Festiwalowe zapowiedzi: Inside Seaside 2026!

/
0 Comments
 

Festiwalowe zapowiedzi: Inside Seaside 2026 



Już za nieco ponad miesiąc po raz czwarty ruszę w stronę Gdańska, by zanurzyć się w koncertowym szaleństwie Inside Seaside! 

Nie będę ukrywał – ta indoorowa impreza na dobre wkradła się do mojego festiwalowego kalendarza i nie wyobrażam już sobie listopada bez podróży nad morze i przemierzania hal Amber Expo w poszukiwaniu koncertowych doznań, które ubarwią ten szarobury okres późnej jesieni. I do tej pory nigdy się nie zawiodłem!  

Mimo różnej line-upowej jakości wszystkie poprzednie edycje zostawiły po sobie całą masę świetnych wspomnień, koncertowych zachwytów, fascynujących odkryć i momentów, które do dziś wywołują u mnie szeroki uśmiech. Czy Inside dowiezie po raz kolejny? Nie ukrywam, że, podobnie jak to miało miejsce przy zeszłorocznej odsłonie, spojrzenie na tegoroczny plakat nie wywołuje iskierek ekscytacji, ale zarazem jestem przekonany, że ta edycja obroni się ostatecznie poziomem poszczególnych koncertów. Niektóre wyczekuję bardzo szczególnie...   

Przede wszystkim doczekam się wreszcie pierwszego spotkania z The Streets! No i jakby tego mało, formacja dowodzona przez Mike'a Skinnera wykona kultowy album "A Grand Don’t Come For Free" w całości! To będzie wyjątkowa okazja, by zapoznać się z tą fascynującą lekturą od pierwszej do ostatniej piosenki! Obowiązkowa żywa lekcja muzyki! I znając żywiołowe oblicze koncertów The Streets z wielu nagrań – nudy nie będzie! 
 
 


Skoro już o headlinerach mowa, to czekam również na kolejne spotkania z Jessie Ware i Editors. Do twórczości uwielbianej przez polską publiczność brytyjskiej piosenkarki przez lata miałem dość ambiwalentne odczucia, ale dwa lata temu podczas Way Out West swym genialnym koncertem sprawiła, że biłem przed nią pokłony. Tak zresztą wspominałem tamten występ na blogu: 

Jessie Ware na Way Out West okazała się królową disco popu! Jej występ ocierał się wręcz o festiwalową wybitność! Mimo iż brytyjska piosenkarka ma w swojej dyskografii rozczulające ballady, to tym razem postawiła na repertuar złożony z wyłącznie samych tanecznych bangerów z jej dwóch ostatnich wysoko ocenianych płyt "That! Feels Good!" i "What's Your Pleasure?". I cóż to było za show! Jessie towarzyszył fantastyczny zespół, dwuosobowy ekspresyjny chór i dwójka niesamowitych tancerzy, którzy swoimi wygibasami znacząco podnosili temperaturę wrażeń. A ta przekroczyła normę już od pierwszego kawałka "That! Feels Good!", taneczne wibracje przejęły całkowicie władzę nad mym ciałem przy "Pearls", ekscytująco wypadł klubowy singiel "Lift Up" nagrany z Romy, o rozmarzone podrygi zadbała tęskna linia melodyczna "Spotlight", a serce z klatki piersiowej do tańca porywało "Mirage (Don't Stop)". Ale to finał złożony z trzech piosenek tak naprawdę skradł nasze serducha. Najpierw Jessie nauczyła nas sympatycznego układu w trakcie "Beautiful People", dalej porwała nas do entuzjastycznych podskoków i śpiewów za sprawą coveru "Believe" Cher, schodząc przy tym do pierwszych rzędów, a na zakończenie pocisnęła rozbudowaną wersję "Free Yourself", przy której można było już całkowicie się zatracić w swobodnym tańcu! Cóż to była za koncertowa przyjemność! Topka!  

Liczę na powtórkę tamtych doznań, tym bardziej że w wydanym w tym roku albumie "Superbloom" kiełkuje znów koncertowy potencjał. A i halowe warunki z pewnością będą tu dodatkowym atutem tego występu królowej Jessie Ware! Przygotujcie się na solidne taneczne harce, Podróżujący!  
 
 


Z Editors to będzie już moje czwarte spotkanie! Wyśmienicie przed laty rozgrzali mnie przed koncertem Blur na Open'erze w 2013 roku, a pięć lat później dorwałem ich na jeszcze lepiej wspominanym solowym koncercie w Poznaniu. Oto fragment ówcześnie towarzyszących mi emocji: 

Editors na żywo są fenomenalni!  Nawet jeśli ktoś nie zna ich twórczości, nie rozumie fenomenu, to powinien z czystej ciekawości choć raz zobaczyć ich w koncertowym wydaniu. Ich siła rażenia bywa powalająca. Ale nie leży ona tylko w bardzo pięknych, żywiołowych, stadionowych kompozycjach. Ba, myślę, że Editors nie osiągnęliby tylu sukcesów, gdyby nie Tom Smith. Jego fantastyczny, głęboki wokal, umiejętność ekspresyjnego wczucia się w koncert, gesty, mimika twarzy - absolutne mistrzostwo! Momentami miałem wrażenie, że Tom nawiązuje ze mną bezpośredni kontakt wzrokowy i śmiem zaryzykować stwierdzenie, że nie byłem w tym odczuciu odosobniony. W jego zachowaniu było trochę szaleństwa, które przekładało się na żywiołowe reakcje publiczności (aczkolwiek, odniosłem wrażenie, że poznańska publiczność dała z siebie trochę mniej energii niż Tom na scenie, zabrakło im takiego zbiorowego odlotu). Z czystym sumieniem mogę zakończyć tę relację stwierdzeniem, że koncerty Editors to gwarancja dobrej zabawy! 
 
Co prawda w 2023 roku na Open'erze ewidentnie przytrafił im się gorszy dzień, ale niemniej przyzwoity poziom utrzymali. Tym razem powinni dotrzeć do nas w pełni sił (w regularną trasę ruszają dopiero w przyszłym sezonie z kolejnym u nas przystankiem w warszawskiej Stodole 10 lutego), a dodatkowo przywiozą ze sobą świeżutko wydany album "Surface, Echo & Sound" (premiera 30 października), z którego pierwsze single są niezwykle smakowite, rasowo gitarowe i obiecujące! No i nie zabraknie z pewnością też największych przebojów! Nie mogę znów doczekać się wspólnotowego wyskakania "Papillon"! 
 
 

 
Zestaw czwórki headlinerów zamykają niepokorni Kneecap! No to już będzie czwarty koncert tej muzycznej irlandzkiej sensacji w naszym kraju na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Zderzałem się z ich brutalnie szczerą, polityczno-społeczną hip-hopową twórczością podczas zeszłorocznego OFFa i tegorocznego Open'era. No nie jest to moja bajka, choć już przy tym drugim spotkaniu wir wytworzonej energii pod Tentem zaczął mnie ku własnemu zdumieniu nieco wciągać. Istnieje niebezpodstawna obawa, że kumulacja ich siły w zamkniętym pomieszczeniu może rozsadzić Amber Expo! Choć zasadne też jest pytanie, czy ich częstotliwość wizyt nie pozostanie bez wpływu na pewny przesyt wśród odbiorców. Przekonamy się już niedługo! 
 
 


Nie samymi headlinerami Inside Seaside stoi! Ba, wśród kolejnych zagranicznych perełek kryje się mój faworyt do najlepszego koncertu tej czwartej edycji Inside Seaside: Maruja! Do trzech razy sztuka! Tak, zagrali u nas iście brawurowo podczas OFF Festivalu w 2024 roku, ale niestety z absencją kluczowego w ich brzmieniu saksofonisty. Pech towarzyszył im również podczas drugiego przyjazdu do naszego kraju. W marcu tego roku mieli zagrać także w Gdańsku podczas festiwalu Jazz Jantar, ale niestety ich instrumenty zostały zagubione przez linię lotniczą i ostatecznie skończyło się tylko na DJ secie... Trzymam kciuki, by tym razem dotarli do nas już bez żadnych przygód i zaprezentowali swoje rewelacyjne kompozycje z ubiegłorocznego albumu "Power to Pain" (w moim Top 3 debiutów 2025!) Bo tu się iskrzy potencjał na najbardziej intensywną i szaloną gitarową, post-punkową rozróbę podczas tego weekendu! Nie mam właściwie co do tego nawet cienia wątpliwości! Ten koncert powinien zostać z nami na dłuuugo! Być może także w formie siniaków na ciele...   
 
 


Czarnym kozł... koniem tegorocznej edycji może okazać się także występ szwedzkiego kolektywu GOAT! Nigdy wcześniej ich na żywo nie widziałem, ale relacje innych znajomych napawają nadzieją na nietuzinkową i barwną podróż po psychodelicznych obrzeżach muzycznych gatunków z całego świata! No i z pewnością będą najpoważniejszymi kandydatami do tytułu najlepszego scenicznego wizerunku tej edycji Inside Seaside! Ciekawość aż mnie zżera, jak kozioł kiszonkę. 
 
 


Niezmiernie cieszę się z powrotu przesympatycznych hiszpańskich dziewczyn z zespołu Hinds do Gdańska po 10 latach! Okej, już co prawda nie w tym samym składzie, bo formację obecnie tworzą tylko Carlotta Cosials i Ana García Perrote wspierane na scenie przez koncertowych muzyków, ale niemniej nieustannie dostarczają na kolejnych albumach dawkę pozytywnego, energicznego garage-, alt- indie-rocka! No obserwuję je uważnie od koncertu w 2016 roku w ramach świętej pamięci Soundrive Festival, na myśl o którym na policzkach mych pojawiają się rumieńce. Tak zresztą opisywałem tamto spotkanie z Hinds na blogu: 

Ogniste Hiszpanki z Hinds w tym roku wędrują po całym świecie i na każdym kroku podbijają serca publiczności. Nie inaczej było i u nas! Nie dość, że to piękne dziewczyny, to jeszcze do tego całkiem sprawnie poczynają sobie na scenie (jakiś czas temu zarzucano im, że warsztatowo jest słabo - dziś można o tych opiniach zapomnieć). One wręcz bawią się muzyką na scenie! Buzia mi się sama uśmiechała. W ich podejściu do wykonywania muzyki na żywo można naprawdę się zakochać. Luźno, garażowo, optymistycznie, zabawnie. Nawiązały do tego znakomity kontakt z publicznością  Indie-rockowe party! Miałem wrażenie, że wytworzyła się niesamowita chemia między publicznością a sceną. Na początku tego roku podjąłem się krótkiej recenzji ich debiutanckiej płyty, tym bardziej cieszył mnie fakt, iż niemalże wszystkie oczekiwane przeze mnie utwory zostały zagrana na żywo. Utwory takie jak "Garden", "Bamboo", "Easy", "San Diego" czy "Chilli Town" skutecznie skłaniały całe ciało do szalonego tańca. A wykonywany jako ostatni, cover "Davey Crocket" to już czysta eksplozja szaleństwa i radości! Tych dziewczyn nie sposób nie polubić. Tym bardziej, że niemalże od razu po występie, spotkały się fanami pod sceną. Oczywiście skorzystaliśmy z tej okazji. Udało się spotkać, przybić muzyczną piątkę i zrobić wspólne fotki z uroczą Carlottą Cosials

W międzyczasie wdziałem je także na Primaverze w 2025 roku: 

Dziewczyny emanowały zaraźliwą pozytywną aurą, sceniczną zuchwałością i z promiennymi uśmiechami na twarzach dzieliły między siebie wokalne zadania i wyprowadzane gitarowe riffy. Były przy tym wspierane przez równie świetnie bawiące się na scenie i dowożące instrumentalnie basistkę i perkusistkę, zachowując ten czteroosobowy żeński kręgosłup zespołu. Choć zrozumiałe, to delikatnie mi było szkoda, że skupiły się głównie na dwóch ostatnich albumach, bo z chęcią usłyszałbym bliskie memu sercu również kompozycje z debiutanckiego "Leave Me Alone", ale niemniej wybrany repertuar piosenek bronił się na żywo swą witalnością i potencjałem porywania do radosnego podrygiwania. W dodatku dziewczyny dorzuciły jeszcze zaskakujący rockowy cover "Girl, so confusing" Charli XCX i już bardziej znaną ich fanom wersję "Spanish Bombs" The Clash. Zaciesz był i oto chodziło!    

No i liczę, że znów zapłonę z emocji! Chociaż szkoda, że nie grają na kameralnej UpStage, bo mam delikatne obawy, że na Theatre Stage nieco ta ich energia będzie za bardzo rozproszona. Ale może będę się wycofywał z tych słów w relacji po festiwalu. Oby! 
 
 


No i jeszcze z zagranicznych gości Hermanos Gutiérrez! Duet braci Alejandro i Estevana miał dotrzeć do Gdańska już w zeszłym roku, ale wówczas ten booking nie doszedł do skutku. Ja z kolei miałem tę przyjemność przeżywać ich występ na Way Out West: 

Panowie ubrani w charakterystycznym nieco westernowskim stylu (Estevan w kapeluszu z szerokim rondlem i z włosami zaplątanymi w warkocze, Alejandro w czarnej skórzanej kamizelce) usiedli na krzesełkach, chwycili za gitary, a za nimi w tle wyświetliło się klimatyczne logo. Bez zbędnego wstępu zabrali się od razu do dzieła – posyłania w naszą stronę pejzażowych instrumentalnych dźwięków, które przenosiły nas w oniryczne, pustynne, południowoamerykańskie krajobrazy skąpane w zachodzącym słońcu. Finezyjne gitarowe arrepagia, grooviaste loopy, szybujące slide'y, latynoskie rytmy, surf rockowe fale przyjemności kołysały ciałem i wprowadzały w stan czystego, popołudniowego relaksu. Kolejne kompozycje przywoływały mi wspomnienia z przemierzania Dzikiego Zachodu w kultowych grach Red Dead Redemption i jeśli kiedyś powstanie trzecia odsłona tej serii, to twórczość Hermanos Gutiérrez o tym wręcz filmowym rozmachu idealnie wpasowałaby się w jej soundtrack.

Z pewnością czeka nas niezwykle klimatyczny i immersyjny występ wzbogacony o kompozycje z ich świeżego albumu "Los Ojos Del Cóndor", który z ich strony  jest swoistym listem miłosnym do Ameryki Południowej. Warto dać się porwać i razem z nimi wyruszyć w tę muzyczną podróż!
 
 


No i jeszcze oczywiście zestaw polskich artystów! O ile przy tym zagranicznym czuję pewien niedosyt (bardziej ilościowy niż jakościowy), to w tym przypadku jestem w pełni usatysfakcjonowany. Ba, do tego poziomu, iż nawet po ujawnieniu rozpiski pojawiły się bolesne clashe i już wiem, że wszystkich interesujących występów nie zdołam zobaczyć. 

Szczególnie czekam na koncert łódzkiej rockowej formacji Snakes Snakes Snakes, która w zeszłym roku porwała mnie występem na Great September, a ostatecznie ich debiutancki album "Syk" okazał się moim ulubionym polskim debiutem 2025! Bądźcie gotowi na sssoczyste gitarowe ukąszenie!
 
 

 
Idąc tym tropem mych zeszłorocznych wyróżnień, to oczywiście nie mogę przegapić kolejnego spotkania z Kathią i cudownymi piosenkami z jej albumu "Nie chcę być tu sama", który był mym polskim ukochanym wydawnictwem w poprzednim roku! 
 
 

 
No i także Wiraszko ze swoim świetnym solowym debiutem "Tak młodo się nie spotkamy" jest w czołówce moich wyczekiwanych polskich koncertów, nawet jeśli tuż przed Inside Seaside spotkam się z nim na koncercie w Toruniu (nic jeszcze nie przesądzone, ale wielce prawdopodobne). Po prostu takiej dobrej gitarowej muzy nigdy za dużo! 
 
 

 
W składzie również: Zalewski, Voo Voo, Dobrawa Czocher, Mela Koteluk, Acid Sitter, Ciśnienie, Variete, Marysia Osu, WaluśKraskaKryzys, Jakub Skorupa, Spoiwo, Hańba! Hioba Dylana! Niezmiennie organizatorzy zacnie mieszają ze sobą młodą polską muzyczną krew i scenicznych wyjadaczy. 

Ale koncerty to przecież tylko część tego, co Inside Seaside przygotowuje dla swoich gości. Tradycyjnie nie zabraknie pokazów filmowych, strefy rozmów Radia 357, Kulturalnej Kawiarni, wernisaży, wystaw, foodhallu, Świetlicy, czy też przestrzeni 100czni na wyjeździe.  

To będzie z pewnością fantastyczny weekend wypełnioną dobrą muzą, ciekawymi aktywnościami oraz, mam taką nadzieję, spotkaniami z Wami Podróżujący pod scenami! 

Na zachętę polecam jeszcze moje wrażenia i relacje z poprzednich wizyt: 
 
Szczegółowe informacje o tegorocznej edycji Inside Seaside znajdziecie na oficjalnej stronie festiwalu.

A poniżej prezentuję jeszcze rozpiski z oznaczeniem mojego wstępnego planu oraz podrzucam festiwalową playlistę!  
 





 
 
Sylwester Zarębski 
Podróże Muzyczne 
03.10.2026


Polecane

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.