Podróże Muzyczne relacjonują: Lor we Wrocławiu, Zaklęte Rewiry, 14.03.2026!

/
0 Comments
Podróże Muzyczne relacjonują: Lor we Wrocławiu, Zaklęte Rewiry, 14.03.2026!


Podróże Muzyczne relacjonują: Lor we Wrocławiu, Zaklęte Rewiry, 14.03.2026! 




Kochane dziewczyny z zespołu Lor rozpoczęły z przytupem we Wrocławiu trasę koncertową promującą wydany zaledwie tydzień wcześniej ich czwarty album "pele-mele"! Krążek ten oczywiście zapętlony u mnie w głośnikach od momentu premiery! I zanim przejdę do wrażeń z koncertu, to pozwolę sobie zostawić tu ślad po moich wrażeniach "na gorąco" z obcowania z tym wspaniałym dziełem: 

Przy pierwszym odsłuchu, niesiony jeszcze koncertową adrenaliną po występie Cheap Tobacco w Toruniu i nieukrywaną euforią, ta folk-popowa, dopracowana, niebanalna, barwna produkcja "pele-mele", natchniona klimatem popkultury późnych lat 2000., sprawiała, że unosiłem się na krześle! Ba – przy refrenach utrzymanego w stylu Abby "co-star" po prostu parsknąłem śmiechem i nie mogłem uwierzyć, co tam się powyrabiało! Tylko te dziewczyny mogły zdobyć się na taką formę dekonstrukcji refrenu i jeszcze się z tego wybronić! Musicie sami tego posłuchać! 

Ale przy kolejnych odsłuchach do dna serca zaczęły docierać znaczenia kolejnych tekstów i już tak wesoło nie było. Już choćby otwierający kawałek "na oścież" to lirycznie skrytobójczy, emocjonalny nóż wbijany prosto w serducho. A takich ciosów jest tu więcej! Choćby w gorzkiej refleksji o toksycznej męskości pogrąża jeszcze "twój tata nie płakał" z szorstkim wokalem Patryka Pietrzaka, oddech w płucach od premiery nieustannie zaś zabierają "płuca", "mp3" dla wielu stanie się soundtrackiem samotnych podróży autobusami/tramwajami, a "wszystko jedno, wszystko źle" to doprawdy hymn pesymistów…

Wsłuchujcie się uważnie, bo pod rozkoszną, "feel good", momentami porywająca do tańca warstwą instrumentalną kryje się niezliczona liczba wersów szarpiących za najczulsze emocjonalne struny. Kto jak kto, ale Paulina Sumera to potrafi pisać piękne teksty! Zresztą dokładnie takim wyrażeniem lirykę z piosenki "jak wtedy" skwitował inny mistrz słowa – Błażej Król!

No właśnie! Mam tu ikoniczny z mojej perspektywy crossover Loru i Króla! I jeju, jaka to jest cudnie nostalgiczna piosenka! Wokale Jagody i Błażeja brzmią, jakby były wprost stworzone dla siebie! Ten feat naprawdę mnie wzruszył, bo tak jak dziewczyny z Loru (sami wiecie), tak też Król od lat jest w topce moich ulubionych artystów z polskiego podwórka. Co za historia!

Co mogę więcej powiedzieć? Cudowny w swojej koncepcji album roku 2026! Melodie Julii Skiby – czarujące, wokale Jagody Kudlińskiej – balsamiczne, kluczowe dla brzmienia partie skrzypiec Julii Błachuty – finezyjne, i jeszcze raz podkreślam: ściskające za serce teksty Pauliny Sumery! Wszystko tu dla mnie się zgadza. 


Na  głębszą analizę płyty "pele-mele" przyjdzie zapewne odpowiedni czas, ale w pierwszej kolejności pragnąłem zderzyć się z tymi kompozycjami w wersjach koncertowych! No i nie mogło zabraknąć mnie na tym pierwszym – i nie ostatnim, bo w planach jeszcze Warszawa, Poznań i kto wie, gdzie jeszcze poniesie – przystanku tej trasy.

Klub Zaklęte Rewiry wypełnił się tego wieczoru niemal po brzegi barwnymi i pozytywnie zakręconymi fanami Loru, którzy zgotowali żywiołowe przyjęcie nowej koncertowej ery krakowskiego girlsbandu. A sporo się zmieniło!

Już po wejściu do sali uwagę zwracał wystrój sceny – zawieszone po bokach i w głębi sceny oraz dekorujące statyw Jagody kolorowe pompony budowały od początku pozytywną atmosferę, którą jeszcze przed startem koncertu dodatkowo spotęgowała niecnie przygotowana playlista z hitami pierwszej dekady lat 2000. A kilka minut po dziewiętnastej (pierwsze bingo tej trasy – spóźnienie – zaliczone!) dziewczyny zaprosiły nas na własną dyskotekę w brzmieniach sad folk-popu! Zanim jednak wybrzmiały pierwsze nuty, olśniły nas cekinowymi strojami znanymi z teledysku do singla "jet lag", które zastąpiły ikoniczne białe suknie z poprzednich tras. Miła odmiana i dziewczyny wyglądały wprost zjawiskowo! Julia Skiba zasiadła za keyboardem, Julia Błachuta chwyciła skrzypce, Jagoda stanęła przed mikrofonem, a Paulina Sumera przytuliła gitarę basową. A za nimi na scenicznym podeście władanie nad mieniącym się zielonkawym połyskiem zestawem perkusyjnym przejął doskonale znany wszystkim fanom Czort Adam – z założonymi czarnymi okularami Sumery, które miały go upokorzyć, a wyglądał lepiej niż kiedykolwiek wcześniej! Obok niego gitarami zaopiekowała się tego wieczoru Joanna Purzycka, którą kojarzyć możecie z występów z Błażejem Królem. Docelowo koncertowym gitarzystą został znany z zeszłorocznego występu z Lorem na jubileuszu 10-lecia zespołu w Krakowie Jacek Długosz, ale ze względu na inne zobowiązania nie mógł być obecny we Wrocławiu. Niemniej Asia godnie zaopiekowała się gitarowymi melodiami i czerpała sporo przyjemności z tego występu. Zresztą cały skład promieniował zaraźliwą pozytywną energią! 
 

Bogate warstwy produkcyjne i subtelny skręt w stronę synth-popu na "pele-mele" wymagały również pewnych nowych rozwiązań instrumentalnych. I tak oto Paulina Sumera już nie tylko brała na swoje barki konferansjerkę (choć coraz odważniejsza w tej kwestii bywa Jagoda) i dostarczanie rytmicznego pulsu na basie, ale przy poszczególnych nowych kawałkach wykorzystywała również syntezator, sympatycznie podpierając się podpowiedziami spisanymi w malutkim różowym notatniku z postacią disneyowskiego Sticha na okładce. Takich detali zresztą na scenie było więcej. Warto było uważniej przyglądać się instrumentom, które zostały oklejone barwnymi gwiazdkami i naklejkami z literami, układającymi się w takie hasła jak: "Lor xD" na ukulele, "Czort" na naciągu bębna basowego, "Suczi" na basie, czy wreszcie "RIP Lucek" na – tu też novum – keyboardzie Nord Stage 4, z którym próbuje zaprzyjaźnić się Skiba. Jego obecność na scenie została skwitowana przez nią wystawionym środkowym palcem, ale ja czuję, że zrodzi się z tego co najmniej przyjaźń. Według Sumery nie każda morda pasuje do Norda, ale w odniesieniu do Julii ta złota myśl nie ma oczywiście absolutnie żadnych podstaw istnienia. Julia Błachuta z kolei bez zmian z czułością i profesurą kreśliła zamaszyste pejzaże i bridge tradycyjnymi smyczkami, a Jagoda topiła ponownie nasze serca w rozkoszy swoim cudnym głosem, wspomaganym momentami przez subtelny backing track, by tworzyć przyjemne dla ucha wielowarstwowe wokalne uniesienia, jak choćby w singlowym "wszystko jedno, wszystko źle", czy w piosenkach "obcy (1979)" i "na oścież". W odniesieniu do tego ostatniego rozwiązania towarzysząca mi Podróżująca Kaja (cieplutko pozdrawiam!) rzuciła hot take, iż być może zasadna byłaby obecność dodatkowego chórku. Kto wie, może ten koncertowy skład Loru z biegiem kolejnych lat i płyt będzie dalej się rozrastał i taka sytuacja kiedyś też będzie miała – właściwie ponownie, bo niegdyś przy erze "Lowlight" chór na scenie bywał obecny – miejsce.   
 
 

Jeśli  zaś chodzi o repertuar, to usłyszeliśmy wszystkie kompozycje z "pele-mele" na żywo! Zgodnie z oczekiwaniami w wersji live nabierają one tanecznych i porywających do śpiewu rumieńców, choć swoją emocjonalną liryką dalej potrafią zakraść się w głąb serca i dewastować duszę. Niemniej nie da się ukryć, że dominował zamierzony vibe rodem z dyskotek szkolnych. Nie sposób było nie dać się wciągnąć w rytmiczną popową dynamikę i uciec od zaczepnych refrenów piosenek "jet lag" (tenże hicior został powtórzony na drugi bis!), "wszystko jedno, wszystko źle", "mario", "najgorsze restauracje" – nieprzypadkowo wybrane na single szturmujące mainstreamowe radia. 

Koncert, tak jak płytę, otworzyła słodko-gorzka, nokautująca lirycznymi wyznaniami kompozycja "na oścież", brawurowo wypadł "obcy (1979)", ujmująco wybrzmiała bardziej akustyczna i tym samym jeszcze bardziej coldplayowska aranżacja "mp3", przyjemnością zalało płynące nostalgicznym nurtem "jak wtedy" i wzruszyła  ballada "płuca" z instrumentalnym crescendem. 

Wyróżniały się jednak w mej ocenie dwa wykonania. W serduchu rany rozdrapywało dosadne wykonanie "twój tata nie płakał". Swoje w tym dołożyła zachęta Jagody w końcówce, by panowie dali upust emocjom i wykrzyczeli wersy Nie płaczesz, nie wypada Ci – mocna sprawa. Nie przesadzę raczej, jeśli powiem, że jednym z bardziej wyczekiwanych tego wieczoru był przewrotny numer "co-star". Pytanie brzmiało, czy oryginalny refren tej piosenki Jagoda powtórzy w oryginale, czy może zda się na spontaniczną improwizację. Trochę nawiązań do oryginału tu było, ale Jagoda głównie wykorzystała ten moment na szybkie podziękowania dla swoich koleżanek z zespołu, współpracujących osób i dla nas – za naszą liczną obecność i wsparcie. Nie zabrakło przy tym kluczowego wspólnego "sylwesterowego" odliczania z pierwszego refrenu. No i z fenomenalną energią po skrzypcowym bridge'u wybrzmiało chóralnie odśpiewywane, wieńczące podstawową część tego koncertu La la la la la la. Motyw ten przerodził się w śpiewanie a cappella, podczas gdy cały zespół – pomysłowo przedstawiając się za pomocą kartek z imionami i symbolicznymi rysunkami –  w szampańskich nastrojach żegnał się ze sceną. Szkoda, że publiczność trochę dłużej nie pociągnęła tej melodii, bo tu skrywa się potencjał na miarę kultowego Oh oh oh oh ohh oh z "Viva la Vida" Coldplay. 

Niemniej generalnie do zaangażowania się fanów w ten występ nie mam absolutnych zastrzeżeń! Teksty z nowych piosenek zostały wykute na blachę i niosło nas wszystkich do głośnych śpiewów z pełną świadomością narażenia się na utratę swoich strun głosowych, zaś ilość wygenerowanej pozytywnej energii groziła zawaleniem stropów Zaklętych Rewirów! Nie zabrakło również wielu sympatycznych interakcji: dużo radości dziewczynom specjalny, trzyczęściowy baner przygotowany przez fanów, wybuczeliśmy Adama, bo on to lubi (padła jednak też męska deklaracja miłości!), było odśpiewane Sto Lat dla przyszłych i przeszłych (okres karencji dwutygodniowy!) solenizantów, pogawędka o przedwczorajszych historiach... Fanbase Loru nie zawiódł!  
 

A nasze emocje były jeszcze podgrzewane za sprawą klasycznych hitów z "Panien Młodych" i "Żon Hollywood". Radośnie temperamentne "Trafalgar Square" z płynnym przejściem (to też nowe eksperymenty dziewczyn) do polskiego przeboju "Nikt", intensywnie oklaskiwane "Przedwczoraj", zmyślnie zestawione ze sobą "My, Artyści" i "Fanfiction", jak zawsze z podziałem na publikę chóralnie dopingowane "PAM PAM PAM", wykrzyczane w finale "Niczego nie rozumiem", czy w końcu zagrany na bisie "$hrek2", który zdetonował bombę czystej euforii. 

Chciałoby się nawet ciut więcej utworów ze starszej dyskografii. Założenia na scenariusz tego show są inne, ale nikt tu by się nie obraził na perełkę z "Lowlight" albo "Sunlight" (no chyba, że zaliczymy tu kilka pierwszych nut "Aquariusa" zagranego przez Skibę, co samo w sobie było wyczynem godnym odnotowania), nieco zaskakujący był brak "Uciekaj", a ja osobiście zachęciłbym jeszcze do wypełnienia przestrzeni jednym wybranym, balladowym smutasem z ostatnich dwóch albumów. No ale tak to już jest, gdy dyskografia płodnego zespołu pęcznieje, a najnowszy album jest na tyle znakomity, iż aż prosi się, by prezentować go w całości na żywo.

Mój ulubiony polski girlsband nigdy mnie nie zawiódł i po raz kolejny dowiózł fantastyczne, porywające, euforyczne i uderzające w czułe punkty serca koncert! Znajomość tekstów z "pele-mele" przećwiczona i czuję się doskonale rozgrzany przed – jestem o tym przekonany – epickim koncertem w Stodole! Na takie dyskoteki to ja mógłbym właściwie chodzić w każdy weekend przez cały rok! Obserwowanie scenicznego rozwoju dziewczyn to czysta przyjemność i nieustanny przypływ dumy, która pęcznieje z roku na rok! Dzięki Lorary (kto nabył płytę, ten wie!) za to już dwudzieste piąte spotkanie! Tak – w moich żyłach z pewnością płynie Lor!

 
Oczywiście po występie dziewczyny z godną doceniania wytrwałością (sam w kolejce stałem prawie godzinę!) podpisywały płyty, pozowały do zdjęć i wymieniały się wrażeniami z koncertu. Swoją drogą przygotowały na tę trasę cudowny, handmade'owy merch, który schodził jak ciepłe bułeczki (włącznie z płytą!) i który to szczerze polecam! 
 
Pozdrawiam również wszystkich przesympatycznych fanów Loru! Dzięki za zbijane piątki, rozmowy, wspólnie spędzony czas i do zobaczenia na koncercie w warszawskiej Stodole! Zróbmy tam imprezę, jakiej nie przeżył nikt!


Fotorelacja



Sylwester Zarębski
Podróże Muzyczne
16.03.2026 


Polecane

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.