Podróże Muzyczne relacjonują: Lor w Poznaniu, Tama, 28.03.2026!

/
0 Comments
Podróże Muzyczne relacjonują: Lor w Poznaniu, Tama, 28.03.2026!


Podróże Muzyczne relacjonują: Lor w Poznaniu, Tama, 28.03.2026!



Trzeci weekend z rzędu zdzierania gardła i dyskotekowego harcowania z uwielbianym zespołem Lor! Po rozgrzewce we wrocławskich Zaklętych Rewirach i epickim koncercie w warszawskiej Stodole przyszła pora na deser w poznańskiej Tamie! Regularne koncerty dziewczyn w stolicy Wielkopolski nigdy mnie nie zawodziły i nie inaczej było tym razem! Być może ktoś teraz zastanawia się, gdzie tu sens i logika, by opisywać trzecie z kolei show z tej trasy promującej nowy album "pele-mele", ale doświadczenia wynoszone ze spotkań z Jagodą Kudlińską, Pauliną Sumerą, Julią Skibą i Julią Błachutą  z ostatnich dziesięciu lat nauczyły mnie, że każdy ich koncert jest unikalny, pełen niespodziewanych sytuacji i za każdym razem wlewający do serca masę satysfakcji. No i występ w Poznaniu również był cudowny i miał swoje urokliwe momenty! W czym zatem tkwiła jego wyjątkowość? 
 
Przede wszystkim był to jak dotąd największy koncert Loru w Pyrlandii! Już podczas ostatnich występów dziewczyn poznański Blue Note pękał w szwach, więc ten przeskok do sali w Tamie był naturalnym wyborem, przy tym nieustannym wzroście popularności zespołu. Sold outu nie było, ale frekwencja zdecydowanie dopisała! Stojąc w pierwszym rzędzie czułem za sobą potężną energię generowaną przez niezwykle zaangażowanych fanów. Chwilami bywało zaskakująco nieśmiało – szczególnie przy tradycyjnym pytaniu Pauliny o przedwczorajsze perypetie fanów – ale w tych kluczowych momentach, gdy potrzebne było nasze wsparcie wokalne i podbicie rytmu klaskaniem dłońmi – nieśliśmy ten koncert w euforyczny wymiar! Oczywiście ta energia i wdzięczność przepływała w obie strony! Jagoda podczas podziękowań w drugim (anty)refrenie "co-star" podkreślała, że koncerty w Poznaniu to zawsze dla całego zespołu frajda, a nasza obecność to najlepszy możliwy komplement. Tych sympatycznych interakcji na linii scena-publiczność nie brakowało przez cały wieczór. Choćby solenizantom tego dnia odśpiewano gromkie tradycyjne "Sto lat", a ze sceny wspomniany i doceniony został również hejterski instagramowy fanpejdż lor_hejtquaad za kreatywność w przemianowaniu tytułu "pele-mele" na... "pele-menele"! Nieustannie podkreślam, że te relacje Loru z fanami są wyjątkowo zacieśnione i cały fanbase wokół zespołu jest niepowtarzalny i w Poznaniu znów byliśmy tego świadkami! 


Koncerty Loru w stolicy Wielkopolski to zazwyczaj również szansa na gościnne występy zaprzyjaźnionych z dziewczynami artystów i takie niespodzianki też czekały na nas podczas tego show. Pierwszy gość był spodziewany, gdyż dzień wcześniej zapowiedziany, ale mega cieszyłem się z możliwości ponownego wykrzyczenia z Patrykiem Pietrzakiem emocjonalnych i drapiących męskie płaty wrażliwości wersów piosenki "twój tata nie płakał". Przy okazji wymiany zdań z Pauliną Sumerą – a nawet zamiany scenicznych ról, gdy Pietrzak przejął na moment bas – można było śmiało wyobrazić sobie ich jako kabaretowy duet, gdyby muzyczne kariery się nie potoczyły... Nie ma jednak potrzeby zmuszać wyobraźni do tworzenia takich wizji, gdyż w obu przypadkach w ostatnich latach rozwój artystyczny tylko i wyłącznie rozkwitał. Pietrzak opuszczał scenę przy gromkim wybuczeniu, co w przypadku koncertów zespołu Lor jest wyrazem największej aprobaty ze strony publiczności. 


Bardziej utrzymana w tajemnicy była obecność Zuty! A właściwie to drugiej połowy poznańskiego duetu w postaci Zuty Lipowicz! Choć jej muzyczny i życiowy partner Maks Mikulski również był obecny i wspierał ją pośród tłumu! Ba, podczas pożegnalnych ukłonów wskoczył na scenę i obdarował prawie wszystkich różami! Dżentelmeńsko! A, napisałem słowo "prawie", gdyż Paulina Sumera otrzymała... paletkę do gry w ping-ponga! Tym samym zostało rzucone wyzwanie do wspólnego pojedynku, na który od jakiegoś czasu są umówieni z Maksem. Tu wyczuwam emocje niczym przy seansie "Wielkiego Marty'ego"! No ale wróćmy do występu Zuty, która z dziewczynami wspólnie wyśpiewała przebojowe "PAM PAM PAM"! Nie można tej dziewczynie odmówić scenicznej żywiołowości, której namiastkę poznańscy fani Loru mogli już doświadczyć dwa lata temu podczas koncertu w Blue Note. Wówczas jednak Zuta trafiła na sceniczne deski niemal prosto z wizyty na SOR-ze, którą to zresztą teraz wspominała ze sceny. Tym razem już w pełni sił zaprezentowała swoją niekiełznaną artystyczną ekspresję i zachwyciła swoim mocnym wokalem, brawurowo przejmując wokalne partie Dawida Tyszkowskiego. Chemia między nią a Jagodą Kudlińską była zjawiskowa i mam przeczucie, że kiedyś narodzi się z tego jakiś wspólny muzyczny crossover Loru i Zuty.  


Ten wieczór po raz kolejny również utwierdził w przekonaniu, że wspierający dziewczyny panowie Adam Stępniowski za bębnami i Jacek Długosz z gitarami i banjo w dłoniach są wręcz duetem nie do zastąpienia! Perkusyjne stanowisko Czorta Adama ponownie schowano za przezroczystymi akustycznymi parawanami, ale Paulina już na samym początku występu zwróciła naszą i fotografów uwagę na jego obecność i zaprosiła go nawet do chwilowego pozowania na scenie! Nie taki Czort straszny, jak go malują! Świętujący dzień wcześniej swoje trzydzieste dziewiąte urodziny Jacek tryskał na scenie młodzieńczą energią! Co prawda tym razem nie zaprezentował swoich akrobatycznych zdolności, tak jak w Warszawie, ale zaskoczył choćby żywiołową grą na tamburynie podczas "Trafalgar Square", czego nie przypominam sobie, aby miało miejsce na wcześniejszych koncertach! Jakby tego mało, grą na tym instrumencie miał szansę popisać się tego wieczoru aż dwukrotnie!


No właśnie. Jeszcze jedna wyjątkowa sytuacja tego wieczoru – najdłuższy koncert i najbardziej rozbudowany bis na tej trasie! Zasadniczy repertuar nie uległ żadnym zmianom. Usłyszeliśmy wszystkie ciągnące za ucho, kłujące w serce i porywające nóżki do tańca folk-popowe melodie z płyty "pele-mele" przeplatane hitami z poprzednich albumów "Panny Młode" i "Żony Hollywood". Podczas pierwszego bisu sala zalała się zielenią i wypełniła chóralnym śpiewem wersów "$hreka 2", po którym to spodziewałem się, tak jak na poprzednich koncertach, ponownego rozbujania naszych ciał "jet lagiem", a tu dziewczyny postanowił nas zaskoczyć innym wyborem! Co więcej, zostało nawet urządzone głosowanie publiczności na wybrane numery, które nie dało jednoznacznego wyniku, stąd też ostatecznie dziewczyny zagrały nie tylko radiowe "mario", ale także "Trafalgar Square"! Przy tym drugim wykonaniu jeszcze bardziej swoją grą na tamburynie rozochocił się Jacek, który podbił do keyboardu Julii Skiby i zaprosił ją do wspólnych uderzeń w ten instrument! To była już czysta kumulacja pęczniejącej tego wieczoru w Tamie koncertowej radości i euforii!   


Na takiej dyskotece, jaką rozkręcają dziewczyny z Lor w ramach ery "pele-mele", to ja mógłbym bawić się w każdy weekend! Wszystko co dobre jednak się kończy... na jakiś czas! Chwila przerwy i jeszcze w kwietniu dwa finałowe przystanki tej wiosennej trasy w Szczecinie i Gdyni! Gorąco polecam i sam osobiście wybieram się do Gdyni, gdyż... lepszej imprezy urodzinowej nie mogę sobie wyobrazić w tym roku! Wprost nie może Was tam zabraknąć, Podróżujący! 

I na sam koniec pozdrawiam jeszcze serdecznie wszystkich przyjaciół i znajomych fanów zespołu Lor, których spotkałem w Tamie! Niektórych do pojawienia się na tym koncercie nawet skutecznie "zindoktrynowałem" relacjami z poprzednich koncertów (pozdrawiam Karola z bloga Rock'n'Karol!)! Piąteczka dla Was wszystkich! 

I oczywiście przede wszystkim nisko kłaniam się i wirtualnie jeszcze raz przytulam przyjaciółki z zespołu z Loru za to kolejne, już dwudzieste siódme, entuzjastyczne koncertowe spotkanie! Po tych trzech cudownych weekendach w moich żyłach doprawdy płynie już tylko i wyłącznie Lor!  


PS Na moim profilu instagramowym znajdziecie sporo koncertowych nagrań z tego wieczoru! I zapraszam do przejrzenia poniższej fotorelacji! 


Fotorelacja





Sylwester Zarębski 
Podróże Muzyczne
31.03.2026


Polecane

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.