynącym "Home at Last" z coraz większą stanowczością Natalie zadaje pytania o los człowieka po śmierci i błagalnym tonem prosi o odpowiedzi, przy okazji rozrywając nasze serca takimi wersami: What is my sin lord? Where is my joy? I am a motherless child, I have no father, he was my calm place, he was the northern star. Po krótkim, delikatnym "You Make My World Go Around", Natalie dynamizuje emocje w przepięknym utworze o miłości "Paint the Rain" (If You're Gonna Love Somebody, Love Them All The Way), który płynnie przechodzi w bardziej country-bluesowe "The Gallows". "Your Love Is My Shelter" jest głęboką opowieścią o tęsknocie i samotności, uduchowiony "He Will Lift You Up Higher" przepełniony ponadnaturalną nadzieją, a "Sweet Merry" uroczym listem napisanym do swojej macochy. Album wieńczy przepiękny utwór "Last Farewell", w którym Natalie przywołuje niemal słowo w słowo chwile, w których dowiedziała się o śmiertelnym wypadku swoich najbliższych:

        We Never Made It Onto The Stage
        At The Radio City Music Hall
        We Got The News On The Telephone
        And I Got Down On My Knees
         
        Gdy w dalszej części tekstu Natalie przywołuje ból tamtych dni (The pain in my chest was blinding) serce potrafi pęknąć, a gardło jeszcze długo po ostatnich dźwiękach pozostaje ściśnięte. Szczerość tego ostatniego kawałka jest emocjonalnie powalająca!

        "Mercy" to w swojej formie mistyczny album. Bardzo piękny, choć narodzony z niewyobrażalnego bólu. Pełen smutku, ale też jednocześnie lekki i podnoszący na duchu. Potężny i delikatny. Katartyczny. Możesz nie wierzyć w Boga, ale uwierzysz w wiarę Natalie Bergman. 
         
        PEŁNA RECENZJA W TYM MIEJSCU!


         
         

        DODIE – "BUILD A PROBLEM"

         Dodie Clark na swoim debiucie "Build A Problem" całkiem miło mnie zaskoczyła. Jej koncert w Warszawie z 2019 roku pozostawił mnie z mieszanymi uczuciami, bo trochę dziwnie się czułem wśród rozentuzjazmowanej młodzieży (ja wiem jak to brzmi, ale tak było), ale w sumie to był udany koncert, na którym Dodie nieźle żonglowała emocjami: w jednej chwili potrafiła wzbudzić w sercu melancholię, w drugiej wywołać energiczne i ogłuszające reakcje publiczności. Na debiutanckim krążku natomiast nie doświadczamy zdynamizowanych, tryskających pozytywnością chwil. Wszelkie popowe ambicje zostały schowane pod głęboką powierzchnię delikatnych, introspektywnych muzycznych opowieści. Obcując z tym materiałem, miałem nieodparte wrażenie, że Dodie szeptem śpiewa mi bezpośrednio do ucha. Troszkę tak, jakbym przysłuchiwał się terapeutycznej spowiedzi, gdyż artystka odważnie i szczerze odsłania przed nami dość swoje wnętrze i rozmyślania na temat feminizmu, seksualności, poczuciu własnej wartości, złamanym sercu, tęsknotach... W połączeniu z oszczędnym, ale doskonale podnoszącym dramaturgię tłem muzycznym (ukulele, gitar akustyczna, delikatne perkusjonalia, zręcznie wplatane smyczki) Dodie stworzyła bardzo spójną płytę, która urzeka swoją kameralnością. I wcale nie jest łatwa w odbiorze, ale satysfakcjonująca. Mam jednak nadzieję, że na kolejnych swoich dziełach Dodie ponownie wpuści do swojej twórczości więcej światła, bo na poprzednich EP-kach udowadniała, że również potrafi pisać bardzo chwytliwe, alt-popowe melodie. 
         

         
         

        SHAED – "HIGH DIVE"

        Muszę się przyznać, że ten album przyjąłem z mieszanymi uczuciami, ponieważ nadal wyczuwam na nim ciążącą nad Shaed presję pozbycia się łatki zespołu jednego przeboju i koniec końców nie udało im się uniknąć wrażenia podskórnego dążenia do stworzenia drugiego "Trampoline", nawet jeśli starali się to osiągnąć innymi środkami. Szczególnie słychać to w pierwszej połowie albumu, która jest wypełniona mocno popowymi numerami, które, choć mają interesujące, nieco takie obłąkane, burtonowskie, a nawet hołdujące japońskiej stylistyce ("Osaka") brzmienia i na pewno znajdą swoich sympatyków, to dla mnie okazują się nieco infantylne i za bardzo "eskowe". Ale w połowie krążka, od iście filmowej ballady "Once Upon A Time" następuje zaskakująca zmiana i na pierwszy plan zaczynają się wysuwać smyczkowe aranże, które ładnie oplatają electro-popową materię i wznoszą ten krążek na inny poziom. I takie utwory jak "Colorful", "Wish We Had Longer", "Six In The Morning" oraz szczególnie mój faworyt, traktujący o sile kobiecości, "Visible Woman" ratują ten album. Album, na którym, Shaed nie oparli się również pokusie przed zamieszczeniem wersji "Trampoline" z Zaynem, co nieco zakrawa na małą hipokryzję z ich strony, biorąc pod uwagę powody skasowania pierwszej wersji longplaya, ale z drugiej strony, tej marketingowej, to logiczny ruch, który z uwagi również na walory muzyczne można im wybaczyć. Tuż w sąsiedztwie ich największego przeboju na debiutanckim krążku umieścili, moim zdaniem, swój drugi najlepszy popowy kawałek "No Other Way" w którym pobrzmiewa dalekiego echo twórczości Yeah Yeah Yeahs.

        I gdy już wydawało mi się, że ta druga połowa krążka spełni część moich oczekiwań, to na końcu Shaed postanowili powtórzyć tytułowy utwór, pochodzący z zestawu tych niestety mniej udanych kompozycji, z tą różnicą, że wzbogacony gościnnym udziałem wokalisty Lewisa Del Mara, który nie poprawia znacząco jakości. Ten finał wydaje się po prostu zbędny.  

        Z pewnymi zastrzeżeniami i bez większych oczekiwań polecam sięgnąć po ten krążek, bo może i Shaed wciąż jest zespołem poszukującym i czasem błądzącym, ale wciąż ma w sobie spory potencjał, szczególnie w postaci muzycznego klejnotu, jakim jest, przyprawiający mnie momentami o ciarki, wokal Chelsea Lee!

        PEŁNA RECENZJA W TYM MIEJSCU!


        ➖ 

        EP-KI


        ALFIE TEMPLEMAN – "FOREVER ISN'T LONG ENOUGH"

        18-letni Alfie Templeman – cudowne dziecko brytyjskiego indie popu – wydał swój kolejny mini album "Forever Isn't Long Enough"! Tę półgodzinną dawkę muzy można byłoby właściwie już określić pełnoprawnym debiutem, ale trzymajmy się określeń stosowanych przez tego arcyzdolnego chłopaka! Alfie na nowym dziele podkręca zdolności do tworzenia zręcznych i chwytliwych melodii, które przywołują wspomnienia trzepoczących namiotów porozbijanych na festiwalowej polanie. Pełno tu żywych kolorów, odświeżających nutek, ukłonów w stronę lat 80, takiego urokliwego indie-disco, dźwięcznych gitar, pulsującego funkowo basu (ten z "Wait, I Lide" nawet bliźniaczy do "Why'd You Only Call Me When You're High?" Arctic Monkeys, tylko nieco żywszy), pozytywnej energii – po prostu muzyczna finezja! Może od tej wizji odbiega nieco ostatni utwór "One More Day" z gościnnym udziałem April, ale jest on tak marzycielsko słodki, że stanowi idealne zwieńczenie tego mini albumu.Och, chciałoby się taką muzę zabrać na jakąś rajską plażę i tańczyć w cieniu palm przy zachodzącym słońcu! Niesamowity artysta rośnie z tego młodzieniaszka! 



         

        KEATSU – "BOIL"

        Śliczna, debiutancka EP-ka "Boil" Macieja Kuca, trójmiejskiego artysty, który ukrywa się pod pseudonimem Keatsu! Ileż tu jest muzycznego dobra! Kompozycje zachwycają błyszczącą produkcją i songwritingiem okraszonym delikatną elektroniką i wspaniałą wrażliwością muzyczną! Talent!


         
        ➖ 

        SINGLE

         

        MODEST MOUSE – "WE ARE BETWEEN"

        Ale to dobre! Modest Mouse kapitalnym singlem "We Are Between" zapowiedzieli nowy album! "The Golden Casket" ukaże się 25 czerwca! Drugi singiel "Leave A Light One" zachwycił mnie odrobinkę mniej, ale wciąż każe sądzić, że ich nowy krążek będzie świetną pozycją w katalogu tegorocznych premier!




        SIGRID – "MIRROR"

        Nowy singiel Sigrid kipi euforyczną energią i jest przy tym opowieścią o akceptowaniu własnej osobowości i swoich wad!
         



        COLDPLAY – "HIGH POWER"

        Początkowo przyjąłem premierę nowego singla Coldplay dość chłodno, ale po czasie muszę się przyznać, że ta pozytywna energia miło zakręciła się wokół mojej muzycznej planety.




        ATLVNTA – "OD JUTRA"

        Odważny klip może nieco za bardzo odwraca uwagę od tego co najważniejsze – to kolejny świetny, hipnotyczny kawałek Atlvnty!




        SHARON VAN ETTEN, ANGEL OLSEN – "LIKE I USED TO"

        Sharon Van Etten i Angel Olsen połączyły siły i stworzyły magicznie piękną kompozycję!


         
         

        LUCY DACUS – "VBS"

        Lucy Dacus jest fantastyczną muzyczną gawędziarą!




        DARIA ZAWIAŁOW – "ŻÓŁTA TAKSÓWKA"

        Chyba pod każdym względem najlepszy z tych trzech fragmentów jej trzeciego albumu "Wojny i Noce", którego premiera już w tym miesiącu!




        JADE BIRD – "DIFFERENT KINDS OF LIGHT"

        Jade Bird  zapowiedziała premierę swojego drugiego albumu! Krążek pt. "Different Kinds of Light" ukaże się 13 sierpnia!




        PAULA & KAROL – "MEMORIES"

        Przepiękna kompozycja "Memories" to drugi singiel z nadchodzącej płyty "Lifestrange" (18.06)!


         
         

        MUCHY – "SZARORÓŻOWE"

        Doczekaliśmy się powrotu zespołu Muchy! W świetnym singlu "Szaroróżowe" poznańską formację wspierają Bela Komoszyńska i Jan Borysewicz!




        KARAŚ/ROUCKI – BEZPIECZNY LOT

        Duet Karaś/Rogucki z pierwszą zapowiedzią nowego materiału! W przeciwieństwie do "Ostatniego Bastionu Romantyzmu" na ich drugim krążku ma być słoneczniej, lżej, pozytywniej i w duchu lat 70.! Na konkrety jeszcze czekamy, ale singiel "Bezpieczny Lot" z gościnnym udziałem Julii Wieniawy już zaostrza apetyt na więcej!



         

        TOM ROSENTHAL – "NOW YOU KNOW"

        Tom Rosenthal zapowiedział premierę nowego albumu! Krążek "Denis Was a Bird" ukaże się 20 sierpnia, a pierwszym zwiastunem jest kompozycja "Now You Know", w której kieruje poruszające słowa do zmarłego taty.




        THE VACINESS – "HEADPHONE BABY"

        Ja doczekałem się pierwszej dawki szczepionki, The Vaccines wydali nowy singiel – dobry układ!




        LANA DEL REY – "BLUE BANISTERS"

        Lana Del Rey szykuje się do wydania drugiego albumu w tym roku i zaskoczyła nas wszystkich, publikując na raz trzy nowe single, z których najlbiżej serducha wylądował "Blue Banisters".




        HOLLY HUMBERSTONE – "THE WALLS ARE WAY TOO THIN"

        Holly przepięknie o klaustrofobicznych stanach emocjonalnych.


         
         

        FISMOLL – "PORUSZENIE"

        Serduszko!


         
         

        MARTIN LANGE – "KŁAMIESZ"

        Duet Martin Lange prezentuje wysmakowany i przebojowy drugi singiel "Kłamiesz"! A w teledysku tanecznymi popisami zachwyca... Tomasz Kot!


         
         

        JANN – "ONE MISSED CALL"

        Intrygujący nowy głos na naszej polskiej scenie z rzekliwą balladą. 


         
         

        FLORENCE AND THE MACHINE – "CALL ME CRUELLA"

        Filmu jeszcze nie widziałem, ale ścieżka dźwiękowa już mi zaimponowała!


         
         

        THE WOMBATS – "METHOD TO THE MADNESS"

        Początek tej kompozycji niewinny, ale końcówka – sztos!


         
         

        BUSLAV – "TRACĘ SMAK"

        Swoisty hymn czasów pandemicznych!


         
         

        INHALER – "WHO'S YOUR MONEY ON? (PLASTIC HOUSE)"

        Zapowiada się świetny debiut dla miłośników gitarowych brzmień!


         
         

        LESKI – "CHINY"

        Cudna muzyczna podróż do Chin!


         
         

        MØ – "LIVE TO SURVIVE"

        MØ zaprasza do tańca!


         
         

        JAKUB SKORUPA – "WYPOWIEDZENIE Z KORPO"

        Jakub Skorupa to niezwykle intrygująca nowa postać na naszym rodzimym muzycznym podwórku! "Wypowiedzenie z korpo" to jego drugi singiel, który, podobnie jak wcześniej wydane "Pociągi towarowe", zachwyca gęstym klimatem i znakomitym warstwą liryczną! Jeśli jeszcze nie znacie, to posłuchajcie koniecznie!


         
         

        OYSTERBOY – "TĘSKNO"

        Pod tym artystycznym pseudonimem ukrył się wokalista Terrific Sunday, który postanowił wkroczyć również na solową ścieżkę kariery. I zachwyca bardzo fajnym, pogodnym indie-dream-rockowym klimatem!


         
         

        MATILDA MANN – "MY POINT OF YOU"

        Skromne, ale piękne odkrycie muzyczne!


        ➖ 

        WYDARZENIA MIESIĄCA

         
            KONCERTY
             
            Jeszcze na realne występy nie udało mi się nigdzie dotrzeć (za chwilę się to zmieni!), a wydarzeniem był dla mnie udział w wyjątkowym licestreamie przygotowanym przez Glastonbury. Tak na gorąco opisywałem swoje wrażenia na social mediach: 
             
            Zacznijmy od tego, że bardzo długo zastanawiałem się, czy warto wydać stówkę na to wyjątkowe wydarzenie online oferowane przez ten kultowy festiwal. Cena trochę moim zdaniem wygórowana, nawet jeśli przeznaczona na szczytne cele i ratowanie imprezy. Ale innych planów na wieczór nie było (Eurowizja? Zmęczyłem się kilka lat temu tą formułą), więc ostatecznie na dwadzieścia minut przed startem transmisji zdecydowaliśmy się z siostrą podzielić kosztami, kupić dostęp, zjeść pickę, wypić piwko i po prostu spędzić miło sobotni wieczór. Punkt 20:00, odpalam transmisję i... kod dostępu nie działa! Pierwsza myśl: "czy to właśnie akurat mi musiało się to przydarzyć?". Próbuję raz, drugi, trzeci... Za cholerę nie odpala. Sprawdzam sociale Glasto i okazuje się, że to globalny problem i niezadowolonych klientów z każdą kolejną minutą lawinowo przybywa. No cóż, przynajmniej nie jestem sam. Niemniej rozczarowanie srogie. Mija pół godziny i nic w temacie się nie zmienia. Cóż, ratując wieczór odpalam stream koncertu Organka z Opola, ale tam Organek i goście specjalnie męczą się niemiłosiernie, grając do pustych ławek... Ja też się męczę, odświeżając kod dostępu. Mija godzina... Firma odpowiedzialna za transmisję zaczyna przepraszać i szuka rozwiązania. Mijają kolejne minuty i nie ma poprawy... W końcu po dwóch godzinach... udostępnili link otwarty, który pozwolił wszystkim chętnym oglądać Glasto! Moja reakcja w tamtym momencie? Musiałbym teraz napisać tu kilka wulgarnych przekleństw... No ale okej, odpaliłem stream z nadzieją, że Glasto sprawiedliwie rozwiąże ten problem (o tym na końcu). Tu trzeba oddać, że koncerty przygotowano i nagrano bardzo pieczołowicie, klimatycznie i z dużym rozmachem. Generalnie gdyby nie ten cyrk z kodem dostępu, to nie żałowałbym złotówki wydanej na ten livestream.

            Nasza i wielu innych osób przygoda z  Live At Worthy Farm zaczęła się więc od występu sióstr HAIM, których oglądanie scenicznych popisów to zawsze przyjemność.
            Coldplay? Sprawdźcie poniżej początek ich występu! Imponująca produkcja! Choć może nie jestem związany z Glasto, tak jak z Open'erem, to jednak trochę człowiek się wzruszał, gdy chłopaki grali (i moknęli) w miejscu, gdzie zawsze stoją tysiące fanów, a za nimi ten charakterystyczny szkielet głównej sceny... No i mieliśmy szansę usłyszeć zupełnie nowy, interesujący, uroczy kawałek "Human Heart", który Chris wykonał z pomocą dwóch wokalistek. Taki trochę vibe ery "Ghost Stories" i utworu "Midnight".

            Damon Albarn? Klasa sama w sobie! Może lekko usypiający set, ale była w tym magia pod wieloma względami! 

            Jorja Smith zaimponowała swoim eleganckim stylem i pięknym wokalem. Serduszko!

            No i w końcu nadszedł najbardziej oczekiwany moment i występ ogłoszony zaledwie kilka godzin wcześniej! Premiera nowego projektu muzycznego Thoma Yorke'a, Jonny'ego Greenwooda i Toma Skinnera: THE SMILE! OMG! OMG! Co to był za występ!!! Muza przez duże M! Artyści przez duże A! Z siostrą tylko wymienialiśmy wszystko mówiące spojrzenia i co chwilę nam się wyrywały komentarze: "świetne", "fajne", "interesujące", "wow", "tego się nie spodziewałem" itp. Och i ach! Mam nadzieję, że ten materiał w najbliższym czasie ujrzy światło dzienne w formie studyjnej i wszyscy będziemy mogli się tym dziełem delektować!

            I na sam koniec (prawie) kolejne zaskoczenie! KANO! Poza tym, że to brytyjski raper, to nic a nic więcej o nim nie wiedziałem. Wiecie, że ja z hip-hopem trochę na bakier, ale są artyści z tego gatunku, którzy mi imponują (prym obecnie wiodą Kendrick Lamar i Little Simz) i po wczorajszym show Kano trafia do tej wąskiej listy! Kapitalna, emocjonalna nawijka plus wykorzystywanie "żywych" instrumentów, w tym imponującej sekcji dętej. I jeszcze w kilku momentach przekaz wzmacniała obecność chóru. Kurczaki, rewelacja!

            Didżejski after Honey Dijon już odpuściłem, ale przed snem postanowiłem ponownie spróbować wklepać kod dostępu i udało się, dzięki czemu mogłem transmisję cofnąć do początku. Z racji późnej pory obejrzałem tylko ekscytujący występ Wolf Alice! Ajj, to już jest ten moment, w którym składam obietnicę, że ich kolejnej wizyty w Polsce nie przegapię!

            I na koniec najlepsze: firma odpowiedzialna za transmisję wzięła odpowiedzialność za problemy na swoje barki. Tym którzy nie mieli dostępu, zapewni możliwość ponownego obejrzenia całego wydarzenia do końca maja, a jeśli to kogoś nie zadowoli, to wciąż może złożyć reklamację i odzyskać kasę. Koniec końców: skończyło się pozytywnie! 
             
             


              PODCASTY
               
              Zapoczątkowałem nową serię podcastów pod tytułem "Muzyczny Freestyle"! Pomysł zrodził się spontanicznie! Luźna pogadanka na różne tematy muzyczne i kulisy mojej blogerskiej działalności! Bez sztywnego scenariusza! W pierwszym odcinku m.in.: o podcastowej przyszłości, podsumowanie muzycznych premier z ostatnich czterech miesięcy oraz domysły w kontekście koncertowego lata! Dostępne są już dwa odcinki, poniżej ten premierowy! Zapraszam również na odkrywanie moich podcastów na platformie Anchor w tym miejscu!
               


                   
                   
                  OGŁOSZENIA KONCERTOWE
                   
                  Fest Festival gra w tym roku va banque! Do ich wczorajszego oświadczenia o wstępie tylko dla osób zaszczepionych (choć nie musi to być ostateczna decyzja, co wielu osobom umyka) jeszcze powrócę, a teraz zestaw najciekawszych artystów, którzy dołączyli do składu na przestrzeni ostatnich dni: James Bay, Rag'n Bone Man, Boy Pablo, Kwiat Jabłoni, Daria Zawiałow, Ralph Kaminski, Kayah & Bregovic, Sohn, Mura Masa, Dillon, Zalewski, Mrozu i wielu innych!

                  Organizatorzy Tauron Nowa Muzyka ogłosili tegoroczny, skromniejszy line-up. W składzie m.in.: Floating Pounts, Gus Gus, Red Axes, Acid Arab, Syny, Zdechły Osa i inni. Underworld, Mike Skinner oraz Cigarettes After Sex do Katowic przyjadą w 2022 roku.

                  Bez niespodzianki: Open'er Festival w pełnej krasie (oby!) w roku 2022! Już mamy pierwszych potwierdzonych artystów: Twenty One Pilots, Michael Kiwanuka, Destroyer, BADBADNOTGOOD, Seasick Steve oraz The Chemical Brothers. A w tym roku? Cykl koncertów pod nazwą Open'er Park w Parku Kolibki! Wśród pierwszych nazw m.in.: Dawid Podsiadło, Daria Zawiałow, Brodka, Quebonafide, Organek i inni!

                  Nick Cave & The Bad Seeds latem przyszłego roku zagrają u nas dwa halowe koncerty! Wspaniała wiadomość! 7 sierpnia w Gliwicach, dzień późnie w sopockiej Ergo Arenie! Wybrałbym się na oba koncerty, ale z racji prawdopodbnej kolizji z OFF Festival, postawiłem na tę drugą datę.  
                   
                  The Lumineers powrócą do Polski na halowy występ na warszawskim Torwarze (05.02.2022)! Bilet zakupiony! 
                   
                  Kings Of Conveniance 10 czerwca 2022 roku zagrają w warszawskim Palladium i tego wydarzenia postanowiłem nie pominąć w soich planach na przyszły rok! 
                   
                  Uwielbiana w Polsce grupa Balthazar w przyszłym roku ponownie odwiedzi Warszawę z nowym albumem (19.03, Palladium)! Tym razem nie zamierzam przegapić ich przyjazdu!

                  Future Islands zagrają klubowy koncert w Polsce! 2.03.2022, Palladium, Warszawa! 

                  I jeszcze na zakończenie imponujące ogłoszenie przyszłorocznej edycji Primavery! Do dziś przecieram oczy ze zdumienia!
                   

                    ➖ 

                    WYRÓŻNIENIA + PLAYLISTA MIESIĄCA


                     
                    Pozostałe interesujące wydawnictwa w telegraficznym skrócie: 
                     
                    Dla wielbicieli pop-rockowych emocji: Twenty One Pilots – "Scaled And Icy"
                     
                    Dla tych, którzy chcą poczuć festiwalowy klimat i fanów brzmień ustytowanych gdzieś między Glass Animals i Jungle: Easy Life – "Life's A Beach"
                     
                    Dla poszukiwaczy ślicznych kobiecych wokali osadzonych w szlachetnych kompozycjach popowych: Natalia Zastępa – "Nie Żałuję"
                     
                    Dla sympatyków bezkompromisowego rocka i iskrzących riffów gitarowych: Sinplus – "Breake The Rules"
                     
                    Dla chyba tylko fanów: Rag'n Bone Man – "Life By Misadventure"
                      
                    Dla słuchających post-punku i twórczości Nicka Cave'a: Iceage – "Seek Shelter" 
                     

                    I oczywiście na koniec zapraszam Was do przejrzenia i przesłuchania mojej tradycyjnej playlisty, którą na bieżąco uzupełniałem przez cały miesiąc! Przypominam, że w pierwszej kolejności wyszczególniam albumy i EP-ki, a w dalszej kolejności prezentuję single, w tym te, które nie załapały się w moich powyższych wyróżnieniach, a które są warte sprawdzenia! Wybory oczywiście skrajnie subiektywne!
                     
                     
                     


                    Sylwester Zarębski
                    PM
                    03.06.2021


                    Polecane

                    Brak komentarzy:

                    Obsługiwane przez usługę Blogger.