Podróże Muzyczne relacjonują: Lor w Toruniu (Kombinat Kultury, 23.10.2026) i Łodzi (Scenografia, 24.10.2026)!

/
0 Comments
Podróże Muzyczne relacjonują: Lor w Toruniu (Kombinat Kultury, 23.10.2026) i Łodzi (Scenografia, 24.10.2026)!


Podróże Muzyczne relacjonują: Lor w Toruniu (Kombinat Kultury, 23.10.2026) i Łodzi (Scenografia, 24.10.2026)!



O najdroższy Loruniu! 
Cóż to był za koncert w Toruniu! 

Dwudzieste dziewiąte z dziewczynami spotkanie, 
Znów to było pełne śmiechu i wzruszeń doznanie!

Forma zespołu jakże doskonała,
Pelemelowa atmosfera przewspaniała!

Kombinat Kultury został w pełni wyprzedany,
W środku żar taki, że aż dach rozgrzany!

Publiczność epicko rozśpiewana, 
Po uszy w zespole zakochana! 

Adam i Jacek ojcami tego sukcesu, 
Bez nich nie byłoby takiego koncertowego ekscesu! 

Dziewczyny jednak na pierwszym planie, 
Zasługiwały na nasze uznanie!

Jagoda imponująco prężyła muskuły, 
A jej wokal niezmiennie czarujący i czuły! 

Skiba za pianinem z uśmiechem od ucha do ucha,
Trafiały jej melodie w głąb mego ducha!

Błachuta skrzypcami barwne pejzaże kreśliła, 
Pani profesor ani razu pomylić się nie pomyliła!

Sumery gawędziarski talent nieprzebrany, 
Bas przez nią w pełni okiełznany!

Na pełną relację trochę czasu za mało, 
Bo dziś me serce w Łodzi znów z Lor będzie śpiewało!


Taki oto skromny wierszyk napisałem dzień po koncercie kochanego zespołu Lor (sami wiecie!) w toruńskim Kombinacie Kultury, w trakcie podróży pociągiem do Łodzi na... ich drugi koncert w Scenografii. To natchnienie nie było dziełem przypadku, lecz wynikało z iście euforycznych przeżyć. Tak, koncert w Toruniu okazał się spektakularnym sukcesem. A przyznam szczerze, że obawiałem się o frekwencję, bo w naszym regionie klubowe koncerty borykają się ostatnio z problemami w tej kwestii, a tu proszę – sold out! Właściwie nie wiem, skąd było we mnie tak mało wiary. Wszak przecież już w 2019 roku torunianie licznie stawili się, a potem zachwycali występem dziewczyn tuż po premierze debiutanckiego albumu "Lowlight" w Dworze Artusa. I trudno trochę w to uwierzyć, ale od tamtego wyjątkowego wieczoru omijały mnie kolejne powroty Jagody Kudlińskiej, Julii Błachuty, Pauliny Sumery i Julii Skiby do Torunia. Konkretnie dwa koncerty: w Klubie NRD sprzed dwóch lat oraz ten z czerwca tego roku na plenerowej scenie Przystani Toruń. Tamte terminy niefortunnie kolidowały mi z innymi planami, ale tym razem obiecałem sobie, że choćby się waliło i paliło, dotrę na ten jeden z ostatnich występów w ramach ery cudownego albumu roku 2026 "pele-mele". I jak na złość prawie straciłem grunt pod nogami... Wyjazd autem do miasta Kopernika opóźniła nagła awaria kanalizacji w domu, a potem, będąc już w trasie, trafiłem na ciągnący się żółwim tempem korek za pojazdem rolniczym... Wykrzyczałem wiele niecenzuralnych sformułowań... Na szczęście mimo tych kłód rzucanych pod nogi przez samo życie udało się ostatecznie dotrzeć na miejsce tuż przed godziną dziewiętnastą. W tym momencie na rozpoczęcie koncertu czekała już liczna grupa fanów, więc postanowiłem dla odmiany przecisnąć się z boku i podpierać ścianę pod prawym głośnikiem. Wszak skoro koncerty z tej trasy vibe'em nawiązują do nostalgicznych dyskotek szkolnych, to przecież jeden występ można było przeżyć właśnie z takiej perspektywy.
 

Z tym podpieraniem ściany to jednak nie do końca wypaliło, bo oczywiście pelemelowy scenariusz koncertu błyskawicznie porwał mnie do radosnego podrygiwania ciałem i zdzierania gardła. Zagrane na wstępie "na oścież" co prawda swoją liryczną warstwą mroziło znów krew w żyłach, ale już przekornie melodyjny hymn wszystkich pesymistów "wszystko jedno, wszystko źle" wydatnie rozgrzał nasze struny głosowe. Kolejne singlowe przeboje z ostatniego albumu, "jet lag" i "najgorsze restauracje" w połączeniu z entuzjastycznie przyjętymi kompozycjami "Trafalgar Square" (w trakcie której wróciłem wspomnieniami do mojej tegorocznej wycieczki do Londynu) i przełomowym w karierze Loru "Nikt" (zauważyłem, jak jedna fanka sygnalizowała swojej przyjaciółce, że po jej ciele przebiegają emocjonalne dreszcze) sprawiły, że temperatura w Kombinacie Kultury gwałtownie się podniosła, ocierając się o stan alarmowy. Jagoda nawet stwierdziła, że wskazany byłby tu wiatrak. I takowy chwilę później się pojawił, ale chyba zabrakło wolnych gniazdek elektrycznych, gdyż kariery scenicznej on nie zrobił. Niemniej tego wieczoru warto było głośno  wypowiadać swoje pragnienia i marzenia, bo one się urzeczywistniały. Ot, choćby w dalszej części koncertu, podczas jednej z licznych interakcji między publicznością a odpowiedzialną za żartobliwe przemowy (a żarty tego wieczoru bywały celne i wykraczające poza granice przyzwoitości – kto był, ten wie) Pauliną Sumerą, jeden z fanów wyraził ogólną potrzebę obecności krzeseł barowych na koncertach, by mieć lepszy widok na scenę. I dosłownie minutę później krzesło (co prawda zwykłe, ale jednak!) pojawiło się na sali za sprawą czujnej reakcji pana z obsługi technicznej klubu. Spełniły się również prośby fanów, którzy po wiosennej trasie pragnęli usłyszeć w setliście więcej piosenek z "Panien Młodych". I tak me serce ścisnęły wykonania czułej "Romantyczności" oraz poruszającej "Bombendy". Błagania o bisy również zakończyły się sukcesem: dynamiczne, pop-folkowe melodie "$hreka 2" oraz "uciekaj!" zwieńczyły ten wieczór z przytupem! 
 

Oczywiście w międzyczasie z zapałem przeżywałem pozostałe kompozycje wyselekcjonowane z ostatnich trzech albumów dziewczyn ("pele-mele" wybrzmiało rzecz jasna w całości!). Zaimponowała mi operowa skala wokalu Jagody w "obcym (1979)". Do tanecznych igraszek porywało "mario". Emocjonalne wykopaliska w poszukiwaniu blizn na sercu ponownie zapewnił "twój tata nie płakał". Znów miodną rozkoszą okazała się subtelniejsza wersja "mp3" z pięknym outrem Julii Błachuty na skrzypcach. Nostalgiczny żar wylewał się z "jak wtedy", które promuje wyświetlany w kinach film "Czas, który nie nadszedł". Dech w piersi zapierały wzruszające "płuca". Ostatnie, przewrotne wersy "my, artyści" śpiewał cały zespół (no prawie, bo perkusista Adam siedział za klatką, ale gitarzysta Jacek nadrabiał za niego) z siłą, która wprawiła ściany w drżenie. Z kolei "Fanfiction" przywołało wspomnienie mojej reakcji na widok własnego imienia i nazwiska na liście podziękowań na płycie "Lowlight" – ta sytuacja miała miejsce właśnie w toruńskim Dworze Artusa. "PAM PAM PAM" o stadionowym rozmachu poprzedziła zabawna instrumentalna improwizacja Adama i Jacka (Ojcom Sukcesu ery "pele-mele" można było wybaczyć ten wybryk!), a w finale tej piosenki zaskoczyła teatralna inscenizacja, gdy Paulina odłożyła bas, zbliżyła się do Jagody,  chwyciła ją za ostentacyjnie wyciągniętą dłoń i symbolicznie pociągnęła ją na dno (I nagle Twoja silna ręka / Ciągnie mnie na dno)! Może to jeszcze nie jest poziom koncertowych sztuk wystawianych przez Rosalíę, ale przecież nie od razu Teatr Szekspira zbudowano.
 
 
A na zakończenie podstawowego seta najpierw zdzieraliśmy gardło przy wykrzykiwaniu tytułowych wersów "niczego nie rozumiem", tak głośno, że aż lewobrzeże Torunia zapewne nas słyszało, a następnie oddaliśmy się we władanie radosnej melodii nieszablonowej kompozycji "co-star"! La la la la la la la la la la la la niosło się aż do Bydgoszczy! 
 

Z racji swojego usytuowania bardzo często odwracałem się i wzrokiem obejmowałem całą wypełnioną po brzegi salę. No serce mi rosło jak na drożdżach na widok w pełni zaangażowanej publiczności! Te żarliwe śpiewy, bezbłędna znajomość tekstów, chęć nawiązywania interakcji z zespołem, radość wyrażana ekspresyjnym tańcem. Kombinat Kultury promieniował tego wieczoru zaraźliwą, pozytywną energią! Nawet jeśli czasami dziewczyny nokautowały emocjonalnymi tekstami.
 

Wady? No może faktycznie momentami nagłośnieniu brakowało odpowiedniej selektywności, na co zresztą zwracano uwagę z tłumu, ale to czysto techniczna kwestia. W moim przypadku nie wpływała ona na rosnącą z minuty na minutę euforię w sercu.

Oczywiście po koncercie nie zabrakło sympatycznego spotkania i pogaduch z uwielbianym girlsbandem! I wspólnego zdjęcia na słynnych schodach Kombinatu Kultury! Zdradziłem się przy tym przed dziewczynami, że za niecałą dobę widzimy się ponownie w Łodzi na jubileuszowym trzydziestym spotkaniu... 
 
 

I cóż to było za wystrzałowe świętowanie tej trzydziestki w łódzkiej Scenografii! Mimo wszystkich pozytywnych emocji, które wzbudził we mnie koncert w Toruniu, okazał się on zaledwie rozgrzewką przy atrakcjach, które czekały nas tego sobotniego wieczoru. 

Nie ma sensu oczywiście przywoływać całego przebiegu koncertu, który toczył się według tego samego setlistowego scenariusza co w Toruniu, ale jednak nie sposób było się nudzić i narzekać na powtarzalność. Nie z tym zespołem!
 

Duża w tym zasługa gościnnej obecności przyszłej gwiazdy Łódź Summer Festival (kto był, ten wie), czyli Patryka Pietrzaka! Swoją wokalną ekspresją i sceniczną charyzmą wzniósł na emocjonalne Himalaje wykonanie piosenki "twój tata nie płakał"! Dosłownie wkroczył na scenę jak po swoje i poderwał nas energicznymi gestami do wsparcia aranżacji tej kompozycji rytmicznymi oklaskami oraz chóralnym śpiewem. Wyraźnie emanował nadmiarem koncertowego zapału. Przekomarzanki od słowa do słowa z Pauliną Sumerą zrodziły nawet u tego łódzkiego artysty szalony pomysł crowdsurfingu. Co prawda następujący dalej zestaw nastrojowych piosenek "mp3", "jak wtedy" i "płuc" nie sprzyjał takim akrobatycznym popisom, ale wyzwanie zostało rzucone! W międzyczasie Patryk nawet rozgrzał się przed tą akcją, dołączając do nieoczekiwanego testu sprawności fizycznej, któremu zostali poddani wszyscy. A mianowicie każdy z członków zespołu prezentował dowód swej sprawności w postaci wykonanego przysiadu. Dziewczyny wypadły celująco, a Jacek z Adamem... No trochę oszukiwali, gdyż wspomagali się wspólnym podtrzymywaniem, ale niech im będzie, wszak trochę lat na karku mają i pewnie w kolanach strzyknęło. Zresztą mi też, gdy wraz z całą publicznością wykonałem zbiorowy przysiad. Pietrzak, tak jak wspomniałem, ponownie wtargnął na scenę i też dołączył do tej niecodziennej sytuacji.
 
 
Trzecią inwazję na scenę przypuścił w trakcie porywającego "$hreka 2". No szczerze, trochę nie wierzyłem, że gość zdecyduje się na ten crowdsurfing, ale żywiołowa atmosfera tego koncertu wyraźnie zadziałała na jego wyobraźnię i poniosła go! Nie spodziewałem się, że kiedyś doświadczę takiej spektakularnej akcji na koncercie Loru! Ba, jeszcze brałem w tym czynny udział, gdyż spod barierki chwytałem i unosiłem nad sobą Patryka! A potem ten łódzki Shrek już popłynął na fali rąk! Może kiedyś sam spróbuję powtórzyć ten wyczyn? Wszak tysiące koncertowych doświadczeń za mną, a na takie szaleństwo jeszcze się nie porwałem... Kto wie, kto wie... 
 

No dobrze, ja tu sporo o roli Patryka i scenach absolutnych z jego udziałem podczas tego koncertu w Scenografii, ale jednak trzeba przyznać, że forma dziewczyn była równie wyśmienita, by nie rzec monstrualna. Czerpały one mnóstwo namacalnej frajdy z tego kolejnego euforycznego pelemelowego występu! Z szerokim uśmiechem na twarzy obserwowałem sceniczną swobodę Julii Skiby za klawiszami, finezyjne pociągnięcia smyczkiem Julii Błachuty, nadekspresję i wokalne prężenie muskułów Jagody Kudlińskiej oraz skupioną i jak zawsze precyzyjną grę Pauliny Sumery na basie i syntezatorach. Girls power!
 

Pozytywna energia rozpierała też Jacka i Adama. Ten pierwszy pojawił się z gitarą na pierwszym planie podczas "PAM PAM PAM" i nawet Jagoda odstąpiła mu na chwilę swój mikrofon! Nie wiem, czym sobie na to zasłużył, ale sympatyczne to było! A Czort Adam? Nie tylko łomotał z gracją w bębny, ale dostał nawet pozwolenie na wyjście ze swojej klatki, by się ukłonić i zaprezentować swoją sylwetkę, do której pewnie niejedna fanka wzdychała. A wiemy już, skąd u niego taka szczupła forma. Ponoć ze względu na zbyt dużą ilość merchu  zmuszony jest do biegania za tour busem... No, takie żarty, żarciki towarzyszyły nam w Łodzi nieustannie! O sianiu zamętu z meczem piłkarskim już nie wspominając. 
 
 
Po ostatnich dźwiękach "uciekaj!" odwróciłem się w stronę towarzyszącego mi Podróżującego Kuby (piona!), wypuściłem powietrze z ust i rzuciłem tekstem w stylu: Na tych koncertach nie sposób się nudzić! No kocham występy dziewczyn za dostarczanie wielowymiarowych i barwnych emocji, ich autentyczność, zaraźliwą, podnoszącą na duchu energię,  pozytywne nastawienie fanów i te wszelkie nieprzewidywalne sceniczne sytuacje!
 
Dodam jeszcze tylko, że realizacja koncertu w Łodzi była bez zarzutu. Szkoda jedynie, że nie udało się namówić dziewczyn na zagranie "Mło(dości)", ale wymigały się od tego, jak tylko mogły, przebąkując coś o sztucznej (lorowej?) inteligencji. I może nawet dobrze, że akurat tego tematu Paulina dalej nie rozwijała – wtajemniczeni wiedzą, co mam na myśli...
 
 
Ach! I byłbym zapomniał: moja trzydziesta obecność na koncercie Loru została doceniona przez Paulinę i cały zespół ze sceny. To są momenty, które zawsze sprawiają, że rumieńce rozkwitają na mojej twarzy! No i jakby tego było mało, zdałem sobie sprawę, że przecież dobry miesiąc temu minęło dokładnie dziesięć lat od mojego pierwszego spotkania z Lorem podczas Soundrive Festival 2016! Wow! Kiedy to zleciało! Nie było od tamtej pory roku, w którym nie spotkałbym się z tymi przecudownymi i przezdolnymi istotami, i nie wyobrażam sobie, by kiedykolwiek miało się to zmienić! I już w tym momencie żałuję, że nie będę obecny w grudniu w Krakowie na finałowym koncercie ery "pele-mele" (jeju, jakże pokochałem atmosferę tych koncertów!), ale koncerty wzywa mnie kolejna wyjątkowa muzyczna miłość – Phoebe Bridgers! Na szczęście już niecierpliwie wyczekuję wiosny... Bo, drodzy fani Loru (pozdrawiam Was wszystkich!), będzie naprawdę na co czekać! I wiem, co mówię, ale szczegółów zdradzić jeszcze nie mogę... Choć co nieco wymknęło się Paulinie podczas wiosennego koncertu w warszawskiej Stodole, a nawet teraz w Toruniu. Część z Was zapewne nie będzie więc zaskoczona, ale szykuje się więcej atrakcji, niż moglibyście się spodziewać... I z tą nutką tajemnicy Was pozostawiam!
 
PS Kocham LOR!  


PS 2 Nagrania z obu koncertów znajdziecie na moim profilu na Instagramie! 

Fotorelacja

 Toruń

 

 Łódź

 
 
 
  

Sylwester Zarębski 
Podróże Muzyczne 
29.10.2026 


Polecane

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.