Ależ to był obfity w muzyczne premiery miesiąc! Oczywiście wszystkie musiały ostatecznie ustąpić miejsca w moich głośnikach czwartemu albumowi "pele-mele" kochanego zespołu Lor (samo wiecie!), ale mimo wszystko kilka naprawdę zacnych pozycji dla Was wyróżniłem. Pełen epickiego rozmachu i ujmującej dramaturgi album Raye, bajeczny debiutancki album Youth Novels, najlepsza od lat płyta Jamesa Blake'a, ujmujące trzecie dzieło Snail Mail, electropopowe szaleństwa Robyn, intymny Ralph Kaminski na swojej czwartej autorskiej płycie, piorunujący debiut Chalk, potliwie taneczny pierwszy krążek od Fcukers, rozkwitające dziewczyny z Florence Road na drugiej EP-ce, fascynująca chemia duetu Witch Post na ich drugim minialbumie oraz Anna Calvi w duetach z nietuzinkowymi artystami!
Nie będę ukrywał – wielu głośnych premier nawet nie zdążyłem przesłuchać, a nie wszystkim albumom poświęciłem tyle czasu, na ile zasługiwały (zwróćcie uwagę na listę dodatkowych wyróżnień). Mimo to jestem bardzo usatysfakcjonowany tym zestawieniem! Oczywiście polecam też single, wyróżniam wybrane ogłoszenia, przypominam o opublikowanych na blogu relacjach koncertowych i – jak co miesiąc – proponuję playlistę do odsłuchu.
Zapraszam!
ALBUMY
LOR – "PELE-MELE"
Uwaga! Na potrzeby Aktualnie w Głośnikach przygotowałem poniżej bardziej tradycyjną i skróconą formę polecajki najnowszego albumu zespołu Lor, ale przede wszystkim zachęcam Was do lektury moich poetyckich pelemelowych wrażeń i interpretacji w osobnym wpisie na blogu w nieco zakurzonym dziale recenzji!
Przy pierwszym odsłuchu, niesiony jeszcze koncertową adrenaliną po
występie Cheap Tobacco w Toruniu i nieukrywaną euforią z racji
niecierpliwego wyczekiwania tego czwartego albumu uwielbianego
przeze mnie krakowskiego girlsbandu Lor (sami wiecie!), ta
folk-popowa, dopracowana, niebanalna, barwna, rozkoszna, natchniona klimatem popkultury późnych lat 2000 produkcja "pele-mele", sprawiała, że unosiłem się na krześle! Ba, przy oryginalnych
"refrenach" utrzymanego w klimacie twórczości Abby "co-star" aż
zanosiłem się śmiechem i wprost nie mogłem uwierzyć, co te
dziewczyny najlepszego nawyrabiały! Tylko one mogły zdobyć się na
taką formę dekonstrukcji struktury piosenki i jeszcze się z tego
wybronić! Ten zabieg z szyderczą telefoniczną wypowiedzią Jagody w
stronę byłego partnera, który nie zasłużył na refren – niebywale
jadowity i uszczypliwy! Zresztą zwrotki również zawierają kąśliwe
wersy... Oj, ktoś tu bardzo sobie nagrabił w życiu! Rozbrajający
feeling tej piosenki w finale podgrzewa jeszcze stadionowe,
chóralnie wyśpiewane La la la la, które wyśmienicie się
sprawdza na koncertach! Dziewczyny wprost stworzyły swoje
coldplayowskie Ooo ooo ooo z "Viva La Vida". I choć wypływa z
tego albumu właśnie taka niemal wszechobecna przebojowość, to nie
sposób jednak ostatecznie tego dzieła określić mianem
poptymistycznego...
Kolorowa okładka, wewnętrzna euforia i miodne dla uszu wielowarstwowe aranżacje w pierwszym kontakcie odciągnęły moją uwagę od warstwy lirycznej, ale gdy tylko ta przy kolejnych odsłuchach zapukała już do wrót mojego serca i otworzyłem je na oścież... No właśnie, otwierająca ten album dynamiczna piosenka "na oścież" okazała się lirycznie skrytobójczym emocjonalnym sztyletem wbijanym powoli w sam środek mego serca. Może przejdzie, jeśli trochę odpocznę / Dobrze móc czasami otrzeć się o śmierć. Konfesyjna liryka o straconych szansach, zaniedbanych relacjach, złamanym sercu, bezowocnym poszukiwaniu nowej miłości i trudach budowania dorosłego życia rozdziera od środka i dusi.
Kolorowa okładka, wewnętrzna euforia i miodne dla uszu wielowarstwowe aranżacje w pierwszym kontakcie odciągnęły moją uwagę od warstwy lirycznej, ale gdy tylko ta przy kolejnych odsłuchach zapukała już do wrót mojego serca i otworzyłem je na oścież... No właśnie, otwierająca ten album dynamiczna piosenka "na oścież" okazała się lirycznie skrytobójczym emocjonalnym sztyletem wbijanym powoli w sam środek mego serca. Może przejdzie, jeśli trochę odpocznę / Dobrze móc czasami otrzeć się o śmierć. Konfesyjna liryka o straconych szansach, zaniedbanych relacjach, złamanym sercu, bezowocnym poszukiwaniu nowej miłości i trudach budowania dorosłego życia rozdziera od środka i dusi.
A takich bolesnych ciosów ten krążek zadaje znacznie więcej! W
gorzkiej refleksji o toksycznej męskości i skomplikowanych relacjach
na linii ojciec-syn pogrąża kompozycja "twój tata nie płakał" z
gościnnym szorstkim wokalem Patryka Pietrzaka. Piosenka zresztą
inspirowana życiowymi doświadczeniami tego łódzkiego artysty, który
sam dopisał od siebie jedną zwrotkę. Niemniej oczywiście wszelkie
liryczne laury powinny spływać do Pauliny Sumery, gdyż jej poetyckie
i emocjonalnie zawiłe teksty po prostu potrafią odbierać dech w
płucach, czego choćby nieustannie doświadczam podczas przeżywania
poruszającej, z katartycznym instrumentalnym porywem, finałowej
ballady... "płuca". Coldplayowskie, jakby wyjęte z ery "Ghost
Stories", "mp3" niesie zaś w sobie potencjał do uzupełnienia
soundtracku melancholijnych samotnych podróży autobusami/tramwajami.
Chwytliwe, popowe, syntezatorowe "wszystko jedno, wszystko źle" mimo radosnej aury, fundamentalnie
stanowi jednak hymn wszystkich pesymistów (Nastawiam się na deszcz i na niezręczność / że gdzieś się potknę,
że gdy zadzwonię, nie odbierzesz). Mocno utożsamiam się z tym kawałkiem, gdyż najczęściej również
zakładam – i zazwyczaj niepotrzebnie – najgorsze scenariusze przy
swoich życiowych planach. A skoro mowa o najgorszych... Nie, nie. Na
"pele-mele" nie ma słabych momentów. Jest za to kolejna chwytliwa
piosenka "Najgorsze restauracje" – osadzona w pulsującym, rozbrajająco czułym rytmie, subtelnie przejmująca opowieść o rozstaniu, w której
melancholia splata się z delikatną ironią. Z kolei o
trudach budowania i nawiązywania partnerskiej relacji błyskotliwie
opowiada brawurowa kompozycja "Obcy (1979)". Nawet najbardziej
porywające na taneczny parkiet, szturmujące mainstreamowe radia hity
"jet lag" i "mario" skrywają pod sobą czułe i melancholijne liryczne
uniesienia. Powtórzę: kto jak kto, ale Paulina Sumera to potrafi
pisać piękne teksty! Zresztą dokładnie takim wyrażeniem lirykę z
piosenki "jak wtedy" w odpowiedzi na propozycję featu skwitował inny
mistrz słowa – Błażej Król!
No właśnie! Mam tu ikoniczny z mojej perspektywy crossover Loru i Króla! I jeju, jaka to jest cudnie szepcząca piosenka o nostalgii! Splecione ze sobą w refrenie wokale Jagody i Błażeja brzmią tak niezwykle harmonijnie, jakby były wprost od zawsze stworzone dla siebie! Ta kolaboracja naprawdę mnie wzruszyła, bo tak jak dziewczyny z Loru, tak też Król od lat jest w topce moich ulubionych artystów z polskiego podwórka. Co za historia!
Co mogę więcej powiedzieć? "Pele-mele" to dla mnie już w tym momencie cudownie rozkoszny, przebojowy, a zarazem emocjonalnie skrytobójczy, ściskający za gardło i serce, niebywale dojrzały w swojej sad folk-popowej koncepcji album roku 2026!
No właśnie! Mam tu ikoniczny z mojej perspektywy crossover Loru i Króla! I jeju, jaka to jest cudnie szepcząca piosenka o nostalgii! Splecione ze sobą w refrenie wokale Jagody i Błażeja brzmią tak niezwykle harmonijnie, jakby były wprost od zawsze stworzone dla siebie! Ta kolaboracja naprawdę mnie wzruszyła, bo tak jak dziewczyny z Loru, tak też Król od lat jest w topce moich ulubionych artystów z polskiego podwórka. Co za historia!
Co mogę więcej powiedzieć? "Pele-mele" to dla mnie już w tym momencie cudownie rozkoszny, przebojowy, a zarazem emocjonalnie skrytobójczy, ściskający za gardło i serce, niebywale dojrzały w swojej sad folk-popowej koncepcji album roku 2026!
Melodie tworzone na pianinie przez Julię Skibę – czarujące i
porywające! Wokale Jagody Kudlińskiej – krystaliczne, zjawiskowe,
anielskie, balsamiczne! Kluczowe dla utrzymania folkowego uroku w
tym bardziej popowym obliczu Loru partie skrzypiec Julii
Błachuty – finezyjne! Teksty Pauliny Sumery – mistrzowska poezja! I jeszcze doceniam drobiazgowo wyszlifowaną produkcję tego
albumu, za którą odpowiadali w poszczególnych utworach panowie Jeremiasz
Hendzel, Arek Kopera, Piotr Madej (Patrick The Pan) i Olek Boroś.
Mimo współprac z aż czterema producentami – piosenki z "pele-mele"
wybrzmiewają niezwykle spójnie i czujne ucho wyłapie tu sporo
fajnych detali i niebanalnych rozwiązań. Najbardziej kluczowy jest jednak ten kontrast miedzy formą a treścią, między taneczną beztroską a melancholijną ucieczką, między ironicznym uśmiechem a maską zmęczenia, między nadzieją a rozczarowaniem, między miłością a samotnością. W tych sprzecznościach ukrytymi za filtrem popowej beztroski i między wierszami tkwi największa siła tego wspaniałego albumu.
RAYE – "THIS MUSIC MAY CONTAIN HOPE"
Drama Queen powróciła z drugim albumem "This Music May Contain
Hope"! Zgodnie z oczekiwaniami jest to dzieło ambitne, epickie,
pełne dramaturgicznego rozmachu i teatralnej nadmiarowości,
która... Potrafi aż przytłoczyć przy pierwszym kontakcie, ale mimo
wszystko warto wciągnąć się – najlepiej kilkukrotnie – w tę
autoterapeutyczną i koncepcyjną podróż wraz z Raye.
Czego tu nie
ma: atrakcyjne jazzowe aranżacje ("I Hate The Way I Look Today.")
, porywający neo-soul ("Beware.. The South London Lover Boy."),
ciepełko klasycznego soulu ("Goodbye Henry." z AI Green, "Happier
Times Ahead."), filmowe orkiestracje ("I Will Overcome.", "I Know
You're Hurting.", "Click Clak Symphony" z Hansem Zimmerem,
"Nightingale Lane."), zaskakujący klubowy puls nocnego parkietu
("Life Boat."), poruszający gospel ("Fields" z Grandad Michaelem),
euforyczny pop ("WHERE IS MY HUSBAND!", "Joy." z udziałem
młodszych sióstr Ammy i Absolutely), bujający funk ("Skin &
Bones.") i wiele innych muzycznych wymiarów! W centrum tych
różnorodnych gatunkowych warstw lśni emocjonalna wrażliwość,
autentyczność i przede wszystkim kosmiczna skala wokalnych
możliwości Raye. Słychać i czuć, że, niezależnie od obranej
stylistyki, w każdy utwór włożyła całą siebie. Pasjonujący album,
który zostanie w mych myślach już do końca roku i przywołuje
cudowne wspomnienia z jej epickiego koncertu w łódzkiej Atlas
Arenie!
JAMES BLAKE – "TRYING TIMES"
Po kilku odsłuchach siódmego albumu – a
pierwszego wydanego samodzielnie bez pomocy
wytwórni – Jamesa Blake'a "Trying Times" nie mam
wątpliwości, że to moje ulubione dzieło tego
kreatywnego producenta i fenomenalnego wokalisty
od czasu głębokiego zachwytu nad albumem "Assume
Form". Wszystko to, co pomiędzy tymi premierami
wydawał Brytyjczyk, nie do końca trafiało w moją
wrażliwość. Na "Trying Times" James Blake swój
twórczy eklektyczny i wielowymiarowy wszechświat
minimalizuje do eksploracji stonowanego,
ciepłego, alternatywnego R&B z domieszką
upiornej, przestrzennej elektroniki. To
materiał, który zachwyca swoimi
szczegółami: nastrojowymi syntezatorami,
smyczkami, fortepianem, hipnotycznymi rytmami
oraz niepowtarzalnym falsetem Blake'a.
Melancholijną i ponurą atmosferę buduje również
introspektywna warstwa liryczna. James ucieka
przed chaosem i światem w ogniu, kurczowo
chwytając się miłosnych uczuć, które również
kruszeją i rozmywają się w erze wszechobecnej
cyfryzacji.
Mimo wszystko wciąż w Jamesie tli i
przebija się wiara w ludzkie emocje i
kreatywność ("Make Something Up") i pozostawia
nas z przesłaniem, by nie zaprzestawać marzyć
ponad miejsce, z którego człowiek wyrasta w
jednym z najpiękniejszych albumowych finałów
ostatnich lat – "Just A Little Higher". Takich
pięknych momentów na tym krążku jest oczywiście
zdecydowanie więcej na czele z kluczowym singlem
"Death of Love" z próbką Leonarda Cohena "You
Want It Darker". Znakomity, wysmakowany
album!
SNAIL MAIL – "RICOCHET"
Nie będę ukrywał – mam słabość do Lindsey
Jordan, która rozkwitła zwłaszcza przy jej
drugim melodramatycznym albumie "Valentine".
Doczekał się on nawet na blogu osobnej
recenzji i wpadł na podium ulubionych
zagranicznych dzieł z 2021 roku. Na swoim
trzecim albumie "Ricochet" Snail Mail nie
doskakuje do poziomu tamtego materiału, ale
zarazem czuć, że nie takie były intencje.
Celowo Lindsey spuściła z ambitnego tonu i
dostarczyła nam po prostu oddychający pełną
piersią, otulający ciepłymi alt-rockowymi
melodiami, czarujący klimatem lat 90.,
wzbogacony smyczkowymi i dętymi pejzażami
album. Wciąż jednak niestroniący od
przepracowywania trudnych, osobistych emocji
wyśpiewanych przejmującym wokalem, ulegającym
jednakże chwilom czystej radości (świetne
Ah-ah, yeah-yeah, yeah-yeah w "My
Maker"). Tyle i aż tyle!
Snail Mail nieustannie szlifuje swój
niezaprzeczalny muzyczny talent, smykałkę do snucia pięknych opowieści i wciąż poszukuje
artystycznej pewności siebie, a ten trzeci
album to z jej strony kolejny bardzo dobry ewolucyjny krok w stronę pełnej dojrzałości i swobody twórczej, w której forma przestaje ograniczać emocje, a zaczyna im po prostu towarzyszyć. "Ricochet" nie próbuje być wielkim manifestem ani kolejnym przełomem – to raczej zapis chwili, w której artystka pozwala sobie odetchnąć, złapać balans i zaufać własnej intuicji. I choć nie ma tu aż takiego ciężaru emocjonalnego i gatunkowego jak na "Valentine", jest coś równie cennego: lekkość, autentyczność i poczucie, że Lindsey Jordan wciąż ma przed sobą ogrom przestrzeni do odkrycia. Z przyjemnością
będę wracał do tego krążka!
RALPH KAMINSKI – "GÓRA"
Jeśli ktoś spodziewał się, że po barwnym i
ekstrawaganckim "Balu u Rafała" Ralph Kaminski
wpadnie już na dobre w nurt poptymizmu, to czwarty
autorski album raczej... no może nie rozczaruje,
ale z pewnością wzbudzi odmienne, a może nawet
skrajne emocje. Artysta z Jasła bowiem domyka
dekadę swojej twórczości powrotem do muzyki
bardziej intymnej, subtelnie teatralnej,
pogrążonej w smutku, bólu straty i szarych
barwach, stycznej w wielu fragmentach z jego
debiutanckim albumem "Morze". Jako wielbiciel
tamtego dzieła – totalnie powrót do takiego
zagłębionego w refleksji i melancholii oblicza
Ralpha ujmuje me serce.
Już przedpremierowym
koncertem w Toruniu na Jordankach kruszył me serce
i zaprosił na wspinaczkę ku szczytowi smutku.
Jasne, jest na tej płycie delikatny nadmiar
ckliwych fragmentów, emocji wyśpiewanych może nie
zawsze wyszukanymi poetyckimi frazami, melodii i
instrumentalnych aranżacji, które nie cechują się
chwytliwością i nie szukają fajerwerków (wyjątek
stanowi bardziej taneczne i optymistyczne "Nie bój
się na zapas!"), ale z drugiej strony czuć, że ten
materiał powstał na bazie autentycznych i
bezpośrednich przeżyć. I szanuję Ralpha, że
muzycznie popłynął nurtem swojego serca, pod prąd
mainstreamu i być może oczekiwań fanów, zwłaszcza
tych, którzy zafascynowali się erą "Balu u
Rafała".
ROBYN – "SEXISTENTIAL"
Przyznam się szczerze, że prócz
sztandarowej kompozycji
"Dopamine" pozostałe single
zapowiadające nowy album
królowej electropopu totalnie mi
nie siadały. Jednak w całości
ten niespełna
trzydziestominutowy broni się
znakomicie i oddaje królowej to, co królewskie! Robyn zabiera nas
w podróż pędzącym statkiem
kosmicznym na kursie kolizyjnym
z ziemią, którego wnętrze
pulsuje od odurzających
refrenów, błyszczących
syntezatorów, euforycznych bitów
i wokalu emanującego
kobiecą siłą i samoświadomością
własnych walorów. W obliczu
egzystencjalnej katastrofy
szwedzka ikona popu proponuje
nam to, za co od lat ją
uwielbiamy – taniec w świetle
miłości, radości i
zmysłowości.
➖ ➖ ➖
DEBIUTY
YOUTH NOVELS – "KAMAKURA"
Wyczekiwany od dziesięciu lat debiutancki album "Kamakura" duetu Youth
Novels to propozycja nie do odrzucenia dla wrażliwych osób spragnionych
kojących, eterycznych, subtelnych, niespiesznych muzycznych
opowieści!
Piękne, wielowarstwowe (smyczki!), kreatywne, indie-popowe aranżacje,
cudny i balsamiczny wokal Anny Babrakowskiej, przestrzenna i cieplutka
produkcja (kłaniają się tu panowie Hubert Pilarski oraz Chris Allen),
horyzontalne gitarowe melodie Emila Nowaka, wrażliwa liryka – swoją
intymną, emocjonalną esencją piosenki z "Kamakury" docierają szerokim
strumieniem do najczulszych akwenów serca! Sprawdziłem to na własnej
skórze podczas zjawiskowego, premierowego koncertu Youth Novels w
wyjątkowej przestrzeni studia jogi Yutori w Warszawie. Intymne i
akustyczne wersje odkryły przede mną te najbardziej surowe, a zarazem
najgłębsze emocjonalnie warstwy zakotwiczone w tych przepięknych
kompozycjach. Totalnie zostałem oczarowany i jeszcze z większą uwagą
wróciłem do tego albumu i doceniłem subtelne aranżacyjne detale. Bajeczny
debiut!
CHALK – "CRYSTALPUNK"
Duet z Belfastu tworzony przez Rossa Cullena i Bena Goddarda
swoim intensywnym debiutanckim albumem "Crystalpunk" zabiera nas
wprost na pole bitewne, na którym ścierają się ze sobą
manifestacyjna punkowa wrażliwość z piorunującymi elektronicznymi,
darkwave'owymi i techno dźwiękami. Efekt? Materiał powalający i
oczyszczający taką noise'ową, mroczną, industrialną,
bezkompromisową, brutalną i zarazem taneczną energią. Panowie przy
nagrywaniu kierowali się zasadą, że "to jedyny album Chalk, który
kiedykolwiek będzie istniał" i doprawdy włożyli w te kompozycje
ogrom pasji, wokalnej żarliwości, instrumentalnej jazdy bez
trzymanki, a przy tym nie stronili od burzliwej i emocjonalnej
narracji, która często hołduje skomplikowanej historii i
tożsamości miasta, z którego się wywodzą i które ukształtowało ich
silne osobowości. Można tylko wyobrazić sobie z jaką atomową siłą
ten materiał będzie detonowany podczas występów na żywo! Okazja,
by to sprawdzić wydarzy się podczas tegorocznej edycji OFF
Festival!
Nowojorski duet Fcukers z impetem, przypominającym mi ich ekstatyczny
klubowy występ w ramach zeszłorocznej Primavery, na dobre zadomowił się w
muzycznym eterze za sprawą debiutanckiego albumu"Ö".
Shanny Wise i Jackson Walker Lewis na tym materiale, który powstał w
trakcie intensywnej dwutygodniowej sesji, swobodnie mieszają trip-hop,
brzmienia klubowe, UK garage i dub, tworząc hipnotyczne, transowe utwory o
wyzwalającej energii. Pulsujące bity, bogate rytmicznie aranżacje i
charakterystyczny chłodny, zdystansowany wokal Shanny Wise sprawiają, że
Fcukers wyraźnie zaznaczają swoją obecność na scenie elektroniki,
proponując potliwą taneczną muzykę, która wymyka się gatunkowym
ramom.
➖ ➖ ➖
EP-KI / MINIALBUMY
FLORENCE ROAD – "SPRING FORWARD"
Lily Aron (wokal), Emma Brandon (gitara), Ailbhe Barry (bas) oraz
Hannah Kelly (perkusja) tworzące irlandzki kwartet Florence Road
totalnie zachwyciły i ujęły mnie za serce swoim płomiennym
zeszłorocznym występem przed Wolf Alice w berlińskiej Columbiahalle.
Nieco wcześniej gamechangerem w moich relacjach z dziewczynami
okazał się wypuszczony fenomenalny singiel "Miss" z dynamiczną,
hałaśliwą rockową strukturą i oszałamiającym popisem wokalnym Lily.
Tenże utwór zresztą zdobi świeżo wydaną, polecaną skromną EP-kę
"Spring Forward", stanowiącą spójne rozwinięcie ich zeszłorocznego
mixtape'a "Fall Back", który to w zeszłym roku chwycił mnie za serce
żarliwymi emocjami, pociągnął za uszy melodyjnymi refrenami i wbił
się w topkę mych ulubionych minialbumów. "Spring Forward" również
rozpala we mnie podobne, jeśli jeszcze nie gorętsze emocje.
Otwierające "Hanging Out To Dry" to świetnie skonstruowana
alt-rockowa aranżacja, w której poruszający emocjonalny przekaz znów
rewelacyjnie niesie na swoich strunach głosowych Lily Aron. Jej
rozpaczliwie wysoko wzniesiony ton w końcówce szarpnął gwałtownie
za serducho. Rewelacyjny wstęp do wspomnianego wcześniej
highlightowego, ognistego "Miss", po którym Florence Road zmieniają
nastrój, częstując nas smaczną i rozczulającą pianinową balladą
"Rabbits Can Swim". EP-kę wieńczy napięte emocjonalnie "Stop
Warnings". To najsłabsza z tego zestawu, ale wciąż napisana na
wysokim poziomie kompozycja, która szczególnie wyróżnia się warstwą
liryczną.
Florence Road tą skromną EP-ką udowadniają, że mają w sobie jeszcze
niespożyty potencjał do uwolnienia, który wykracza daleko poza nasze
pole widzenia. Ekspresyjny, namiętny, drapieżny – po prostu
wszechstronny i niesamowity wokal Lily Aron, smykałka do
porywających gitarowych riffów, pokłady głębokiej emocjonalności –
Irlandki mają wszelkie argumenty, by wypłynąć na szerokie oceany
muzycznego eteru. A moje miłosne uczucie do tych dziewczyn kwitnie
niczym wiosenne pąki! Wprost nie mogę doczekać się klubowego
koncertu w Berlinie!
WITCH POST – "BUTTERFLY"
W poprzedniej odsłonie Aktualnie w Głośnikach nadrabiałem i
gorąco polecałem Wam zeszłoroczną debiutancką EP-kę "Beast"
magnetycznego duetu Witch Post. A w minionym miesiącu Dylan
Fraser i Alaska Reid poczęstowali nas drugim
krótkogrającym albumem "Butterfly", którego zawartość tylko
pogłębiła moją fascynację muzyczną chemią Szkota i
Amerykanki. Nastrojowy indie rock, wszechobecna mglista
nostalgia za alt-rockiem lat 90., momentami atmosfera iście
gotyckiego folku, magnetyczne i wrażliwe fuzz-popowe
refreny. Wszystkie kompozycje wybrzmiewają niezwykle
pociągająco, a zderzenia szorstkiego wokalu Dylana i
dream-popowej eteryczności w głosie Alaski intrygują swoją
antyharmonią. Oboje rysują jakby dwie perspektyw w obrębie
opowiadania jednej historii. Oczywiście słychać, że wciąż
się docierają i szlifują swój potencjał, ale zmierzają w
naprawdę dobrym kierunku. Trzymam za nich
kciuki!
ANNA CALVI – "IS THIS ALL THERE IS?"
Na powrót Anny Calvi z nową muzyką czekaliśmy aż sześć lat i, gdyby oceniać wyłącznie ilością materiału, można byłoby poczuć rozczarowanie z powodu zaledwie czterech kompozycji. Na szczęście ta skromna kolekcja zawarta na EP-ce "Is This All There Is?" nadrabia jakością oraz – przede wszystkim – znakomitymi gośćmi.
Każdy utwór wspiera inny wokalista: Iggy Pop, Perfume Genius, Laurie Anderson i Matt Berninger. To przemyślane i świetnie dobrane towarzystwo artystów, którzy znakomicie wkomponowali się w wizję i wrażliwość Anny Calvi.
Piosenki są bardzo klimatyczne, niemal filmowe, zmysłowe, złowieszcze, lepkie od surowości – klasa sama w sobie. Podobno to początek większego projektu. Jeśli tak, to bardzo obiecujący.
Piosenki są bardzo klimatyczne, niemal filmowe, zmysłowe, złowieszcze, lepkie od surowości – klasa sama w sobie. Podobno to początek większego projektu. Jeśli tak, to bardzo obiecujący.
➖ ➖ ➖
WYRÓŻNIENIA
Pozostałe interesujące wydawnictwa w telegraficznym
skrócie:
Dla chętnych zatracenia się w obłędnym, bezczelnie porywającym tanecznym chaosie: SLAYYYTER – "WOR$T GIRL IN AMERICA".
Dla pragnących rocka upajającego energią: YONAKA – "UNTIL YOU'RE SATISFIED".
Dla zaintrygowanych pustynnym blues-rockiem: TINARIWEN – "HOGGAR".
Dla sympatyków czarującego folku: BONNIE "PRINCE" BILLY – "WE ARE TOGETHER AGAIN"
Dla poszukujących promienistego, otulającego soulu i
R&B: ELMIENE – "SOUND FOR SOMEONE".
Dla WSZYSTKICH: charytatywna składanka
WAR CHILD RECORDS – "HELP(2)".
➖ ➖ ➖
SINGLE
MLECZE – "MOŻE TY TEŻ"
Mleczuśny singiel! Drugi album na horyzoncie!
TOOTH – "MEDICINE"
Dopiero drugi singiel w dyskografii tego londyńskiego bandu, ale
już obserwuję coraz większy szum wokół ich nazwy. W lipcu będę miał
szansę ocenić ich potencjał przed koncertem SDRE w
Londynie!
ANTONY SZMIEREK – "THE HERON"
Banger!
VIOLET GROHL – "595
Debiutancki album "Be Sweet To Me" ukaże się 29
maja!
NOAH KAHAN – "PORCH LIGHT"
Drugi piękny singiel z nadchodzącego nowego
albumu!
SIENNA SPIRO – "THE VISITOR"
Sienna znów zachwyca swoim wokalem.
BEABADOOBEE, THE MARIAS – "ALL I DID WAS DREAM OF YOU"
Marzycielskie spotkanie na szczycie!
COALS – "PIERROT"
Wyczekiwany powrót Coals! Klasa sama w sobie i ten teledysk!
Absolute cinema!
OYSTERBOY – "JESTEM ZWYKŁYM CHŁOPCEM"
Smutne, ale porywające indie granko!
ICEAGE – "STAR"
Jedna z najlepszych gitarowych kompozycji w ostatnim
czasie!
THE PRETTY RECKLESS – "WHEN I WAKE UP"
W swoim stylu! Zmysłowo i drapieżnie!
MUSSE – "BE WITH YOU"
Muse z zapowiedzią nowego albumu "The Wow! Signal"! Premiera 26
czerwca! Na zachętę (bądź nie) pop-rockowe "Be With You".
FIONA-LEE – "NOT MY FRIENDS"
Warto mieć tę dziewczynę na radarze!
HUSKIE – "LATO"
Cieplutki vibe!
THE BLACK KEYS – "WHERE THERE'S SMOKE, THERE'S FIRE"
Czyżby szykowała nam się najlepsza płyta The Black Keys
od lat?
NATALIA MARCZUK – "HERBACIANA"
Rozczulająco!
ELLE COVES – "I GOT A THING FOR LOVE"
Kolejne muzyczne odkrycie marca. Elle ma w sobie coś
magnetycznego!
JUNGLE – "CARRY ON"
Rozpływający się w uszach singiel! Zapowiedź albumu
"Sunshine", który ukaże się 14 sierpnia!
SARAH JULIA – "CONVERSATION"
Cudna zapowiedź debiutanckiego albumu "The Fear That Is
Real", który ukaże się dopiero 9 października, ale warto
czekać!
HOLLY HUMBERSTONE – "CRUEL WORLD"
Tytułowy singiel z nadchodzącego albumu, którego premiera
już 10 kwietnia!
STACH BUKOWSKI – "OBOJĘTNOŚĆ"
Trudno być obojętnym wobec tej chwytliwej
melodii!
EVELINA ROSS – "OPRÓCZ ZŁOŚCI I MIŁOŚCI"
Evelina debiutuje na łamach bloga, choć nieśmiało
przyglądam się jej twórczości od dłuższego czasu i uczucie
sympatii do tej dziewczyny powoli kiełkuje.
MAYA HAWKE – "DEVIL YOU KNOW"
Zapowiedź nowego albumu "Maitreya Corso" pisanego w dużej
mierze z niedawno poślubionym... Christianem Lee Hutsonem!
Premiera 1 maja!
MAKS.TACHASIUK – "MUZYKA POP"
Taką popową nutę to ja rozumiem! Debiutancki album
"Wieje" już 17 kwietnia!
MICHAŁ OD KOŚCI – "FIKOŁKI"
Introspektywny singiel zapowiadający debiutancki album
"Piosenki z filmów, których nie było", którego premiera
22 kwietnia!
LIA SKY – "SEE YOU LATER"
W oczekiwaniu na trzeci album Olivii Rodrigo poleca się
nasza rodzima Lia Sky!
➖ ➖ ➖
WYDARZENIA MIESIĄCA
RELACJE KONCERTOWE
Na blogu pojawiły się relacje z koncertów:
- Florence and the Machine w Tauron Arenie Kraków, 07.03.2026!
- Lor we Wrocławiu, Zaklęte Rewiry, 14.03.2026!
- Bittersweet Festival 2025!
- Sprints w Warszawie, VooDoo Club, 20.03.2026!
- Youth Novels w Warszawie, Yutori, 21.03.2026
- Lor w Warszawie, Klub Stodoła, 22.03.2026!
- Lor w Poznaniu, Tama, 28.03.2026!
OGŁOSZENIA KONCERTOWE
Wybrane festiwalowe newsy:
Open'er Festival: Florence and the Machine co-headem
open'erowej środy
+ Panda Bear & Sonic Boom, Avi, Joy
(Anonymous), Bassvictim, Jehnny Beth, Sadie Jean,
Just Mustard, Hyphen Dash, supermodel*, Łaszewo, Oki.
Bittersweet Festival: Robbie Williams trzecim headlinerem
+ Jessi J, Leisure, Giant Rooks oraz pierwsi polscy
artyści, Mrozu i Sobel.
OFF Festival: The Flaming Lips trzecim headlinerem +
Wednesday, Ninajirachi, Dobrawa Czocher, Dom Zły, Atol
Atol Atol, Arthur Verocai z AUKSO Orchestra, LSD and the
Search for God, DJ set The Dare, Celine Dessberg, Dana
and Alden, Saam Sultan, Vojdi, Tercet Imperial, AGNT i
Bujaturla!
Inside Seaside: Jessie Ware pierwszą headlinerką + Hermanos
Gutiérrez
Tauron Nowa Muzyka: Modeselektor, SBTRKT i inni.
Malta Festival: The Blaze (DJ set) gwiazdą piątkowego wieczoru z The Blessed Madonna i HAAi, Charlie Cunningham przed Beirut, bracia Kacperczyk zaś przed Two Door Cinema Club.
WroSound: Son Lux, Alice Phoebe Lou, YĪN YĪN, Gaia Banfi, Daria
ze Śląska, Kosma Król, The Cassino, Dawid Tyszkowski,
Wczasy Orkiestra, Karuzelkaaa, Mlecze i inni.
Pol'and'Rock Festival: Dropkick Murphys i inni.
Audioriver Festival: Disclosure (dj set) drugim headlinerem i
inni.
Rockowizna Festival z full line-upem trzech wydarzeń:
Wybrane pozostałe ogłoszenia:
Jack White, Klub Stodoła, Warszawa, 01.06.2026 / Klub Studio,
Kraków, 02.06.2026
Placebo, Atlas Arena, Łódź, 18.11.2026
Jungle, Atlas Arena, Łódź, 11.11.2026
Jean-Michel Jarre, Stadion Miejski, Radom, 19.06.2026
The White Bufallo, Niebo, Warszawa, 27.08.2026
➖ ➖ ➖
PLAYLISTA MIESIĄCA
I oczywiście na koniec zapraszam Was do przejrzenia i
przesłuchania mojej
tradycyjnej playlisty, którą na bieżąco uzupełniałem przez cały miesiąc!
Przypominam, że w pierwszej kolejności wyszczególniam albumy
i EP-ki (maksymalnie 5 utworów z poszczególnych pozycji), a
w dalszej kolejności prezentuję single, w tym te, które nie
załapały się w moich powyższych wyróżnieniach, a które
również są warte sprawdzenia! Wybory oczywiście skrajnie
subiektywne!
Podróże Muzyczne
07.04.2026















