Orange Warsaw Festiwal 2017 - dlaczego powiedziałem "TAK"?

/
0 Comments
http://podrozemuzyczne.blogspot.com/2017/05/orange-warsaw-festiwal-2017-dlaczego.html



Orange Warsaw Festival. Mam sentyment do tego festiwalu. Wszak to właśnie ta impreza w 2011 roku uwolniła we mnie pasję do koncertów. My Chemical Romance, Skunk Anansie i Moby. Ten zestaw za, jak na dzisiejsze standardy, śmieszną ceną (ok. 50 zł) był opus magnum. Szczególnie MCR, których wtedy namiętnie słuchałem. Rok później ponownie zawitałem na imprezie Orange, a to za sprawą Linkin Park. A potem nastąpiła przerwa. Nie podobał mi się pomysł przeniesienia imprezy na Stadion Narodowy. Nawet ta przebogata edycja z 2014 roku mnie nie przekonała do wyjazdu. Przeniesienie imprezy w 2015 na Służewiec było trafną decyzją, ale... organizatorzy zaliczyli mnóstwo różnego typu wpadek (Mark Ronson jako headliner? Serio, serio? Obniżanie cen biletów? Ale jak?), w rezultacie czego Rochstar Events pożegnało się z organizacją tego festiwalu. I gdy się wydawało, iż możemy płakać nad grobem, pojawił się ON. Cesarz. Niekwestionowany lider. Proszę powstać. Mikołaj Ziółkowski! Szach-mat i Alter Art przejął swojego konkurenta! Było zaskoczenie, co nie? Cóż, edycja w roku 2016 była tworzona pewnie trochę na partyzanta. Niemniej, nie wyszło źle, ale do Warszawy nie zawitałem. Po 5 latach jestem jednak już zdecydowany ponownie założyć festiwalową opaskę OWF. Dlaczego? 

Pierwsze ogłoszenia nie specjalnie mnie jarały. Imagine Dragons? Nie pałam miłością do tego zespołu, właściwie zastanawiam się czy miano headlinera dla nich jest odpowiednie, ale może też jestem zbytnio do nich uprzedzony. Dziwna walka dusz odbywa się u mnie przy tej nazwie. Kings Of Leon? Po premierze nowej płyty powiedziałem, że jestem w stanie im dać drugą szansę, ale pewne obawy o to jak zaprezentują się na festiwalu znów się ujawniły, więc jeszcze dominował brak przekonania. Pierwszy dobry prognostyk to ogłoszenie duetu Justice. Dużo dobrego słyszałem o ich występach, więc już coś zaczynało mnie korcić. Kodaline, Years & Years, Martin Garrix? Hmm. Dwie pierwsze nazwy już widziałem na żywo (Y&Y tylko parę minut, ale wystarczyło), więc jakoś nie czułem potrzeby ponownego spotkania. Za to już nabierałem ochoty, by się pobawić przy energicznym secie Garrixa. Ale to jeszcze nie ten moment. Dopiero ogłoszenie polskiej reprezentacji dało mi do myślenia. I przede wszystkim myślę tu o utalentowanych dziewczynach z Lor! Warto byłoby wesprzeć dziewczyny pod sceną, przy tak pierwszym poważanym festiwalowym wydarzeniu - taka myśl pojawiła się u mnie. Kropkę nad i postawiło ogłoszenie Two Door Cinema Club! W końcu! Przedstawiać mam nadzieję nie trzeba :) Ileż to razy oglądałem ich festiwalowe występy na YouTube? Nie zliczę. Takiej okazji nie można zmarnować. Byłoby jednak za prosto tak od razu kupić karnet. Bo może jednak lepiej i ekonomicznie wybrać się tylko w sobotę? Po ujawnieniu plakatu to pytanie wręcz wybuchło przed moimi oczami. Drugiego dnia w zestawie mamy TDCC, ID, Justice, Lor i choćby Darię Zawiałow. No, no. Zespoły, których próżno szukać na mojej liście zaliczonych koncertów, z wyjątkiem oczywiście dziewczyn z Lor. Od razu zaklepałem nocleg (ostatni dostępny w mym sztandarowym warszawskim hostelu). Coś jednak nie dawało mi spokoju. Jeden dzień? Tylko tyle na Ciebie stać? Ja wiem, że lata nie te, kondycja słabsza, człowiek robi się wygodniejszy, ale... Do cholery, weź się w garść! Obiecywałeś KOL drugą szansę? Tak. Chcesz nieskrępowanie pobawić się przy Garrixie? Czemu nie?! Przecież jako jeden z pierwszych odkrywałeś Kodaline i lubisz do nich wracać, nie mylę się? No nie... I tak jakby od niechcenia codziennie sprawdzałem dostępność miejsc hostelowych z 2 na 3 czerwca i jest! Zwolniło się miejsce! Szybka decyzja, zmiana rezerwacji Uff, mamy to! Jeszcze karnet! Może w razie czego poczekać? Bilety ze zniżką jednak się pomału wyczerpują... Bierz! Baw się! Niech czerwiec będzie szalony! 

To z kim się widzę w Warszawie? :)






PM




Przeczytaj również

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.