PM relacjonują: Sorry Boys, Król, Daria Zawiałow, Sonbird, Julia Pietrucha!

/
0 Comments
PM relacjonują: Sorry Boys, Król, Daria Zawiałow, Sonbird, Julia Pietrucha!


Rok 2019 nieubłaganie dobiega końca! Ostatnie tygodnie obfitowały w sporą ilość wspaniałych koncertów! Wrażenia z występów The National i Lor pojawiły się już w ostatnim czasie na blogu. Najwyższa pora uzupełnić braki, bo koncerty Sorry Boys, Króla, Darii Zawiałow, Sonbird i Julii Pietruchy również zasługują na kilka słów! Zapraszam! 
 

Sorry Boys, Centrum Kultury Dwór Artusa, Toruń, 27.11.2019


Sorry Boys rozpylili Miłość w Wielkiej Sali Dworu Artusa! To uczucie owładnęło zapewne każdą osobę, która pojawiła się na tym koncercie. A byliśmy licznie zgromadzeni tego wieczoru. Od dzieci po osoby starsze! Pod kątem tych pierwszych album "Miłość" wydaje mi się fenomenem. Trudno zliczyć ilość filmików z dziećmi śpiewającymi "Absolutnie, absolutnie", które pojawiały się w ostatnim czasie w sieci. Najmłodsi byli nie tylko obecni, ale również fantastycznie odbierali cały koncert. Szczerze się wzruszyłem widokiem tańczącej dziewczynki przy "Miasto Chopina" pośród siedzącej wokół publiczności. No właśnie. Toruńska publiczność bywa wymagająca i sporo Sorry Boys się napracowali, by porwać wszystkich do wstania z miejsc. Ba, nawet gdy Bela Komoszyńska podczas wykonywania "Jesteś Pragnieniem" sfrunęła ze sceny i wbiegła w publikę, poderwała się tylko jedna strona sali... Dopiero w ostatniej fazie koncertu udało się postawić wszystkich na nogi. Zadziała magia utworu "Absolutnie, absolutnie", którego chóralnie wyśpiewany refren był słyszalny chyba w całym Toruniu. Co mogę jeszcze powiedzieć? Bardzo dobre wrażenie sprawiła pięknie przygotowania scena i klimatycznie oświetlenie. Jak magnes wzrok przyciągała Bela. Przylgnęły do niej trochę porównania z Florence Welch, ale trudno właściwie od nich uciec. Bela emanuje bardzo podobną ekspresją sceniczną. Bije od niej magiczny blask. Wokalnie nie zawodzi. Ale warto również pamiętać o chłopakach, którzy wokół niej z prawdziwym wdziękiem i talentem tworzyli kapitalne muzyczne tło.

Sorry Boys to już koncertowa marka sama w sobie! To był piękny wieczór!

PS Chciałbym już w tym miejscu polecić Wam pewne wydarzenie z udziałem Sorry Boys... Ale muszę jeszcze ugryźć się w język! Stay Tuned!  




 Sorry Boys, Centrum Kultury Dwór Artusa, Toruń, 27.11.2019

 Sorry Boys, Centrum Kultury Dwór Artusa, Toruń, 27.11.2019

 Sorry Boys, Centrum Kultury Dwór Artusa, Toruń, 27.11.2019

 Sorry Boys, Centrum Kultury Dwór Artusa, Toruń, 27.11.2019


















Król, Klub Akcent, Grudziądz, 29.11.2019


Choć mam bliżej niż do Torunia, to rzadko Podróżuję na koncerty do Grudziądza. To była podaj dopiero moja druga wizyta w Klubie Akcent. I chyba na potrzeby tej krótkiej relacji będę musiał ponownie się tam zjawić, bo mam wrażenie, że po koncercie Króla zostawiłem tam cząstkę swego umysłu, która wciąż stara się dojść do siebie i zrozumieć ten występ.

Przyznaję się, że zasiadłem... No właśnie! Dlaczego i kto wpadł na pomysł, by uczynić ten koncert z siedzącymi miejscami?! Ta osoba chyba nie przesłuchała najnowszej płyty Króla "Nieumiarkowania". O mało nie skończyło się tym, że z euforii rzucaliśmy krzesłami! Szarżuję teraz może w opisie, ale fakt faktem część osób postanowiła w trakcie koncertu odstawić krzesła na bok. Już od samego początku trudno było utrzymać ciało na wodzy spokoju. A dodam tylko, że Król z całym zespołem (w skład którego oczywiście wchodzi jego żona Iwona) wystartował od utworu "Godzina piętnasta i ciemno". I doprawdy nastąpiło takie "bum!" w mej głowie. Chłopie, co ty też wyczyniasz na tej scenie! Ja wiem, że to zabrzmi źle, ale Król wyszedł do nas jak wygłodniały zwierz. Tygrys. Monstrum. Trudno właściwie opisać jego taneczne harce na scenie. To trzeba zobaczyć. Ten w zdecydowanej mierze taneczny klimat poniósł nas wszystkich. A punktem przełomowym okazał się utwór "Spróbuję / STRAŻNIK" z poprzedniego albumu "Przewijanie na podglądzie". No choćby człowieka mieli przyspawać do tych krzeseł, to nie sposób byłoby wysiedzieć całego koncertu. Oczywiście zdarzały się momenty, kiedy tempo zwalniało, a Król sięgał po balladowe kompozycje. Wspomnijmy choćby cudowne "Powoli" oraz głośno przez wszystkich odśpiewany refren "Z tobą / DO DOMU". Poziom relacji między sceną a publicznością tego wieczoru był niespotykanie kosmiczny. Co zostało powiedziane w Grudziądzu, niech tam pozostanie. To był koncert z tych, które robią wyrwę w pamięci i gnieżdżą się tam na lata. WOW!

Biję pokłon przed Królem! Bo przyznaję się, że zasiadłem w pierwszym rzędzie totalnie wyczerpany po tygodniowym maratonie koncertowym (The National, Sorry Boys, Lor) z myślą "dobra, jakoś to chyba przeżyję", a wychodziłem naładowany nieziemską energią!   























Daria Zawiałow, Klub Tama, Poznań, 7.12.2019


"Helsinki" to według mnie jedna z najlepszych polskich płyt wydanych w tym roku, a dla Darii Zawiałow okazała się wręcz trampoliną do osiągania całkiem imponujących sukcesów, wśród których można wymienić choćby obecność na listach komercyjnych rozgłośni radiowych. Kto jednak przybył na koncert zwabiony radiowymi propozycjami, mógł poczuć się lekko zaskoczony. Daria Zawiałow to kobieta-rakieta, której muzyczna dusza ciągle oddana jest rockowemu szaleństwu. Oby to się nie zmieniło w przyszłości, gdyż brakowało nam w ostatnim czasie takiej młodej artystki, która z rockowym pazurem będzie wdrapywać się na szczyt popularności.

Obowiązkowe glany, kusa sukienka w kratkę, gitara w dłoni - Daria była w swoim żywiole na scenie poznańskiej Tamy. Tęskno mi było za tym widokiem. W poprzednich miesiącach mijałem się z Darią i widziałem tylko skrawek jej występu na Open'erze. Ostatecznie uznałem, że odrobina szaleństwa nie zaszkodzi i odwiedzę raz jeszcze w tym roku Poznań (no i zatęskniłem też za Podróżującymi z Wielkopolski, których to pozdrawiam!). I było warto. No prawie. Zasadniczo niczego właściwie nie brakowało. Był ogień. Nowe kompozycje zgodnie z moimi oczekiwaniami podnoszą temperaturę występom Darii. Może tylko "Szarówka" mnie zawiodła, ale to chyba tylko dlatego, że umieszczenie jej na szczycie setlisty było według mnie niefortunne. "Zimne Ognie" i "Malinowy Chruśniak" rozgrzały już odpowiednio gardło i dłonie. A potem było już tylko lepiej i mocniej z niewielką ilością przystanków na odpoczynek. Z tych pierwszych na pewno prym w zabawie wiodły szaleństwa na "Nie Dobiję się do Ciebie", "Lwy", "Kryzys Wieku Naszego", "Kundel Bury", "Hej Hej!", z tych drugich na wyróżnienie ponad wszelkimi wątpliwościami zasługuje "Gdybym Miała Serce" - piękna kompozycja. Setlistę zdobiły aż trzy covery, które właściwie chyba zrobiły na mnie najbardziej piorunujące wrażenia. Przy "Szarych Mirażach" ponosiło mnie w szalony taniec. A wersja "Rape Me" Nirvany była bardzo drapieżna! Dość powiedzieć, że perkusista przy tym ostatnim kawałku zgubił okulary! "With Or Without You" grupy U2 płynnie pojawiło się jako outro do "Kundel Bury". Urokliwie było pośpiewać słynne "Oooo". No ale oczywiście rodzi się pytanie, czy przy dwóch wydanych płytach sięganie po taką ilość coverów jest słuszne? Kurczowe trzymanie się Darii w ostatnim czasie spuścizny Kory prowokuje też kolejne pytanie: czy Daria jest artystką, która ma szansę w jakimś stopniu zapełnić pustkę po jej odejściu? Moja odpowiedź na to pierwsze brzmi: nie. Drugie pozostawiam jeszcze bez odpowiedzi, ale być może kiedyś do tego tematu powrócę. Wracając już do koncertu, to najbardziej pół żartem pół serio zawiodłem się brakiem konfetti, które pojawiało się na wcześniejszych koncertach tej trasy. Ale o to już chyba należy obwiniać organizatorów koncertu. Tak czy owak - to był bardzo dobry koncert! Choć Daria miała prawo czuć się zmęczona (trzeci koncert z rzędu po warszawskiej Stodole i Łodzi, podczas mechanicznego podpisywania autografów było to po niej widać), to na scenie wykrzesała z siebie rockowe iskry!

Zgodnie jednak z Podróżującą Agnieszką stwierdziliśmy, że w sumie to był fajny koncert, ale nie ma sensu tego powtarzać w klubie po raz kolejny (a okazji nie zabraknie, bo ogłoszona jest już trzecia część trasy promującej "Helsinki"). Czekam zatem cierpliwie na kolejny studyjny krok Darii. Niech Anioł Rocka nad nią czuwa!

PS Jako support wystąpił electro-popowy duet Bloo Crane. Fani Years & Years powinni się zainteresować ich twórczością. 






















Sonbird, Klub NRD, Toruń, 8.12.2019


Poprzedni klubowy występ Sonbird widziałem również w klubie NRD w kwietniu 2018 roku. Co się zmieniło przez te kilkanaście miesięcy? Całkiem sporo. Docierając na pół godziny przed otwarciem drzwi, zaskoczyła mnie już dość liczna kolejka oczekujących fanów. Frekwencja zdecydowanie wyższa niż poprzednim razem. Sala w NRD wypchana niemal po brzegi chętnych, którzy zdecydowali posłuchać się tego wieczoru kompozycji z debiutanckiego albumu "Głodny". Tak, może to właśnie od niego powinienem rozpocząć wyliczankę zmian. Krążek, który ukazał się w lutym, z marszu zdobył spore grono sympatyków, które konsekwentnie się powiększa. Brakowało tak przebojowego, zgrabnego indie-rocka przepełnionego młodzieńczą radością i śpiewanego po polsku. Na pewno ta udana premiera była pozytywnym sygnałem dla chłopaków, którzy, takie odniosłem wrażenie, nabrali większej rutyny i pewności siebie. Progres jest naprawdę wyczuwalny. Czuć między nimi również prawdziwą chemią, przyjaźń i zespołowość. Kompozycje na żywo zostały świetnie dopracowane i oddawały w pełni efekty uzyskane w studiu nagraniowym. A nawet momentami bywało lepiej, choćby przykładowo "Wada" w wersji live wypada naprawdę kapitalnie i niezwykle emocjonalnie. Długo, bo od lutego czekałem na tę konfrontację i chłopaki wyszli z niej zwycięsko. Toruńska publika też nie zawiodła i swoimi reakcjami oraz śpiewami niosła zespół. Wydaje mi się, że chłopaki przy kolejnej wizycie zasługują już na koncert w większym obiekcie. Fajną niespodzianką był gościnny występ Maćka z zespołu VHS, który wsparł wokalnie charyzmatycznego Dawida Mędrzaka w utworze "Hel". Chłopaki nie osiadają na laurach i już dłubią nad nowymi kompozycjami, a próbkę tych prac również usłyszeliśmy w Toruniu. I jest na co czekać. Koncertowym killerem okazał się również utwór "Więcej"-  nagrany okazjonalnie, ale nie zdziwię się, jeśli zagrzeje miejsce w setliście podczas kolejnych tras. O jakości i energii, jaką wysyłały do nas utwory z debiutanckiego krążka, chyba nie muszę już specjalnie przekonywać. Niech najlepszą laurką jaką wystawię będzie fakt, że naprawdę poczułem się odmłodzony o dobre 10 lat. Znów chciało się żyć chwilą, skakać wysoko do nieba i zdobywać szczyty.

Głodny byłem takich wrażeń! Dzięki chłopaki! Widzimy się na pewno w przyszłości, bo głód jak głód - zawsze powraca!  



















Julia Pietrucha, Stary Maneż, Gdańsk, 15.12.2019


To była ostatnia Podróż w roku 2019! 

Absolutnie zakochałem się w koncertach Julii Pietruchy w ciągu tych ostatnich dwunastu miesięcy. Jej twórczość nie była mi obca, ale dopiero w tym roku, po raz pierwszy podczas Orange Warsaw Festival, Julia wycelowała ze sceny w moje serducho strzałę Amora. Uczucie pogłębiłem latem podczas jej plenerowego występu w Toruniu. A potem ogłosiła na jesień/zimę wyjątkową trasę "Folk It! Tour!". Przearanżowane kompozycje, zmiana i uszczuplenie scenicznego składu, powrót do folkowych korzeni. Brzmiało to apetycznie. A gdy tylko ukazała się próbka tego, co ma się wydarzyć na trasie w formie zarejestrowanej wersji live utworu "In Me" - wiedziałem, że tego nie mogę przegapić! Choć przyznaję się, że im bliżej wyjazdu, tym bardziej zastanawiałem się, czy specjalny wyjazd do Gdańska nie jest zbytnim szaleństwem z mej strony. Dziś już wiem - było po stokroć wart! 

Po pierwsze, oczarowałem się miejscem. Można naprawdę Gdańszczanom pozazdrościć takiej pięknej i klimatycznej miejscówki jak Stary Maneż. Co prawda lekko zostałem zaskoczony organizacyjnie, ponieważ o mało nie zostałem wyproszony ze względu na "przemycenie" aparatu kompaktowego. No trudno, porobię zatem dla Was foty z komórki - pomyślałem i odniosłem ze skruszoną miną aparat do szatni. Nic z tego jednak nie wypaliło, gdyż pewna czujna pani biegała po całej sali, wyłapywała telefony w użyciu i skutecznie odwodziła śmiałków od próby rejestracji tego występu. Cóż, wolałem już nie mieć z nią drugiej styczności... Ale koniec końców... Okazało się, że bardzo tego potrzebowałem. Koncertu bez zastanawiania się, czy udało się strzelić fajną fotę, czy to już ten moment na nagrywanie itd. Może nawet zdałem sobie sprawę, że w ostatnim czasie brakowało mi w tym aspekcie umiaru. W końcu w 100% mogłem delektować się muzyką, a uwierzcie, że naprawdę było czym... 

Przez prawie dwie godziny dotykaliśmy prawdziwej muzycznej magii! Ze sceny biła taka dawka ciepła, że czułem się, jakby ktoś położył mi na sercu termofor. I to nie tylko w trakcie wykonywania kolejnych kompozycji. Pomiędzy padło sporo dowcipów, anegdot, które świetnie budowały przyjacielską atmosferę tego wyprzedanego wydarzenia. No ale ten prawdziwy klimat tworzył się oczywiście w momencie, gdy do głosu dochodziła muzyka. Intymna, spokojna, gwarantująca chwilę ukojenia, oddechu, relaksu. Istna przyjemność. No i jak to wszystko było przepięknie i kunsztownie wykonane. Wspaniale dobrany zespół. Marta Zalewska błyszczała obok Julii chyba najjaśniej. Niezwykle utalentowana i wszechstronna dziewczyna. Przygrywała na skrzypcach, wspomagała wokalnie, raz nawet wykonała solo na harmonijce ustnej, bodaj jeszcze pojawiły się przy niej cymbałki - cudownie. O Marcie na pewno jeszcze będzie głośno. Dziewczyny na scenie perfekcyjnie wspierali panowie: Jakub Jaźwiecki (wokal, gitary) oraz Michał Lamża (kontrabas, gitary, mandolina, stopa perkusyjna z walizki!). A Julia? Oczywiście w centrum tych wszystkich wydarzeń czarowała pięknym, czystym wokalem i od czasu do czasu chwytała za ukulele. A okazjonalnie nawet uroczo wygwizdywała melodie, korzystając z gwizdka. Płynął w niej strumień prawdziwej szczerości i radości z bycia na scenie. A do tego wszystkiego oszczędna, ale jakże klimatyczna scenografia i świetna gra świateł. Setlista była oczywiście wypadkową utworów z dwóch dotychczasowo wydanych albumów. Tu raz jeszcze muszę powrócić do utworu "In Me", przy którym na żywo poczułem prawdziwe wzruszenie i ciarki na plecach. Właściwie to ciarki były obecne przez cały ten koncert. Błogie i przepiękne zamknięcie tegorocznego sezonu koncertowego, które miło mnie nastroiło przed Świętami!

PS Po rozmowie z Julią wiem, że ta trasa będzie miała swój ciąg dalszy w przyszłym roku i można spodziewać się związanych z tym ogłoszeń kolejnych miast. Z całego serca polecam!   










Sylwester Zarębski
PM
30.12.2019


Polecane

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.