Festiwalowe zapowiedzi: Orange Warsaw Festival 2026!

/
0 Comments
 

 Festiwalowe zapowiedzi: Orange Warsaw Festival 2026!  

 
Organizatorzy Orange Warsaw Festival znów wystawili nas na próbę cierpliwości. Po obiecującym pierwszym ogłoszeniu w połowie listopada dwójki brytyjskich headlinerów, Olivii Dean i Lewisa Capaldiego, indie-popowego zespołu TV Girl oraz dorzuceniu dwa tygodnie później zjawiskowej FKA Twigs Alter Art zapadł w milczenie. W międzyczasie, w połowie lutego, swoją obecność w Warszawie w terminie Orange Warsaw Festival zdążył już ujawnić kanadyjski raper bbno$, ale na potwierdzenie jego obecności, ogłoszenie drugiego co-heada piątkowego wieczoru i zamknięcie line-upu czekaliśmy aż do dziś! Mamy 21 kwietnia, a więc do festiwalu nieco ponad miesiąc... Warto było czekać? 
 
Orange Warsaw Festival i jego line-upy od lat są, jakie są, formuła i proporcje między zagranicznymi artystami a reprezentantami polskiej sceny zazwyczaj podobne, bywają lata, że organizatorom udaje się zabookować świetnych headlinerów (rok temu combo Charli XCX oraz Chappel Roan, kolokwialnie mówiąc, zrobiło robotę), ale są też sezony, gdy ewidentnie Alter Art mocno kombinuje, by ten warszawski festiwal dowieźć i przyciągnąć publiczność. Nie zamierzam nikogo czarować, że tegoroczny skład po dzisiejszym ogłoszeniu jest świetny. Rozumiem wszelkie głosy rozczarowań. Nieprzekonanych już raczej nie przekonam i nie jest to nawet moim celem. Ot po prostu nie ukrywam przed Wami, że po trzyletniej przerwie zostałem przez Orange zwabiony już pierwszymi ogłoszeniami i po tym ostatnim ogłoszeniu nie zamierzam sprzedawać karnetu zakupionego w pierwszej puli. Dlaczego trzymam się tej podróży?  
 
Opus magnum jest oczywiście obecność Olivii Dean! W ostatnich miesiącach ta zdolna i urocza artystka urosła do rangi globalnego fenomenu, ale ja śledzę z czasów jeszcze przed wydaniem pierwszego albumu "Messy". Od właściwie pierwszego usłyszenia kompozycji "Dive" byłem przekonany, że Olivia dysponuje niesamowitym potencjałem. Niemniej nawet mnie samego zaskoczył fakt, jak doskonale jej ścieżka kariery została poprowadzona i z jaką gracją wbiła się na mainstreamowe salony za sprawą znakomitego drugiego albumu "Nice To Each Other"! Ogłoszona kilka miesięcy temu halowa trasa kusiła, ale już daty poszczególnych koncertów niekoniecznie. Z bólem odpuściłem zakup biletu na berliński koncert, ale na szczęście organizatorom Orange Warsaw Festival udało się namówić Dean na jeden z nielicznych festiwalowych występów w tym roku. I doprawdy czekam z niecierpliwością na ten koncert w drugi dzień festiwalu! 
 

 
Obok Olivii Dean na scenie pojawi się też FKA Twigs, która wynosi koncertową sztukę na niespotykany poziom zmysłowości i artyzmu. A przynajmniej takie opinie do mnie docierają, bo jeszcze nie miałem okazji zmierzyć się z jej sceniczną osobowością. W zeszłym roku nie udało się dotrzeć na jej występy podczas Primavery i Open'era, ale podczas tegorocznego Orange Warsaw nie odpuszczę i dam jej szansę! 
 
 
 
Najłatwiej było przewidzieć obecność Lewisa Capaldiego. Brytyjski artysta powrócił po przerwie spowodowanej problemami zdrowotymi triumfalnym zeszłorocznym koncertem na Glastonbury, a w tym roku rusza już w intensywną trasę i po prostu jego sylwetka idealnie spełniała kryteria jednej z gwiazd Orange Warsaw Festival. Oczywiście można dyskutować, czy jest postacią aż tak rozpoznawalną, która zapewni odpowiedni sukces frekwencyjny, ale ja mam do tego autentycznego artysty sporą słabość, odkrywałem go na blogu na długo przed wybuchem popularności, koncert na Colours Of Ostrava w 2019 roku wspominam z sympatią i po prostu cieszę się, że powrócił! Co prawda w międzyczasie ogłosił koncerty w ramach British Summer Time w londyńskim Hyde Parku, akurat w czasie, gdy będę pierwszy raz zwiedzał stolicę Wielkiej Brytanii, więc pozwoliłem sobie na to szaleństwo i zakup biletu również na tamten – wyprzedany już – event. Nawet świtała mi myśl, by może zrezygnować z tego pierwszego dnia Orange Warsaw, ale cierpliwie czekałem do rozwiązania zagadki tego drugiego co-headlinera piątku obok Capaldiego... 
 

 
Z tygodnia na tydzień ta pula możliwych kandydatów do co-headliningu tylko się zmniejszała. Naiwnie nawet trochę liczyłem, że może z terminami wbije się tu Jack White, ale ten – mimo wszystko na szczęście! – zdecydował się na dwa klubowe koncerty w Warszawie i w Krakowie na początku czerwca. Zatem raczej moje myśli oscylowały wokół nazw pokroju Skrillex, Peggy Gou. Pod uwagę brałem również jakiś wyczarowany znikąd przez Alter Art exclusive i tak też się ostatecznie stało. Dziś już wiemy, że ostatnim headlinerem tegorocznej edycji Orange Warsaw Festival został amerykański artysta Dominic Fike! Ale że kto? On headlinerem? Cóż, takie komentarze spływały do mnie lawinowo, ale zdaję sobie sprawę, że żyję w pewnej bańce koncertowej, więc w miarę wstrzymałem się od pochopnej oceny tego bookingu. Nazwa oczywiście tego jegomościa gdzieś tam przewijała mi się podczas przeglądania plakatów amerykańskich festiwali (a grał w ostatnich latach na większości tych największych), ale nigdy nie sięgnąłem po jego twórczość. Ba, dopiero dziś zostałem uświadomiony, że oglądałem Dominica w drugim sezonie Euforii w roli Elliota. No tak to już jest, że z wiekiem człowiek nie nadąża nad pewnymi trendami i nawet nie byłem świadomy, jakim viralem stała się w ostatnim czasie jego kompozycja "Babydoll". W sytuacji, gdy festiwal, na który się wybieram, ogłasza w czołówce nieznanego mi artystę, pierwsze co czynię, to szukam zapisów jego występów live. I tak też dziś odpaliłem sobie jego występ Dominica na zeszłorocznej Lollapaloozie w Chicago i tegoroczny z Fike Freely Festival... Guys, naprawdę mogliśmy wylosować znacznie gorzej! Lepiej pewnie też, no ale... Nie zamierzam się oczywiście spierać z tym, że Dominic to jest naciągana nazwa na heada. Spoglądając nawet na jego statystyki przyjazdów do Europy, to nie zbudował na Starym Kontynencie dotychczas takiej reputacji i rozpoznawalności na takim poziomie. Ba, jeśli setlist.fm nie oszukuje, to będzie nie tylko pierwszy koncert Dominica w Polsce, ale także pierwszy jego w ogóle festiwalowy występ na Starym Kontynencie. I na ten moment jedyny taki ogłoszony. Niemniej no gość ma potencjał na wzbudzenie fajnej festiwalowej energii swoją mieszanką alternatywnego popu, indie rocka, hip-hopu i R&B. Do tego jest wspierany na scenie przez niezły band. Zdarza mu się nawet coverować Coldplay czy Paula McCartneya... Może jednak warto chłopakowi dać szansę. Niemniej ten wyszukany booking headlinera na miesiąc przed startem festiwalu dość ryzykowny.
 

 

 
Tak naprawdę karnet w mojej kieszeni został zatrzymany przez ogłoszenie na piątek duetu Sarah Julia! Co za totalne zaskoczenie! Subtelną, folkową twórczość tego holenderskiego siostrzanego duetu staram się Wam przemycać do głośników od 2024 roku i ujmującej EP-ki "How Do We Go Back To Being Normal?". Pisałem wówczas na blogu, iż "niewątpliwą siłą Sarah Julia są ich wspólne, niebiańskie harmonie wokalne, wywołujące ciarki na całym ciele. Instrumentalne tło oparte na akustycznej gitarze, miękkiej perkusji i często wyłaniających się smyczkach tworzy zaś bardzo przejmującą atmosferę. Złoto! Z pewnością twórczość Sarah Julia przypadnie do gustu fanom choćby Phoebe Bridgers, Big Thief, czy nawet naszego rodzimego Tęskno".  Wrażliwe segmenty mojej duszy dziewczyny poruszyły również w zeszłym roku drugą, wykwintną EP-ką "Only Making It Worse". W tym roku szykują się do pełnoprawnego debiutu. Długogrająca płyta "The Fear That This Is Real" ukaże się 9 października. Dziewczyny zapewne zostały przez organizatorów zauważone podczas tegorocznego Eurosonic Noorderslag, gdyż zawitają na Orange w ramach projektu European Talent Exchange. No i elegancko! Z Podróżującym Kubą, który naprowadził mnie na twórczość Sarah Julia, meldujemy się pod barierką Warsaw Stage! 
 

 
Cieplej na sercu zrobiło się dziś także przy ogłoszeniu obecności Deva Hynesa a ka Blood Orange! Ten doceniany przez krytyków muzycznych od lat artysta zdecydowanie notuje najlepszy moment w swojej karierze po ubiegłorocznej premierze albumu "Essex Honey" i obiektywnie doskonale, że dotrze nad Wisłę! Przyznaję się jednak szczerze, że mnie niekoniecznie ujął tamten materiał i nie zatraciłem się twórczości Hynesa, ale niemniej cieszę się, że będzie szansa, by sprawdzić jego sceniczny kunszt. Fragmenty występu na Coachelli były obiecujące! Pytanie tylko, czy ten festiwal i duża scena to odpowiednia przestrzeń dla niego i jego fanów? Osobiście bardziej widziałem go na Open'erowym Tentcie albo nawet jako headlinera OFFa... No ale cieszmy się, że w ogóle do nas trafia! 
 

 
 
Pozostałe nazwy z dzisiejszego rzutu? Loyle Carner, Pezet, Jan-Rapowanie, bbno$, Sokół, Kaz Bałagane, Alessi Rose, Kasia Lins, Livka, Daniel Godson oraz Ganna. 
 
Cieszy zwłaszcza obecność Loyle Carnera, bo to rewelacyjny raper i dobrze wspominam jego występ na Open'erze w 2024 roku. Pod Tent Stage dowiózł świetne hip-hopowe flow z żywym, jazzującym instrumentarium. A w takiej formie hip-hop kupuję. Przeciwieństwem do Carnera w składzie Orange'a jest zyskujący rozgłos Kanadyjczyk bbno$. Z jego strony raczej należy spodziewać się bardziej rozrywkowego, by nie rzec jajcarskego rapu. Może w warunkach festiwalowych to zatrybi, ale nie wiem, czy odważę się to sprawdzić. Z pewnością dam jednak szansę Alessi Rose, która od jakiegoś czasu puka do drzwi mainstreamowego popu i będzie to dla niej drugi występ dla polskiej publiczność po zeszłorocznym koncercie w warszawskiej Proximie. Z zagranicznych nazw w składzie również intrygująca ukraińska artystka Ganna, która również pojawia się tu w ramach European Talent Exchange. Z polskiej reprezentacji najbardziej cieszy mnie obecność Kasi Lins z projektem Obywatelka K.L. (kto już widział, ten wie), Livki (jej kariera kwitnie i jestem ciekaw, co nam zaprezentuje), Pezeta (niby nie moja bajka, ale nagrania z jego zeszłorocznego koncertu na Open'erze nawet imponujące), a i może wreszcie dam szansę Danielowi Godsonowi. O ile rozumiem obecność Pezeta na głównej scenie w piątek, tak wydaje mi się, że slot na mainie w sobotę dla Jana-Rapowanie jest nieco zmarnowany. No chciałoby się w tym składzie choćby jeszcze jedną mocniejszą zagraniczną nazwę. Liczyłem nieco na Sienne Spiro (pewnie jednak Open'er), Wet Leg, Nothing But Thieves, Fcukers, Florence Road... Trzeba jednak obejść się smakiem. 
 
 
 

 

 

 

 
 
No i cóż... Ja swoje cele, koncertowe potrzeby i perełki w tym tegorocznym Orange Warsaw Festival odnalazłem, więc w dniach 29-30 maja melduję się w Warszawie i tu rozpoczynam festiwalowy sezon 2026!
 

 
PS A nawet zostaję w stolicy dłużej, bo oczywiście przedłużam swoją wizytę o koncert Jacka White'a w Stodole!          
 

Sylwester Zarębski
Podróże Muzyczne
21.04.2026 


Polecane

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.