PM relacjonują: Late Summer Festival 2018!

/
0 Comments
Relacja z Late Summer Festival 2018, Tom Odell, Nosowska, Daria Zawiałow, Ralph Kaminski


Late Summer Festival 2018!



Ostatni weekend lata miałem spędzać na Soundrive Festival. Szereg różnych czynników (nie będę Was zanudzał, bo to skomplikowane historie) spowodował, że w ostatniej chwili dokonałem zwrotu akcji i kupiłem bilety na pierwszą edycją Late Summer Festival w Poznaniu. Jednym z powodów takiej decyzji była chęć sprawdzenia dla Was nowego miejsca na naszej festiwalowej mapie. Od dłuższego czasu obserwuję, że wiele osób słusznie zauważa problem monopolu Alter Art na organizację największych festiwali dla mas. Ja również czekam z utęsknieniem na konkurencję i po cichu liczyłem na Go Ahead, które sprowadza do nas wiele gwiazd (tych mniejszych i większych), ma dużo doświadczenia itd. Ogłoszenie przez nich organizacji nowego festiwalu bardzo mnie ucieszyło. Ciekawa lokalizacja (Meta Toru Regatowego na poznańskiej Malcie), dobry termin (nie licząc tego dramatycznego nałożenia się z Soundrive), perspektywiczne plany na przyszłość, a na początek uwielbiany w Polsce Tom Odell i mocna reprezentacja polskich artystów. To może się udać - pomyślałem. Serducho mnie ciągnęło w stronę Poznania i w końcu skusiłem się na takie, a nie inne zakończenie wakacji.

Było warto? Pod względem muzycznych wrażeń - tak. Zawiodłem się jednak samym festiwalem. I pogodą! Padało niemiłosiernie przez cały festiwal! Tyle lat muzycznego podróżowania, a człowiek taki głupi i nie zabezpieczył się dostatecznie na wypadek kataklizmu z nieba. Nawinie liczyłem, że pogoda cudem utrzyma się w ryzach, ale tuż po wejściu na teren deszcz rozpoczął swoją arię i nie odpuszczał już do końca. Dopiero wtedy poszło info od organizatorów, że w kasie festiwalowej są do kupienia płaszcze przeciwdeszczowe. Super, tylko jak wyjść i powrócić na teren skoro nie opaskowano publiczności (przynajmniej osób z płyty)? To pierwszy grzech organizatorów. Kolejne? Proszę bardzo. Przy takiej pogodzie można było zadbać o więcej miejsc z parasolami przy strefie gastronomicznej. Z niej akurat nie korzystałem, więc nie oceniam, ale na pierwszy rzut oka kilka foodtracków, niewiele stoisk z piwem (podobno, jak relacjonowała Podróżująca Małgorzata w naszej muzycznej grupie - rodziły się spore kolejki) - bez rewelacji, ale lepiej niż na Rock In Summer. Mieliśmy niestety tego dnia do czynienia z festiwalem parasoli. To nie tylko efekt pogody, tylko decyzji organizatorów, by na taką praktykę zezwolić. No błagam, żyjemy w czasach, gdy każdy może zaopatrzyć się w pelerynki, płaszcze, kurtki i przeżyć bez parasola. Nie jesteśmy z porcelany. Ja przeżyłem ten dzień w zwykłej bluzie, przemoknięty do suchej nitki przez kilkanaście godzin. Da się. Jestem pewien, że część osób miała po jakimś czasie wywalone na deszcz, ale widok parasoli zasłaniających widok na scenę potrafił irytować. Parasolkom mówimy na koncertach głośne: NIE! A jeśli już, to organizatorzy mogliby zadbać o telebimy (choćby nawet jeden), które przybliżałby widok na poczynania artystów. O ile jednak główną scenę było teoretycznie widać z każdego miejsca, o tyle druga scena umiejscowiona  na jeziorze Malta była pomyłką. Umiejscowiona poniżej poziomu publiczności, oddalona od brzegu. W praktyce oznaczało, to, że jeśli nie byłeś w pierwszych rzędach - nie widziałeś nic. Utrudniało to też tworzenie reakcji chemicznej między sceną a publicznością. Obserwowałem na niej tylko Michała Kowalonka, resztę występów odpuściłem na rzecz suszenia się w normalnych toaletach pod trybunami. Te stały się prawdziwymi schronami dla masy ludzi. Ja na ten element nie będę narzekał, ale rozumiem, jeśli nie nie wszystkim ta sytuacja odpowiadała. Mój najpoważniejszy jednak zarzut dotyczy perspektywy przyszłości. Festiwalowa przestrzeń przy przy jeziorze Malta okazała się stosunkowo niewielka. Mam wrażenie, że tu nie da się rozszerzyć formatu, zbudować namiotu zamiast tej dennej sceny na wodzie, stworzyć coś z większym rozmachem. A przecież organizatorzy myślą nawet o kilkudniowym festiwalu. Ja tego nie widzę. Nie mówię, że się nie da, może się mylę, ale nie ma we mnie nadziei. Dodając jeszcze do tego bardzo niską frekwencję... Może to wina pogody, która wystraszyła część osób, ale ja myślę bardziej, że organizatorzy zbyt ostrożnie podeszli do kwestii line-upu pierwszej edycji, Jedna gwiazda światowego formatu to za mało. Stać Go Ahead na stworzenie lepszego zestawu, co pokazali na Rock In Summer. Być może w takim kierunku będą dryfować w kolejnych podejściach, ale nie wiem czy uda im się stworzyć unikalne, festiwalowe miejsce do którego będę wracał. W tym momencie marzę, by za rok pławić się w niezwykłej atmosferze panującej na Soundrive Festival. Narzekam dużo, ale z festiwalu wychodziłem usatysfakcjonowany, bowiem  ten topiący się w deszczu statek uratował...

Tom Odell! Ten chłopak jest niesamowitym artystą i scenicznym performerem! Zaskoczył mnie bardzo tym koncertem! A wydawało mi się, że dobrze znam jego możliwości sceniczne. Trzy lata temu zachwycałem się występem Odella na Open'er Festival, ale od tego czasu on niebywale dojrzał muzycznie. Nabrał jeszcze większej pewności artystycznej, a jego wyjątkowa, wręcz bezczelna charyzma dosłownie biła ze sceny. Jego serce jest przepełnione muzyką. Na żywo daje z siebie absolutnie 110%. Swoim zaangażowaniem zaraża publiczność. Jest w jego żywiołowym zachowaniu mnóstwo szczerej energii. Na długo wszystkim pozostanie widok, kiedy wskakuje na fortepian, tańczy i dyryguje swoimi kolegami z zespołu. Co chwilę zagrzewał publiczność do zabawy, śmiał się (jak wtedy, gdy w momencie dramaturgicznej ciszy ktoś baaardzo głośno kichnął, rozbawiając publiczność i Toma), schodził do pierwszych rzędów (czym pewnie przyprawiał fanki o zawał serca), improwizował (nucąc choćby klasyczny "Singing In The Rain", czy wplatając w swoje kompozycje "Fűr Elise" Ludwiga van Bethoveena), a na sam koniec z werwą rozwalił swoje krzesło i wyrzucił statyw. Tom Odell zrobił wszystko, by publiczność miała w nosie deszcz i mogła skupić się tylko na przeżywaniu kolejnych, pięknych, emocjonalnych kompozycji. A setlista została naprawdę świetnie ułożona. Po pięć utworów z "Long Way Down" i "Wrong Crowd", a do tego jeszcze dwa z nadchodzącego albumu "Jubilee Road". Niby niewiele, zabrakło bisów, ale dzięki rozbudowanym partiom w niektórych piosenkach całość trwała niemal półtorej godziny. Jakie wykonania najbardziej utkwią mi w pamięci? "I Know" kapitalnie otworzyło ten koncert, już od tego momentu wiedziałem, że ten koncert wynagrodzi nam trudy całego dnia. A dalej było tylko lepiej! Zwracam szczególną uwagę na jeszcze niewydany utwór "Son Of An Only Child". Bardzo żywiołowa i genialnie rozbudowana kompozycja. Nie mogę się doczekać wersji studyjnej. A skoro już mowa o nowościach. Przepięknie wybrzmiało "Half As Good As You". Liczyłem tu bardzo na duet z Alice Merton. Wczesnym porankiem oboje wykonali premierowo na żywo tę piosenkę w programie Dzień Dobry TVN. Naiwnie liczyłem na powtórkę wieczorem. Nie sprawdziłem jednak planów Alice, a ta niestety tego dnia grała koncert na festiwalu w Czarnogórze. Ale nie zmienia to faktu, że nawet w solowym wykonaniu brzmi ona obłędnie pięknie. Potężnie wybrzmiało "Can't Pretend", niewiele mniej emocji dostarczały wykonania "Grow Old With Me", "Concrete" czy "Hold Me". Wzruszył bardzo utwór "Heal". I dodajmy do tego kapitalną końcówkę. Najpierw, jak zawsze, gorąco wyczekiwane, hipnotyczne "Another Love", a na sam finał - epickie "Magnetised"! Muszę się przyznać, że swego czasu narzekałem na tę kompozycję. Cofam wszystkie słowa! Ten utwór spowodował, że na maltańskim jeziorze powstały wzburzone fale! Ileż w tym wykonaniu tej piosenki było energii! Skakałem w tym cholernym deszczu, mając gdzieś tę brzydką (by nie użyć dosadniejszego słowa) pogodę i ciesząc się tą chwilą! Woow, ależ ten utwór ma w sobie moc! Zapętlił mi się w playliście po przyjeździe do domu i o narzekaniach nie ma ani mowy! Tak naprawdę muszę oddać Tomowi, że dopiero teraz jakby na nowo odkryłem koncertowy potencjał albumu "Wrong Crowd".  Wracając jeszcze do Poznania, koncert Toma na Late Summer Festival nie miał rozbudowanej scenografii, ale ona była zupełnie zbędna. Szalejący Tom przy fortepianie i jego niesamowicie emocjonalny, silny wokal - to w zupełności wystarczyło, by wzbudzić ogromny zachwyt. Nigdy jeszcze tak nie przemokłem jak tamtego dnia, ale było warto dla przeżycia takiego koncertu! Tom - jesteś wielki! Siostra, która po raz pierwszy widziała Odella na żywo, później mi powiedziała: "już wiem dlaczego przyjechaliśmy do Poznania". Bo ja wiedziałem, że będzie pięknie, ale, że będzie tak genialnie?


Tom Odell, Late Summer Festival 2018


A co przed koncertem Tom Odella? Mnóstwo przyjemności od polskich artystów. Nosowska w każdym wcieleniu jest moim zdaniem klasą samą dla siebie. Również solowo nie pozostawiła w tym względzie żadnych złudzeń. Nawet jeśli dźwiękowcy spieprzyli sprawę z basem, a deszcz najsurowiej właśnie potraktował nas podczas jej występu. Był ogień! A nowa płyta będzie petardą! I jeszcze ten wspaniały cover "Hey Boy Hey Girl" The Chemical Brothers. Daria Zawiałow pokazała na scenie swój rockowy pazur! Było odpowiednio drapieżnie! Uwielbiany przez naszą społeczność Ralph Kaminski w Poznaniu zakończył trasę "Lato z Tobą". Jak zawsze tańczył na scenie, wzruszał, bawił, zachwycał wokalem i towarzyszył mu wspaniały band złożony z samych uśmiechniętych, utalentowanych osób. Każdy koncert Ralpha dostarcza paletę różnorodnych, pięknych emocji. Tak było również podczas Late Summer Festival. W przypadku jednak Darii i Ralpha czuję już głód domagający się nowości. Daria zdaje sobie z tego sprawę i już ze sceny tajemniczo zapowiadała nowe kompozycje, a Ralph jesienią wyrusza już w ostatnią trasę promującą debiutancki album "Morze". Jak wcześniej wspominałem, na Małej Scenie widziałem tylko występ Michała Kowalonka, który oddał piękny hołd Powstańcom Wielkopolskim. Żałuję, że nie udało się zobaczyć koncertu Much, ale nie wiem czy w ogóle cokolwiek zdołałbym ujrzeć. Dlatego wolałem się ratować w toaletach. 

To była niezapomniana Podróż Muzyczna! Nie tylko z powodu bezlitosnego deszczu, ale także dzięki muzycznym emocjom, szczególnie tym serwowanym przez Toma Odella. Zawiodłem się jedynie kwestiami organizacyjnymi i samym w sobie potencjałem tego festiwalu. Zwieńczenie sezonu letnich festiwali uważam jednak za w pełni satysfakcjonujące! Dzięki Piotrek za namowę. Dzięki Weronika za przybitą piątkę! Dzięki Podróżujący za CAŁY festiwalowy sezon! 💗 Wiem, że mam pewne zaległości w relacjach, ale postaram się je nadrobić i umilić Wam jesienne wieczory festiwalowymi wspomnieniami!  Nie zwalniam jednak tempa z muzycznymi wyjazdami, więc pamiętajcie...



PS Premiera relacji następuje w idealnym czasie, bowiem dziś Go Ahead ogłosiło dwa osobne koncerty Toma Odella na początku przyszłego roku! Artysta 25 styczna zagra w Krakowie (Tauron Arena), a dzień później w Warszawie (Torwar)! Szczególnie ten drugi koncert bardzo mnie kusi! Polecam z całego muzycznego serducha!


Late Summer Festival 2018


Ralph Kaminski, Late Summer Festival 2018

Ralph Kaminski, Late Summer Festival 2018

Ralph Kaminski, Late Summer Festival 2018

Ralph Kaminski, Late Summer Festival 2018

Michał Kowalonek, Late Summer Festival 2018

Daria Zawiałow, Late Summer Festival 2018

Daria Zawiałow, Late Summer Festival 2018

Daria Zawiałow, Late Summer Festival 2018

Daria Zawiałow, Late Summer Festival 2018

Nosowska, Late Summer Festival 2018

Nosowska, Late Summer Festival 2018

Nosowska, Late Summer Festival 2018

Tom Odell, Late Summer Festival 2018

Tom Odell, Late Summer Festival 2018

Tom Odell, Late Summer Festival 2018

Tom Odell, Late Summer Festival 2018

Tom Odell, Late Summer Festival 2018

Tom Odell, Late Summer Festival 2018

Tom Odell, Late Summer Festival 2018

Tom Odell, Late Summer Festival 2018

Tom Odell, Late Summer Festival 2018

Tom Odell, Late Summer Festival 2018



Sylwester Zarębski
PM
04.09.2018




Przeczytaj również

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.