AKTUALNIE W GŁOŚNIKACH: MARZEC 2026

/
0 Comments



Ależ to był obfity w muzyczne premiery miesiąc! Oczywiście wszystkie musiały ostatecznie ustąpić miejsca w moich głośnikach czwartemu albumowi "pele-mele" kochanego zespołu Lor (samo wiecie!), ale mimo wszystko kilka naprawdę zacnych pozycji dla Was wyróżniłem. Pełen epickiego rozmachu i ujmującej dramaturgi album Raye, bajeczny debiutancki album Youth Novels, najlepsza od lat płyta Jamesa Blake'a, ujmujące trzecie dzieło Snail Mail, electropopowe szaleństwa Robyn, intymny Ralph Kaminski na swojej czwartej autorskiej płycie, piorunujący debiut Chalk, potliwie taneczny pierwszy krążek od Fcukers, rozkwitające dziewczyny z Florence Road na drugiej EP-ce, fascynująca chemia duetu Witch Post na ich drugim minialbumie oraz Anna Calvi w duetach z nietuzinkowymi artystami!
 
Nie będę ukrywał – wielu głośnych premier nawet nie zdążyłem przesłuchać, a nie wszystkim albumom poświęciłem tyle czasu, na ile zasługiwały (zwróćcie uwagę na listę dodatkowych wyróżnień). Mimo to jestem bardzo usatysfakcjonowany tym zestawieniem! Oczywiście polecam też single, wyróżniam wybrane ogłoszenia, przypominam o opublikowanych na blogu relacjach koncertowych i – jak co miesiąc – proponuję playlistę do odsłuchu.
 
Zapraszam!  


ALBUMY

 

LOR – "PELE-MELE"



Uwaga! Na potrzeby Aktualnie w Głośnikach przygotowałem poniżej bardziej tradycyjną i skróconą formę polecajki najnowszego albumu zespołu Lor, ale przede wszystkim zachęcam Was do lektury moich poetyckich pelemelowych wrażeń i interpretacji w osobnym wpisie na blogu w nieco zakurzonym dziale recenzji!
 

Przy pierwszym odsłuchu, niesiony jeszcze koncertową adrenaliną po występie Cheap Tobacco w Toruniu i nieukrywaną euforią z racji niecierpliwego wyczekiwania tego czwartego albumu uwielbianego przeze mnie krakowskiego girlsbandu Lor (sami wiecie!), ta folk-popowa, dopracowana, niebanalna, barwna, rozkoszna, natchniona klimatem popkultury późnych lat 2000 produkcja "pele-mele", sprawiała, że unosiłem się na krześle! Ba, przy oryginalnych "refrenach" utrzymanego w klimacie twórczości Abby "co-star" aż zanosiłem się śmiechem i wprost nie mogłem uwierzyć, co te dziewczyny najlepszego nawyrabiały! Tylko one mogły zdobyć się na taką formę dekonstrukcji struktury piosenki i jeszcze się z tego wybronić! Ten zabieg z szyderczą telefoniczną wypowiedzią Jagody w stronę byłego partnera, który nie zasłużył na refren – niebywale jadowity i uszczypliwy! Zresztą zwrotki również zawierają kąśliwe wersy... Oj, ktoś tu bardzo sobie nagrabił w życiu! Rozbrajający feeling tej piosenki w finale podgrzewa jeszcze stadionowe, chóralnie wyśpiewane La la la la, które wyśmienicie się sprawdza na koncertach! Dziewczyny wprost stworzyły swoje coldplayowskie Ooo ooo ooo z "Viva La Vida". I choć wypływa z tego albumu właśnie taka niemal wszechobecna przebojowość, to nie sposób jednak ostatecznie tego dzieła określić mianem poptymistycznego...  

Kolorowa okładka, wewnętrzna euforia i miodne dla uszu wielowarstwowe aranżacje w pierwszym kontakcie odciągnęły moją uwagę od warstwy lirycznej, ale gdy tylko ta przy kolejnych odsłuchach zapukała już do wrót mojego serca i otworzyłem je na oścież... No właśnie, otwierająca ten album dynamiczna piosenka "na oścież" okazała się lirycznie skrytobójczym emocjonalnym sztyletem wbijanym powoli w sam środek mego serca. Może przejdzie, jeśli trochę odpocznę / Dobrze móc czasami otrzeć się o śmierć. Konfesyjna liryka o straconych szansach, zaniedbanych relacjach, złamanym sercu, bezowocnym poszukiwaniu nowej miłości i trudach budowania dorosłego życia rozdziera od środka i dusi. 
 
A takich bolesnych ciosów ten krążek zadaje znacznie więcej! W gorzkiej refleksji o toksycznej męskości i skomplikowanych relacjach na linii ojciec-syn pogrąża kompozycja "twój tata nie płakał" z gościnnym szorstkim wokalem Patryka Pietrzaka. Piosenka zresztą inspirowana życiowymi doświadczeniami tego łódzkiego artysty, który sam dopisał od siebie jedną zwrotkę. Niemniej oczywiście wszelkie liryczne laury powinny spływać do Pauliny Sumery, gdyż jej poetyckie i emocjonalnie zawiłe teksty po prostu potrafią odbierać dech w płucach, czego choćby nieustannie doświadczam podczas przeżywania poruszającej, z katartycznym instrumentalnym porywem, finałowej ballady... "płuca". Coldplayowskie, jakby wyjęte z ery "Ghost Stories", "mp3" niesie zaś w sobie potencjał do uzupełnienia soundtracku melancholijnych samotnych podróży autobusami/tramwajami. Chwytliwe, popowe, syntezatorowe "wszystko jedno, wszystko źle" mimo radosnej aury, fundamentalnie stanowi jednak hymn wszystkich pesymistów (Nastawiam się na deszcz i na niezręczność / że gdzieś się potknę, że gdy zadzwonię, nie odbierzesz). Mocno utożsamiam się z tym kawałkiem, gdyż najczęściej również zakładam – i zazwyczaj niepotrzebnie – najgorsze scenariusze przy swoich życiowych planach. A skoro mowa o najgorszych... Nie, nie. Na "pele-mele" nie ma słabych momentów. Jest za to kolejna chwytliwa piosenka "Najgorsze restauracje" – osadzona w pulsującym, rozbrajająco czułym rytmie, subtelnie przejmująca opowieść o rozstaniu, w której melancholia splata się z delikatną ironią. Z kolei o trudach budowania i nawiązywania partnerskiej relacji błyskotliwie opowiada brawurowa kompozycja "Obcy (1979)". Nawet najbardziej porywające na taneczny parkiet, szturmujące mainstreamowe radia hity "jet lag" i "mario" skrywają pod sobą czułe i melancholijne liryczne uniesienia. Powtórzę: kto jak kto, ale Paulina Sumera to potrafi pisać piękne teksty! Zresztą dokładnie takim wyrażeniem lirykę z piosenki "jak wtedy" w odpowiedzi na propozycję featu skwitował inny mistrz słowa – Błażej Król!

No właśnie! Mam tu ikoniczny z mojej perspektywy crossover Loru i Króla! I jeju, jaka to jest cudnie szepcząca piosenka o nostalgii! Splecione ze sobą w refrenie wokale Jagody i Błażeja brzmią tak niezwykle harmonijnie, jakby były wprost od zawsze stworzone dla siebie! Ta kolaboracja naprawdę mnie wzruszyła, bo tak jak dziewczyny z Loru, tak też Król od lat jest w topce moich ulubionych artystów z polskiego podwórka. Co za historia!

Co mogę więcej powiedzieć? "Pele-mele" to dla mnie już w tym momencie cudownie rozkoszny, przebojowy, a zarazem emocjonalnie skrytobójczy, ściskający za gardło i serce, niebywale dojrzały w swojej sad folk-popowej koncepcji album roku 2026! 
 
Melodie tworzone na pianinie przez Julię Skibę – czarujące i porywające! Wokale Jagody Kudlińskiej – krystaliczne, zjawiskowe, anielskie, balsamiczne! Kluczowe dla utrzymania folkowego uroku w tym bardziej popowym obliczu Loru  partie skrzypiec Julii Błachuty – finezyjne! Teksty Pauliny Sumery – mistrzowska poezja! I jeszcze doceniam drobiazgowo wyszlifowaną produkcję tego albumu, za którą odpowiadali w poszczególnych utworach panowie Jeremiasz Hendzel, Arek Kopera, Piotr Madej (Patrick The Pan) i Olek Boroś. Mimo współprac z aż czterema producentami – piosenki z "pele-mele" wybrzmiewają niezwykle spójnie i czujne ucho wyłapie tu sporo fajnych detali i niebanalnych rozwiązań. Najbardziej kluczowy jest jednak ten kontrast miedzy formą a treścią, między taneczną beztroską a melancholijną ucieczką, między ironicznym uśmiechem a maską zmęczenia, między nadzieją a rozczarowaniem, między miłością a samotnością. W tych sprzecznościach ukrytymi za filtrem popowej beztroski i między wierszami tkwi największa siła tego wspaniałego albumu.
 



        RAYE – "THIS MUSIC MAY CONTAIN HOPE"


         
        Drama Queen powróciła z drugim albumem "This Music May Contain Hope"! Zgodnie z oczekiwaniami jest to dzieło ambitne, epickie, pełne dramaturgicznego rozmachu i teatralnej nadmiarowości, która... Potrafi aż przytłoczyć przy pierwszym kontakcie, ale mimo wszystko warto wciągnąć się – najlepiej kilkukrotnie – w tę autoterapeutyczną i koncepcyjną podróż wraz z Raye.
         
        Czego tu nie ma: atrakcyjne jazzowe aranżacje ("I Hate The Way I Look Today.") , porywający neo-soul ("Beware.. The South London Lover Boy."), ciepełko klasycznego soulu ("Goodbye Henry." z AI Green, "Happier Times Ahead."), filmowe orkiestracje ("I Will Overcome.", "I Know You're Hurting.", "Click Clak Symphony" z Hansem Zimmerem, "Nightingale Lane."), zaskakujący klubowy puls nocnego parkietu ("Life Boat."), poruszający gospel ("Fields" z Grandad Michaelem), euforyczny pop ("WHERE IS MY HUSBAND!", "Joy." z udziałem młodszych sióstr Ammy i Absolutely), bujający funk ("Skin & Bones.") i wiele innych muzycznych wymiarów! W centrum tych różnorodnych gatunkowych warstw lśni emocjonalna wrażliwość, autentyczność i przede wszystkim kosmiczna skala wokalnych możliwości Raye. Słychać i czuć, że, niezależnie od obranej stylistyki, w każdy utwór włożyła całą siebie. Pasjonujący album, który zostanie w mych myślach już do końca roku i przywołuje cudowne wspomnienia z jej epickiego koncertu w łódzkiej Atlas Arenie! 
         




        JAMES BLAKE – "TRYING TIMES"

         
         
        Po kilku odsłuchach siódmego albumu – a pierwszego wydanego samodzielnie bez pomocy wytwórni – Jamesa Blake'a "Trying Times" nie mam wątpliwości, że to moje ulubione dzieło tego kreatywnego producenta i fenomenalnego wokalisty od czasu głębokiego zachwytu nad albumem "Assume Form". Wszystko to, co pomiędzy tymi premierami wydawał Brytyjczyk, nie do końca trafiało w moją wrażliwość. Na "Trying Times" James Blake swój twórczy eklektyczny i wielowymiarowy wszechświat minimalizuje do eksploracji stonowanego, ciepłego, alternatywnego R&B z domieszką upiornej, przestrzennej elektroniki. To materiał, który zachwyca swoimi szczegółami:  nastrojowymi syntezatorami, smyczkami, fortepianem, hipnotycznymi rytmami oraz niepowtarzalnym falsetem Blake'a. Melancholijną i ponurą atmosferę buduje również introspektywna warstwa liryczna. James ucieka przed chaosem i światem w ogniu, kurczowo chwytając się miłosnych uczuć, które również kruszeją i rozmywają się w erze wszechobecnej cyfryzacji. 
         
        Mimo wszystko wciąż w Jamesie tli i przebija się wiara w ludzkie emocje i kreatywność ("Make Something Up") i pozostawia nas z przesłaniem, by nie zaprzestawać marzyć ponad miejsce, z którego człowiek wyrasta w jednym z najpiękniejszych albumowych finałów ostatnich lat – "Just A Little Higher". Takich pięknych momentów na tym krążku jest oczywiście zdecydowanie więcej na czele z kluczowym singlem "Death of Love" z próbką Leonarda Cohena "You Want It Darker". Znakomity, wysmakowany album!   
         



        SNAIL MAIL – "RICOCHET"



        Nie będę ukrywał – mam słabość do Lindsey Jordan, która rozkwitła zwłaszcza przy jej drugim melodramatycznym albumie "Valentine". Doczekał się on nawet na blogu osobnej recenzji i wpadł na podium ulubionych zagranicznych dzieł z 2021 roku. Na swoim trzecim albumie "Ricochet" Snail Mail nie doskakuje do poziomu tamtego materiału, ale zarazem czuć, że nie takie były intencje. Celowo Lindsey spuściła z ambitnego tonu i dostarczyła nam po prostu oddychający pełną piersią, otulający ciepłymi alt-rockowymi melodiami, czarujący klimatem lat 90., wzbogacony smyczkowymi i dętymi pejzażami album. Wciąż jednak niestroniący od przepracowywania trudnych, osobistych emocji wyśpiewanych przejmującym wokalem, ulegającym jednakże chwilom czystej radości (świetne Ah-ah, yeah-yeah, yeah-yeah w "My Maker"). Tyle i aż tyle! 
         
        Snail Mail nieustannie szlifuje swój niezaprzeczalny muzyczny talent, smykałkę do snucia pięknych opowieści i wciąż poszukuje artystycznej pewności siebie, a ten trzeci album to z jej strony kolejny bardzo dobry ewolucyjny krok w stronę pełnej dojrzałości i swobody twórczej, w której forma przestaje ograniczać emocje, a zaczyna im po prostu towarzyszyć. "Ricochet" nie próbuje być wielkim manifestem ani kolejnym przełomem – to raczej zapis chwili, w której artystka pozwala sobie odetchnąć, złapać balans i zaufać własnej intuicji. I choć nie ma tu aż takiego ciężaru emocjonalnego i gatunkowego jak na "Valentine", jest coś równie cennego: lekkość, autentyczność i poczucie, że Lindsey Jordan wciąż ma przed sobą ogrom przestrzeni do odkrycia. Z przyjemnością będę wracał do tego krążka! 
         


         

        RALPH KAMINSKI – "GÓRA"



        Jeśli ktoś spodziewał się, że po barwnym i ekstrawaganckim "Balu u Rafała" Ralph Kaminski wpadnie już na dobre w nurt poptymizmu, to czwarty autorski album raczej... no może nie rozczaruje, ale z pewnością wzbudzi odmienne, a może nawet skrajne emocje. Artysta z Jasła bowiem domyka dekadę swojej twórczości powrotem do muzyki bardziej intymnej, subtelnie teatralnej, pogrążonej w smutku, bólu straty i szarych barwach, stycznej w wielu fragmentach z jego debiutanckim albumem "Morze". Jako wielbiciel tamtego dzieła – totalnie powrót do takiego zagłębionego w refleksji i melancholii oblicza Ralpha ujmuje me serce. 
         
        Już przedpremierowym koncertem w Toruniu na Jordankach kruszył me serce i zaprosił na wspinaczkę ku szczytowi smutku. Jasne, jest na tej płycie delikatny nadmiar ckliwych fragmentów, emocji wyśpiewanych może nie zawsze wyszukanymi poetyckimi frazami, melodii i instrumentalnych aranżacji, które nie cechują się chwytliwością i nie szukają fajerwerków (wyjątek stanowi bardziej taneczne i optymistyczne "Nie bój się na zapas!"), ale z drugiej strony czuć, że ten materiał powstał na bazie autentycznych i bezpośrednich przeżyć. I szanuję Ralpha, że muzycznie popłynął nurtem swojego serca, pod prąd mainstreamu i być może oczekiwań fanów, zwłaszcza tych, którzy zafascynowali się erą "Balu u Rafała".   
         



        ROBYN – "SEXISTENTIAL" 



        Przyznam się szczerze, że prócz sztandarowej kompozycji "Dopamine" pozostałe single zapowiadające nowy album królowej electropopu totalnie mi nie siadały. Jednak w całości ten niespełna trzydziestominutowy broni się znakomicie i oddaje królowej to, co królewskie! Robyn zabiera nas w podróż pędzącym statkiem kosmicznym na kursie kolizyjnym z ziemią, którego wnętrze pulsuje od odurzających refrenów, błyszczących syntezatorów, euforycznych bitów i wokalu emanującego kobiecą siłą i samoświadomością własnych walorów. W obliczu egzystencjalnej katastrofy szwedzka ikona popu proponuje nam to, za co od lat ją uwielbiamy – taniec w świetle miłości, radości i zmysłowości. 

         
        ➖ 
         

        DEBIUTY


        YOUTH NOVELS – "KAMAKURA"



        Wyczekiwany od dziesięciu lat debiutancki album "Kamakura" duetu Youth Novels to propozycja nie do odrzucenia dla wrażliwych osób spragnionych kojących, eterycznych, subtelnych, niespiesznych muzycznych opowieści! 
         
        Piękne, wielowarstwowe (smyczki!), kreatywne, indie-popowe aranżacje, cudny i balsamiczny wokal Anny Babrakowskiej, przestrzenna i cieplutka produkcja (kłaniają się tu panowie Hubert Pilarski oraz Chris Allen), horyzontalne gitarowe melodie Emila Nowaka, wrażliwa liryka –  swoją intymną, emocjonalną esencją piosenki z "Kamakury" docierają szerokim strumieniem do najczulszych akwenów serca! Sprawdziłem to na własnej skórze podczas zjawiskowego, premierowego koncertu Youth Novels w wyjątkowej przestrzeni studia jogi Yutori w Warszawie. Intymne i akustyczne wersje odkryły przede mną te najbardziej surowe, a zarazem najgłębsze emocjonalnie warstwy zakotwiczone w tych przepięknych kompozycjach. Totalnie zostałem oczarowany i jeszcze z większą uwagą wróciłem do tego albumu i doceniłem subtelne aranżacyjne detale. Bajeczny debiut!   
            



        CHALK – "CRYSTALPUNK"


         
        Duet z Belfastu tworzony przez Rossa Cullena i Bena Goddarda swoim intensywnym debiutanckim albumem "Crystalpunk" zabiera nas wprost na pole bitewne, na którym ścierają się ze sobą manifestacyjna punkowa wrażliwość z piorunującymi elektronicznymi, darkwave'owymi i techno dźwiękami. Efekt? Materiał powalający i oczyszczający taką noise'ową, mroczną, industrialną, bezkompromisową, brutalną i zarazem taneczną energią. Panowie przy nagrywaniu kierowali się zasadą, że "to jedyny album Chalk, który kiedykolwiek będzie istniał" i doprawdy włożyli w te kompozycje ogrom pasji, wokalnej żarliwości, instrumentalnej jazdy bez trzymanki, a przy tym nie stronili od burzliwej i emocjonalnej narracji, która często hołduje skomplikowanej historii i tożsamości miasta, z którego się wywodzą i które ukształtowało ich silne osobowości. Można tylko wyobrazić sobie z jaką atomową siłą ten materiał będzie detonowany podczas występów na żywo! Okazja, by to sprawdzić wydarzy się podczas tegorocznej edycji OFF Festival!   
         




        FCUKERS – "Ö"



        Nowojorski duet Fcukers z impetem, przypominającym mi ich ekstatyczny klubowy występ w ramach zeszłorocznej Primavery, na dobre zadomowił się w muzycznym eterze za sprawą debiutanckiego albumu"Ö". 
         
        Shanny Wise i Jackson Walker Lewis na tym materiale, który powstał w trakcie intensywnej dwutygodniowej sesji, swobodnie mieszają trip-hop, brzmienia klubowe, UK garage i dub, tworząc hipnotyczne, transowe utwory o wyzwalającej energii. Pulsujące bity, bogate rytmicznie aranżacje i charakterystyczny chłodny, zdystansowany wokal Shanny Wise sprawiają, że Fcukers wyraźnie zaznaczają swoją obecność na scenie elektroniki, proponując potliwą taneczną muzykę, która wymyka się gatunkowym ramom. 
         



        ➖ 

        EP-KI / MINIALBUMY

         

        FLORENCE ROAD – "SPRING FORWARD"



        Lily Aron (wokal), Emma Brandon (gitara), Ailbhe Barry (bas) oraz Hannah Kelly (perkusja) tworzące irlandzki kwartet Florence Road totalnie zachwyciły i ujęły mnie za serce swoim płomiennym zeszłorocznym występem przed Wolf Alice w berlińskiej Columbiahalle. Nieco wcześniej gamechangerem w moich relacjach z dziewczynami okazał się wypuszczony fenomenalny singiel "Miss" z dynamiczną, hałaśliwą rockową strukturą i oszałamiającym popisem wokalnym Lily. Tenże utwór zresztą zdobi świeżo wydaną, polecaną skromną EP-kę "Spring Forward", stanowiącą spójne rozwinięcie ich zeszłorocznego mixtape'a "Fall Back", który to w zeszłym roku chwycił mnie za serce żarliwymi emocjami, pociągnął za uszy melodyjnymi refrenami i wbił się w topkę mych ulubionych minialbumów. "Spring Forward" również rozpala we mnie podobne, jeśli jeszcze nie gorętsze emocje. Otwierające "Hanging Out To Dry" to świetnie skonstruowana alt-rockowa aranżacja, w której poruszający emocjonalny przekaz znów rewelacyjnie niesie na swoich strunach głosowych Lily Aron. Jej rozpaczliwie wysoko wzniesiony ton w końcówce szarpnął gwałtownie za serducho. Rewelacyjny wstęp do wspomnianego wcześniej highlightowego, ognistego "Miss", po którym Florence Road zmieniają nastrój, częstując nas smaczną i rozczulającą pianinową balladą "Rabbits Can Swim". EP-kę wieńczy napięte emocjonalnie "Stop Warnings". To najsłabsza z tego zestawu, ale wciąż napisana na wysokim poziomie kompozycja, która szczególnie wyróżnia się warstwą liryczną.  
         
        Florence Road tą skromną EP-ką udowadniają, że mają w sobie jeszcze niespożyty potencjał do uwolnienia, który wykracza daleko poza nasze pole widzenia. Ekspresyjny, namiętny, drapieżny – po prostu wszechstronny i niesamowity wokal Lily Aron, smykałka do porywających gitarowych riffów, pokłady głębokiej emocjonalności – Irlandki mają wszelkie argumenty, by wypłynąć na szerokie oceany muzycznego eteru. A moje miłosne uczucie do tych dziewczyn kwitnie niczym wiosenne pąki! Wprost nie mogę doczekać się klubowego koncertu w Berlinie!
         
         


        WITCH POST – "BUTTERFLY"


         
        W poprzedniej odsłonie Aktualnie w Głośnikach nadrabiałem i gorąco polecałem Wam zeszłoroczną debiutancką EP-kę "Beast" magnetycznego duetu Witch Post. A w minionym miesiącu Dylan Fraser i  Alaska Reid poczęstowali nas drugim krótkogrającym albumem "Butterfly", którego zawartość tylko pogłębiła moją fascynację muzyczną chemią Szkota i Amerykanki. Nastrojowy indie rock, wszechobecna mglista nostalgia za alt-rockiem lat 90., momentami atmosfera iście gotyckiego folku, magnetyczne i wrażliwe fuzz-popowe refreny. Wszystkie kompozycje wybrzmiewają niezwykle pociągająco, a zderzenia szorstkiego wokalu Dylana i dream-popowej eteryczności w głosie Alaski intrygują swoją antyharmonią. Oboje rysują jakby dwie perspektyw w obrębie opowiadania jednej historii. Oczywiście słychać, że wciąż się docierają i szlifują swój potencjał, ale zmierzają w naprawdę dobrym kierunku. Trzymam za nich kciuki!  
         
         


        ANNA CALVI – "IS THIS ALL THERE IS?" 

         
         
        Na powrót Anny Calvi z nową muzyką czekaliśmy aż sześć lat i, gdyby oceniać wyłącznie ilością materiału, można byłoby poczuć rozczarowanie z powodu zaledwie czterech kompozycji. Na szczęście ta skromna kolekcja zawarta na EP-ce "Is This All There Is?" nadrabia jakością oraz – przede wszystkim – znakomitymi gośćmi.
         
        Każdy utwór wspiera inny wokalista: Iggy Pop, Perfume Genius, Laurie Anderson i Matt Berninger. To przemyślane i świetnie dobrane towarzystwo artystów, którzy znakomicie wkomponowali się w wizję i wrażliwość Anny Calvi.

        Piosenki są bardzo klimatyczne, niemal filmowe, zmysłowe, złowieszcze, lepkie od surowości – klasa sama w sobie. Podobno to początek większego projektu. Jeśli tak, to bardzo obiecujący.  
         
         

          ➖ 

        WYRÓŻNIENIA


        Pozostałe interesujące wydawnictwa w telegraficznym skrócie: 
         
        Dla chętnych zatracenia się w obłędnym, bezczelnie porywającym tanecznym chaosie: SLAYYYTER – "WOR$T GIRL IN AMERICA".
         
        Dla pragnących rocka upajającego energią: YONAKA – "UNTIL YOU'RE SATISFIED".
         
        Dla zaintrygowanych pustynnym blues-rockiem: TINARIWEN – "HOGGAR".  
         
        Dla sympatyków czarującego folku: BONNIE "PRINCE" BILLY – "WE ARE TOGETHER AGAIN"
         
        Dla poszukujących promienistego, otulającego soulu i R&B: ELMIENE – "SOUND FOR SOMEONE".
         
        Dla WSZYSTKICH: charytatywna składanka WAR CHILD RECORDS – "HELP(2)".

          ➖ ➖ ➖ 

        SINGLE

         

        MLECZE – "MOŻE TY TEŻ"

        Mleczuśny singiel! Drugi album na horyzoncie! 
         
         


        TOOTH – "MEDICINE"

        Dopiero drugi singiel w dyskografii tego londyńskiego bandu, ale już obserwuję coraz większy szum wokół ich nazwy. W lipcu będę miał szansę ocenić ich potencjał przed koncertem SDRE w Londynie!  




        ANTONY SZMIEREK – "THE HERON"

        Banger! 



        VIOLET GROHL  – "595

        Debiutancki album "Be Sweet To Me" ukaże się 29 maja! 




        NOAH KAHAN – "PORCH LIGHT"

        Drugi piękny singiel z nadchodzącego nowego albumu! 
         



        SIENNA SPIRO – "THE VISITOR"

        Sienna znów zachwyca swoim wokalem. 




        BEABADOOBEE, THE MARIAS – "ALL I DID WAS DREAM OF YOU"

        Marzycielskie spotkanie na szczycie!




        COALS – "PIERROT"

        Wyczekiwany powrót Coals! Klasa sama w sobie i ten teledysk! Absolute cinema!




        OYSTERBOY – "JESTEM ZWYKŁYM CHŁOPCEM"

        Smutne, ale porywające indie granko! 




        ICEAGE – "STAR"

        Jedna z najlepszych gitarowych kompozycji w ostatnim czasie! 
         



        THE PRETTY RECKLESS – "WHEN I WAKE UP"

        W swoim stylu! Zmysłowo i drapieżnie!




        MUSSE – "BE WITH YOU"

        Muse z zapowiedzią nowego albumu "The Wow! Signal"! Premiera 26 czerwca! Na zachętę (bądź nie) pop-rockowe "Be With You".




        FIONA-LEE – "NOT MY FRIENDS"

        Warto mieć tę dziewczynę na radarze! 




        HUSKIE – "LATO"

        Cieplutki vibe!
         



        THE BLACK KEYS – "WHERE THERE'S SMOKE, THERE'S FIRE"

        Czyżby szykowała nam się najlepsza płyta The Black Keys od lat?




        NATALIA MARCZUK  – "HERBACIANA" 

        Rozczulająco! 




        ELLE COVES – "I GOT A THING FOR LOVE"

        Kolejne muzyczne odkrycie marca. Elle ma w sobie coś magnetycznego! 




        JUNGLE – "CARRY ON"

        Rozpływający się w uszach singiel! Zapowiedź albumu "Sunshine", który ukaże się 14 sierpnia!




        SARAH JULIA – "CONVERSATION"

        Cudna zapowiedź debiutanckiego albumu "The Fear That Is Real", który ukaże się dopiero 9 października, ale warto czekać!



         

        HOLLY HUMBERSTONE – "CRUEL WORLD"

        Tytułowy singiel z nadchodzącego albumu, którego premiera już 10 kwietnia! 




        STACH BUKOWSKI – "OBOJĘTNOŚĆ"

        Trudno być obojętnym wobec tej chwytliwej melodii! 



         

        EVELINA ROSS – "OPRÓCZ ZŁOŚCI I MIŁOŚCI"

        Evelina debiutuje na łamach bloga, choć nieśmiało przyglądam się jej twórczości od dłuższego czasu i uczucie sympatii do tej dziewczyny powoli kiełkuje.




        MAYA HAWKE – "DEVIL YOU KNOW"

        Zapowiedź nowego albumu "Maitreya Corso" pisanego w dużej mierze z niedawno poślubionym... Christianem Lee Hutsonem! Premiera 1 maja! 




        MAKS.TACHASIUK – "MUZYKA POP"

        Taką popową nutę to ja rozumiem! Debiutancki album "Wieje" już 17 kwietnia! 




        MICHAŁ OD KOŚCI – "FIKOŁKI"

        Introspektywny singiel zapowiadający debiutancki album "Piosenki z filmów, których nie było", którego premiera 22 kwietnia!


         
         

        LIA SKY – "SEE YOU LATER"

        W oczekiwaniu na trzeci album Olivii Rodrigo poleca się nasza rodzima Lia Sky! 


         

        WYDARZENIA MIESIĄCA



        RELACJE KONCERTOWE


        Na blogu pojawiły się relacje z koncertów:
         
           
          OGŁOSZENIA KONCERTOWE
           
          Wybrane festiwalowe newsy:
           
          Open'er Festival: Florence and the Machine co-headem open'erowej środy + Panda Bear & Sonic Boom, Avi, Joy (Anonymous), Bassvictim, Jehnny Beth, Sadie Jean, Just Mustard, Hyphen Dash, supermodel*, Łaszewo, Oki. 
           
          Bittersweet FestivalRobbie Williams trzecim headlinerem + Jessi J, Leisure, Giant Rooks oraz pierwsi polscy artyści, Mrozu i Sobel.
           
          OFF Festival: The Flaming Lips trzecim headlinerem + Wednesday, Ninajirachi, Dobrawa Czocher, Dom Zły, Atol Atol Atol, Arthur Verocai z AUKSO Orchestra, LSD and the Search for God, DJ set The Dare, Celine Dessberg, Dana and Alden, Saam Sultan, Vojdi, Tercet Imperial, AGNT i Bujaturla! 
           
          Inside Seaside: Jessie Ware pierwszą headlinerką + Hermanos Gutiérrez
           
          Tauron Nowa Muzyka: Modeselektor, SBTRKT i inni.
           
          Malta Festival: The Blaze (DJ set) gwiazdą piątkowego wieczoru z The Blessed Madonna i HAAi, Charlie Cunningham przed Beirut, bracia Kacperczyk zaś przed Two Door Cinema Club. 
           
          WroSound: Son Lux, Alice Phoebe Lou, YĪN YĪN, Gaia Banfi, Daria ze Śląska, Kosma Król, The Cassino, Dawid Tyszkowski, Wczasy Orkiestra, Karuzelkaaa, Mlecze i inni.
           
          Pol'and'Rock Festival: Dropkick Murphys i inni. 
           
          Audioriver Festival: Disclosure (dj set) drugim headlinerem i inni.   
           
          Rockowizna Festival z full line-upem trzech wydarzeń:
           

           
           
          Great September:
           
           
           
            
          Wybrane pozostałe ogłoszenia:

          Jack White, Klub Stodoła, Warszawa, 01.06.2026 / Klub Studio, Kraków, 02.06.2026
            
          Placebo, Atlas Arena, Łódź, 18.11.2026
            
          Jungle, Atlas Arena, Łódź, 11.11.2026
            
          Jean-Michel Jarre, Stadion Miejski, Radom, 19.06.2026
           
          The White Bufallo, Niebo, Warszawa, 27.08.2026
            
          ➖ 

          PLAYLISTA MIESIĄCA


           
          I oczywiście na koniec zapraszam Was do przejrzenia i przesłuchania mojej tradycyjnej playlisty, którą na bieżąco uzupełniałem przez cały miesiąc! Przypominam, że w pierwszej kolejności wyszczególniam albumy i EP-ki (maksymalnie 5 utworów z poszczególnych pozycji), a w dalszej kolejności prezentuję single, w tym te, które nie załapały się w moich powyższych wyróżnieniach, a które również są warte sprawdzenia! Wybory oczywiście skrajnie subiektywne!
           
           
           

          Sylwester Zarębski
          Podróże Muzyczne
          07.04.2026


          Polecane

          Brak komentarzy:

          Obsługiwane przez usługę Blogger.