Podróże Muzyczne relacjonują: Youth Novels w Warszawie, Yutori, 21.03.2026

/
0 Comments
Podróże Muzyczne relacjonują: Youth Novels w Warszawie, Yutori, 21.03.2026
 

 Podróże Muzyczne relacjonują: Youth Novels w Warszawie, Yutori, 21.03.2026

 
 
Siedząc wygodnie na miękkiej poduszce w samych skarpetkach i popijając konopną herbatkę wewnątrz obiektu Yutori – niezwykle klimatycznego studia jogi, będącego częścią kompleksu Przystani Warszawskiej – grzebałem w pamięci, starając się przypomnieć moją pierwszą styczność z Anią Babrakowską i Emilem Nowakiem, czyli duetem Youth Novels. Nie obyło się bez pomocy wyszukiwarki na blogu (zabrzmię może egoistycznie, ale z biegiem lat coraz bardziej doceniam ten prowadzony przez siebie pamiętnik koncertowych wspomnień), która cofnęła mnie wehikułem czasu do 28 czerwca 2016 roku i gdyńskiego klubu Ucho, w którym – tuż przed startem Open'era – wystąpił duet Oh Wonder. A na supporcie przed nimi właśnie "raczkująca", obiecująca formacja Youth Novels! I już tamtym koncertem wzbudzili we mnie słuszne skojarzenia z intymną twórczością Daughter, czy choćby London Grammar. Trafili wówczas swoją wrażliwością w połać mego serca, bijącą ku właśnie takim stonowanym, relaksacyjnym i emocjonalnym brzmieniom. Dziesięć lat temu! 

Tyle też czasu Ania i Emil potrzebowali, by wreszcie z pełnym przekonaniem 20 marca podzielić się ze światem swoim debiutanckim longplayem "Kamakura"! Ten wyczekiwany materiał towarzyszył mi tego dnia w trakcie podróży pociągiem do Warszawy na cały koncertowy weekend, począwszy od szalonego występu irlandzkiej postpunkowej, alt-rockowej formacji Sprints w piątek, po imponujący rozmachem koncert kochanego folk-popowego girlsbandu Lor w Stodole w niedzielę. Od dłuższego czasu miałem jednak dylemat, jak wypełnić sobie sobotni wieczór pomiędzy tymi wydarzeniami. Kilka opcji pojawiło się na moim radarze, ale żadna  nie przekonywała mnie w stu procentach, aż w końcu objawiło mi się to wydarzenie w Yutori z akustycznym koncertem Youth Novels. Wyczułem w tym potencjał na doprawdy niepowtarzalne doświadczenie i wyczekiwane od lat kolejne spotkanie z Anią i Emilem. Ich twórczość nie opuszczała oczywiście przez dekadę mojej orbity muzycznej, ale brakowało okazji do nawiązania bliższej, koncertowej relacji. Znakomita muzyczna zawartość ich debiutanckiego albumu już przy tym pierwszym wspomnianym odsłuchu głęboko zakotwiczyła się w mym sercu i tylko utwierdziła mnie w podjęciu decyzji, by skierować swoje ścieżki w stronę Yutori. To był strzał w dziesiątkę! 


Zjawiskowa, kameralna, przytulna przestrzeń tego studia jogi, inspirowanego japońskim stylem, sprzyjała temu, by jeszcze głębiej zanurzyć się w oceanie przepięknych, intymnych, emocjonalnych i kojących kompozycji z premierowego albumu "Kamakura", który tego wieczoru wybrzmiał w całości. Akustyczna formuła występu pozwoliła nam odkryć najdelikatniejsze emocjonalne warstwy kolejnych piosenek z tego debiutanckiego materiału. Kolejne aranżacje oparte na subtelnej grze na klawiszach oraz przestrzennych, mglistych gitarowych pejzażach, malowanych przez Emila – na elektryku i na zakupionym w serwisie aukcyjnym OLX akustyku – wybrzmiewały niezwykle urokliwie i hipnotyzująco. Te niespieszne opowieści w połączeniu z balsamicznym wokalem Ani – często cudnie zharmonizowanym z głosem Emila – były rozkoszą dla uszu, ściskały za serce i syciły mą duszę czystą przyjemnością zakorzenioną paradoksalnie w melancholii, smutku, gorzkich refleksjach i odcieniach szarości. Poezja!

Właściwie trudno wyróżnić poszczególne wykonania, bo wszystkie kompozycje wybrzmiewały bardzo spójnie, immersyjnie i po prostu arcypięknie. Niemniej z pewnością jedną z takich magicznych chwil było wykonanie tytułowej "Kamakury" i wyśpiewanie ostatniego powtarzanego wersu That's the way I am wspólnymi wokalnymi siłami z zaczarowaną publicznością. Szybowałem w przestworzach marzeń przy "Let It Go", pragnąłem zatrzymać czas podczas singlowego "Stay In The Moment", błogo kołysałem się przy subtelnej wersji "The Sun", za emocjonalne struny delikatnie szarpała gitarowa aranżacja "Domino"... Właściwie te emocje we wszystkich piosenkach ze sobą się przeplatały, a apogeum doznań przypadło u mnie na śliczną, refleksyjną, tęskną, niezwykle emocjonalną wersję piosenki "Far Away". Ciarki wędrowały po ciele od samego początku występu, ale w tamtym momencie przemieniły się w bardzo wyraźnie odczuwalne dreszcze. Dramaturgiczna liryka w połączeniu z drgającymi emocjami w wokalu Ani i uderzającą w czułe punkty serca melodią Emila na keyboardzie marki Nord sprawiła, że doznałem katartycznego uniesienia. 
 
Ten występ jednak nie skończył się tylko na premierowym prezentowaniu "Kamakury". Na finał zasadniczej części koncertu usłyszeliśmy również dwie najpopularniejsze kompozycje tego duetu z ostatnich lat, czyli "Blue" oraz "Woman". Obie wersje były przecudowne! A na bis Ania z Emilem zaskoczyli nas prawdziwym rarytasem z ich dyskografii – wrażliwą interpretacją piosenki "Ściąć wysokie drzewa" zespołu Myslovitz! Wow! Tym razem już nie tylko ścisnęło mnie za serducho, ale także za gardło i zakręciła się łezka. Piękne to było! 
 
 
 
 
Przytulna, kameralna, wręcz rodzinna atmosfera tego koncertu sprzyjała również nawiązywaniu sympatycznego dialogu z publicznością. Ania z Emilem sporo opowiadali o procesie twórczym, inspiracjach, kulisach, anegdotach, współtwórcach i producentach związanych z powstawaniem "Kamakury" i nie tylko. Ze strony publiczności padło również kilka interesujących pytań, na które duet z otwartością i szczerością odpowiadał. A po występie oczywiście nie zabrakło chwili na dzielenie się wspólnymi wrażeniami i przyjmowanie od fanów zasłużonych gratulacji. 
 
Warto było cierpliwie czekać dziesięć lat na ten moment i taką wspaniałą podróż przez jakże wielowymiarowe emocje. Przekraczałem próg sali Yutori – swoją drogą nie tylko urzekła klimatyczna sceneria, ale również miło zaskoczyła akustyka pomieszczenia! – z nieco podniesionym ciśnieniem po rock'n'rollowych harcach na koncercie Sprints, ale Youth Novels tym magicznie eterycznym koncertem sprawili, że doznałem emocjonalnego ukojenia i oczyszczenia duszy, w pełni się zrelaksowałem oraz osiągnąłem stan harmonii i wyciszenia. Bardzo tego potrzebowałem!
 
Niech teraz "Kamakura" płynie wartkim strumieniem do serc jak największej ilości słuchaczy! Tego życzę i absolutnie wszystkim polecam zanurzyć się w tych przepięknych dźwiękach i melodiach! A najlepiej wypatrujcie koncertowych okazji, które mają się pojawić! 
 
   
 
PS Liczne nagrania z tego koncertu znajdziecie na moim koncie na Instagramie! 
 
PS 2 Dziękuję Aleksandrze Sołoduch z OFFbeat Music Agency za zaproszenie na ten koncert! Absolutnie warto było postawić tego wieczoru w Warszawie na to wyjątkowe wydarzenie!
 

Fotorelacja

 
Sylwester Zarębski
Podróże Muzyczne 
26.03.2026 


Polecane

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.