Festiwalowe zapowiedzi: OFF Festival 2026!

/
0 Comments

   

 Festiwalowe zapowiedzi: OFF Festival 2026!

 

Kolejna edycja OFF Festival już za dwa miesiące! Od dłuższego czasu znamy już line-up wszystkich festiwalowych scen OFFa i czas najwyższy na wstępne przemyślenia i koncertowe polecajki! 

Przyznam się szczerze, że regularne ogłoszenia w Radiowej Trójce na tegoroczną edycję nie ekscytowały mnie na takim poziomie, jak nazwy ogłaszane na poprzedniego OFFa. Jednak w momencie, gdy ten line-up zapełnił się już wszystkimi artystami i zespołami, po raz kolejny zacząłem doceniać organizatorów za dowiezienie bardzo zróżnicowanego, eklektycznego, inspirującego składu, który z pewnością zapewni nam gamę wielowymiarowych i niezapomnianych koncertowych przeżyć i odkryć. Po przeanalizowaniu dostępnej w festiwalowej aplikacji wstępnej rozpiski (na duży plus, że dni i godziny poszczególnych artystów były na bieżąco aktualizowane niemal od pierwszych ogłoszeń) zdałem sobie sprawę, że tak wielu bolesnych clashy w mych dotychczasowych wizytach w Dolinie Trzech Stawów od 2018 roku jeszcze nie notowałem.

Ten pozytywny obraz nadchodzącej edycji został nieco zamazany przez informację, iż w tym roku nie uda się zorganizować pola namiotowego. Nie można tego inaczej traktować jak kolejnej wtopy organizacyjnej. Taki komunikat powinien być już znany (albo choćby sugerowany) w momencie uruchomienia sprzedaży karnetów. 

Z organizacji, wprowadzanych zmian lub nie, będziemy jeszcze rozliczać OFFa, ale teraz skupmy się nad tymi muzycznymi propozycjami, które w tym roku przed nami! W pierwszej kolejności kilka rozważań o headlinerach, a dalej przedstawiam Wam już koncerty, na które według mnie warto się wybrać albo choćby je rozważyć w swoich planach.    


Headlinerzy


Headlinerskim opus magnum tegorocznej edycji jest moim zdaniem przede wszystkim obecność i powrót po latach do Katowic zespołu The Flaming Lips! Psychodeliczno-rockowy zespół z Oklahomy w tym roku wybiera się w dość intensywną trasę festiwalową, ale koncert na OFFie będzie wyjątkowy na tle pozostałych wydarzeń za sprawą faktu, iż w Dolinie Trzech Stawów usłyszymy w całości kultowy album "Yoshimi Battles the Pink Robots ". Nie będę udawał, że jestem jakoś szczególnie wkręcony w ich twórczość, ale przez ostatnie lata docierało do mnie tyle pozytywnych opinii o ich barwnych występach i euforycznych wspomnień związanych z ich koncertem na OFFie w 2010 roku, iż nie mam wątpliwości – koniecznie trzeba stawić się pod główną sceną w festiwalowy piątek tuż przed północą i wspólnie odpływać w psychodeliczne krainy szczęścia! 




Drugiego dnia OFFa rolę headlinerów przejmą wspólnie Yung Lean i Bladee. To ogłoszenie tym razem niestety nie było skierowane do mnie. Trochę właściwie nawet zaskoczył mnie ten wybór po bardziej alternatywno-gitarowych headach poprzedniej edycji, którzy wzbudzali powszechny entuzjazm. Oczywiście upatruję w tym bookingu szwedzkich raperów kolejną próbę przyciągnięcia młodszej publiczności. Zarazem jest to również jeden z nielicznych występów tej dwójki na tegorocznych festiwalach. Swoich odbiorców ten występ z pewnością znajdzie, ale ja raczej będę w tym czasie próbował wbić się pod scenę OFF'n'Jazz Club mBank. 




Nie zabraknie mnie za to na pewno pod główną sceną w niedzielę na headlinerskim koncercie australijskich punk-rockowych wariatów z zespołu Amyl and the Sniffers! Można oczywiście dyskutować, czy ich headlinerska pozycja nie jest nieco naciągana, ale to zdecydowanie współcześnie  jedna z najbardziej ekscytujących i nośnych punkowych nazw. Nie mam za to żadnych wątpliwości, że optymalnie rozpalą publiczność i zapewnią wybuchowy, sejsmiczny występ! Swoimi muskularnymi, gniewnymi, hałaśliwymi, chaotycznymi, odrobinę wyłamującym się z fundamentów punka kompozycjami zapewne sprowokują mnie skutecznie do zabawy w pogo! Jestem przekonany, że szaleństwa charyzmatycznej frontmenki Amy Taylor zapamiętamy na długo! 




 Koncertowe polecajki

 
Headlinerzy headlinerami, ale z niecierpliwością wyczekuję również koncertów wielu artystów z pozostałych linijek plakatu! Poniżej postanowiłem skupić się na selekcji zagranicznych wykonawców, których występy są na moim celowniku! Sprawdźcie! 
 
 

1. Joshua Idehen, Scena Eksperymentalna, Piątek 07.08, 18:15

 
Kto?

Wszystko zaczęło się od Dizzeego Rasacala i numeru „Vexed”. Joshua Idehen kiedy go usłyszał, wpadł w trans i poczuł, że też chce wylewać z siebie emocje w ten sposób. Przez lata robił to pisząc spoken word poetry i dzieląc się z nią w kolejnych londyńskich projektach. Wychodził też poza lokalną scenę – pojawiając się na płytach Daedelusa, Metronomy, The Comet Is Coming oraz występując jako support Baxtera Dury'ego. Aż w 2026 roku został objawieniem i ulubieńcem publiczności na festiwalu showcase'owym Eurosonic. Joshua Idehen, który równie mocno, co poezję i słowo mówione kocha muzykę taneczną, wiosną wydaje debiutancki album „I Know You’re Hurting, Everyone Is Hurting, Everyone Is Trying, You Have Got To Try”. Którego nie możemy się już doczekać w wersji live na OFF-ie. Płytę otwiera utwór z pytaniem w tytule: „You Wanna Dance Or What?”. Ale to pytanie czysto retoryczne.

Moje oczekiwania? 

Charyzma, mocny wokal, klubowy vibe. Liczę na energetyczne otwarcie festiwalu! I kto wie, może już na samym starcie jedno z odkryć tegorocznej edycji! Są ku temu argumenty! 




2. Current Joys, Scena Leśna, Piątek 07.08, 20:25   

 
Kto? 

Słyszysz: „I don't wanna f*ck, I just wanna vibe”, co robisz? Biegniesz na koncert Current Joys na OFF-ie. Najprawdopodobniej właśnie tam znajdziesz ukojenie od wszelkich lęków i depresji, czego życzy każdemu podczas słuchania jego muzyki Nick Rattigan. Założyciel, wokalista i perkusista zespołu Surf Curse, od 2015 roku prowadzący solowy projekt Current Joys. Mówią o nim amerykański pieśniarz i choć najwięcej na jego płytach wpływów country i indie rocka, muzyki, która przywołuje obrazy malowniczych Stanów i zachodów słońca nad oceanem, to nie sposób zamknąć go w jednej szufladzie. Płytą „LOVE + POP” udowodnił, że granie tylko w jednym gatunku jest męczące. Neonowa zieleń, szaleństwo i hip-hop – tak ją podsumował, przyznając, że inspirował się m.in. twórczością 100 gecs, Lil Peepa czy Drain Gang. Albo słuchał Deftones. Co jest tylko małym wycinkiem jego muzyczno-filmowych fascynacji. Na co dzień uwielbia jeszcze nostalgię lat 80., filmy Larsa von Triera i Terrence'a Malicka. I to słychać, choć może bardziej widać, gdy tylko przy muzyce Current Joys spróbujesz zamknąć oczy.

Moje oczekiwania? 

Liczę po prostu na solidny, kreatywny, melodyjny, może nawet porywający gitarowy koncert. 




3. Black Country, New Road, Scena Główna Mbank, Piątek 07.08, 21:30

 
Kto?

Grali u nas już Shame, grali Squid, Black Midi i Fat Dog. Czas na Black Country, New Road! Kolejny z grupy zespołów, wywodzących się z „najważniejszego ruchu w brytyjskiej muzyce rockowej ostatniej dekady”. Jak o scenie skupionej wokół klubu Windmill w Brixton piszą dziennikarze. Black Country, New Road zaczynali jako septet od łączenia post-rocka, punka, art-popu, jazzu. I w tym składzie zostali okrzyknięci przez The Quietus najlepszym nowym zespołem na świecie. Dziś, już jako sekstet, mówią, że ich kariera to seria niefortunnych zdarzeń, która szczęśliwie tylko ich wzmocniła. Jako grupę muzyków, ale przede wszystkim przyjaciół. Po wydaniu debiutanckiego „For the First Time” zamknął ich lockdown. Po nagraniu „Ants from Up There” zespół nagle opuścił Isaac Wood, wokalista. Najnowszym, wydanym w 2025 roku „Forever Howlong”, Black Country, New Road przedstawiają się więc na nowo. „Wielogłowa bestia” – tak powitano ich w recenzjach. Chwaląc zespół za rozwinięcie dotychczasowego brzmienia, a jednocześnie wyraźne odejście od niego.


Moje oczekiwania? 

Zespół zbiera różne opinie po odejściu wokalisty Isaaca Wooda, ale osobiście do tej pory nigdy nie wkręcałem się w ich twórczość i nie było mi dane ocenić ich koncertową skuteczność. Jestem ciekaw, czy swoimi nieoczywistymi, awangardowymi kompozycjami zdołają rozpalić we mnie koncertowy entuzjazm.




4. HTRK, Scena Eksperymentalna, Piątek 07.08, 01:15


Kto?

Coś jak „Sade w więzieniu”. Albo „alternatywna wersja Everything But the Girl”. W skrócie HTRK, po rozwinięciu: Hate Rock. W tej muzyce znajdziesz niepokojący surrealizm Davida Lyncha, znajdziesz klimat Suicide, The Jesus And Mary Chain, Godflesh, Mazzy Star… A może przede wszystkim ślady zmarłych przyjaciół oraz – tu cytat – „popieprzonych i niebezpiecznych ludzi”, którzy przez lata mieli wpływ na brzmienie australijskiego zespołu. Dostrzeżeni przez Rowlanda S. Howarda z Birthday Party, który wyprodukował ich debiutancki album, zapraszani na wspólne trasy z Fuck Buttons, Yeah Yeah Yeahs czy The Horrors, część swojej kariery spędzili „na dnie Berlina i Londynu”. Ćwiczyli w sali prób obok Einstürzende Neubauten, tańczyli całe nocne w klubach Tresor i Berghain, ale po śmieci basisty Seana Stewarta wrócili do Melbourne. Tam Jonnine Standish i Nigel Yang nie czują już presji, by za wszelką cenę być fajnymi. A ich piosenki choć stały się lżejsze, to jeszcze bardziej zachęcające, jak ocenił ostatni album „Rhinestones” Pitchfork.


Moje oczekiwania? 

Zapowiada się na piękną kołysankę do snu na zakończenie pierwszego festiwalowego dnia!
 



5. M(h)aol, Scena Eksperymentalna, Sobota 08.08, 16:35

 
Kto?

Ekscytujący, surowy punk rock, który leczy i może zmienić życie? Tak, to M(h)aol. Motyw oczyszczania i ulepszania wciąż przewija się przez recenzje płyt i relacje z koncertów tego głośnego zespołu. Założony pod wpływem ruchu riot grrrl, swoją nazwę wziął od XVI-wiecznej królowej piratów Gráinne Mhaol. Ikony feminizmu, poprzez którą grupa nawiązuje do języka i kultury irlandzkiej. „Dorastanie w tym kraju ukształtowało nas na dobre i złe. Mamy w sobie mnóstwo traum, ale też radości płynącej z bogatej historii buntu”, tłumaczą członkinie M(h)aol. Zespołu, o którym inni mówią, że jest definicją punk rocka XXI wieku.

Moje oczekiwania? 
 
Sobota na OFFie będzie upływać mi przede wszystkim na poznawaniu irlandzkich zespołów, które w tym dniu przejmują Scenę Eksperymentalną! Rewelacyjny pomysł, tym bardziej iż to właśnie w tym regionie bije teraz najgorętszy puls gitarowego grania. I same bookingi bardzo intrygujące. Jestem przekonany, że formacja M(h)aol otworzy ten dzień z odpowiednią punk rockową drapieżnością. 
 



6. Madra Salah, Scena Eksperymentalna, Sobota 08.08,18:15

 
Kto? 
 
Wymawiasz: Mod-ra So-lak, tłumaczysz: Brudny Pies. Było o nich głośno zanim jeszcze wydali debiutancką epkę „It's a Hell of an Age”. Wszystko za sprawą świetnych koncertów, na których poznała się także Kim Deal z Pixies, zapraszając Madra Salach do roli supportu przed swoim solowym występem. Frontman zespołu, Paul Banks, czuje, że to przez irlandzką, buntowniczą naturę, która coraz mocniej przemawia do ludzi także poza ich krajem. Na korzyść Madra Salach dodatkowo działają syntezatory, przestery i wpływy takich zespołów, jak My Bloody Valentine, Just Mustard i Boards of Canada, którymi unowocześniają irlandzki folk. „Efekt jest po prostu niezwykły”, napisał o nich „Clash”.

Moje oczekiwania? 

Mam nadzieję, że Madra Salah zabiorą nas w hipnotyzującą wyprawę w głąb tradycji muzyki celtyckiej podaną jednak w przystępny, ekscytujący sposób, łącząc melodie, ballady i instrumentarium folkowe z elementami post-punku, ambientu i momentami niemal post-rockowej dramaturgii.




7. Wednesday, Scena Główna Perlage, Sobota 08.08, 20:25

 
Kto? 

Y'alternative? Nie, dla Wednesday to zbytnie uproszczenie. Alt-country? Za szerokie. To może countrygaze? Prędzej. A najlepiej: creek rock. Brzmienie amerykańskiej grupy wykuwało się w malowniczych Appalach, dokładnie w Górach Błękitnych i na terenie posiadłości zwanej Haw Creek. Pochodzą z Karoliny Północnej, słynącej z mitycznej mocy i „Blue Velvet”. Bo właśnie tam David Lynch nakręcił swój słynny film. To stąd w muzyce Wednesday tyle piękna i harmonii, co hałasu i brzydoty. Historie zaczerpnięte z życia sąsiadów i przyjaciół, przeplatają się z własnymi doświadczeniami wokalistki Karly Hartzman. Zakładała Wednesday w 2017 roku jako projekt solowy, dziś jej zespół – po sześciu płytach, w tym czterech nagranych z MJ Lendermanem w składzie – „Pitchfork” uznaje za jeden z najlepszych zespołów rockowych na świecie. A „NME” o ich ostatnim albumie „Bleeds” pisze: „Trudno o lepszą płytę”. 

Moje oczekiwania? 

Z jednej strony cieszę się, że ten amerykański zespół, którego ostatnie albumy są bardzo chwalone przez krytyków i przypadały również do mojego gustu, dociera wreszcie do naszego kraju, a z drugiej strony mam za sobą dość mieszane uczucia związane z ich występem podczas Way Out West w 2024 roku. Tak pisałem o tamtym występie w relacji: 
 
Zgodnie z oczekiwaniami na żywo otrzymaliśmy jazgotliwą, brudną, alt-blues-indie-rockową dawkę kumulacji gitarowej energii z posmakiem amerykańskiego country i shoegaze'owych odlotów, która znajdowała swoje ujścia w gardłowych krzykach charyzmatycznej liderki Karly Hartzman. Muszę jednak przyznać, że ten bądź co bądź finezyjny chaos nieco bardziej zachwycał mnie w wersji studyjnej. Kupuję tę twórczą surowość, ale z pewnością ich sceniczne wyczyny nie należą do najprzystępniejszych i najprzyjemniejszych, nawet jeśli w tym tkwi pewien unikalny urok.  

Mimo wszystko polecam się zmierzyć z ich twórczością. Sam jestem skłonny im dać drugą szansę. Szkoda, że tym razem bez MJ Lendermana w koncertowym składzie. 
 
PS W razie odbicia się od koncertu Wednesday dobrą alternatywą będzie koncert zespołu Frankie & The Witch Fingers na Scenie Leśnej. 
 



8. The Mery Wallopers, Scena Eksperymentalna, Sobota 08.08, 20:25

 
Kto? 

Pamiętasz ten czas, gdy w zamknięciu wyczekiwaliśmy końca pandemii i kolejnego OFF Festivalu? Właśnie wtedy, w Irlandii, The Mary Wallopers grali elektryzujące koncerty online, które łączyły spragnionych wspólnego kontaktu ludzi. Punkowe wersje tradycyjnych irlandzkich piosenek przysporzyły im wielu fanów i wbiły The Mary Wallopers – obok takich zespołów jak Fontaines D.C., CMAT czy Kneecap – na nową „zieloną falę”. Jak określa się dziś rozkwit i popularność irlandzkiej muzyki. „Folk stał się zbyt miękki i łagodny. Czas mu przywrócić jego hałaśliwą stronę!”, mówi jeden z założycieli The Mary Wallopers. Jesteśmy za! I zrobimy to na OFF Festivalu!


Moje oczekiwania? 

W odróżnieniu do Madra Salach, The Mery Wallopers powinni nam zaprezentować bardziej żywiołową, uliczną i bezczelnie porywającą do tańca i śpiewów stronę irlandzkiego folku wymieszanego z punkowym zacięciem.




9. Chalk, Scena Eksperymentalna, Sobota 08.08, 20:25 vs Oklou, Scena Leśna, Sobota, 22:35 

 
Kto? 

Chalk

Poznali się w szkole filmowej i połączyła ich miłość do hałaśliwej muzyki, której nikt inny w ich otoczeniu nie słuchał. I jedno i drugie zostało im do dziś. Sami kręcą swoje teledyski i dbają o stronę wizualną utworów. W których zacierają granice między punkiem, techno i muzyką elektroniczną. Pochodzą z Belfastu, ale ich muzyka ma w sobie też coś z Berlina i nie przez przypadek bywa nazywana „Berghain rock”. Albo „najbardziej ekscytującą rzeczą, jaka w ostatnich latach wyszła z Irlandii Północnej”, cytując BBC. Rzeczywiście, już po pierwszym kontakcie z Chalk widać, że słuchanie Joy Division, Nine Inch Nails, Gilla Band oraz oglądanie Wim Wendersa, Ingmara Bergmana czy Caravaggia – których muzycy wymieniają jako swoje największe inspiracje – nie poszło na marne. Ty teraz nie zmarnuj okazji, by ich zobaczyć OFF-ie.

Oklou

Ona: absolutnie hipnotyzująca. Jej muzyka: jak wyśniona. Oklou (czyt. ok lou) jest dziś jedną najciekawszych artystek eksperymentalnego popu, a jej piosenki promykami światła pośród chaosu. Jak celnie określił „Resident Advisor” w recenzji jej debiutanckiego albumu „Choke Enough” z 2025 roku. Ale Oklou rozkochiwała w sobie recenzentów i słuchaczy już wcześniej. Remiksowała m.in. Dua Lipę i Caroline Polachek, pod skrzydłami kolektywu NUXXE nagrywała z Shygirl i Segą Bodegą. Aż w 2020 r. wydała przełomowy „Galore”: „Przedsmak przyszłości muzyki pop. Fantastycznego wszechświata, w którym łatwo się zatracić”, cytując „NME”. Zanim zobaczysz Oklou na OFF-ie, spróbuj włączyć piosenki, które zachwyciły choćby A.G. Cooka (ulubieńca Charli XCX, legendy PC Music) oglądając kultowy „Mullholand Drive” w tle. Sprawdzone. U niego zadziałało.


Moje oczekiwania?

Nie ukrywam, że to clash, który nie daje mi wręcz spać po nocach. Z jednej strony duet Chalk z pewnością pod Sceną Eksperymentalną zdetonuje z atomową siłą materiał z debiutanckiego albumu "Crystalpunk". Ich punkowa bezczelność łączona z piorunującymi elektronicznymi, darkwave'owymi i techno dźwiękami jest gwarancją sejsmicznych doznań. W tym samym czasie na Scenie Leśnej Oklou zaś będzie hipnotyzowała swym aksamitnym wokalem i wizją artystycznego, niebanalnego, awangardowego popu. Koncerty z dwóch odmiennych planet, ale na obie chciałbym dolecieć. Który kierunek ostatecznie obiorę? 
 





10. Johny Marr, Scena Główna, Niedziela, 09.08, 19:20

 
Kto?

Starał się grać jak jego idole – Nile Rodgers z Chic albo James Honeyman-Scott z The Pretenders – aż w końcu wymyślił własny styl. Który uczynił go jednym z największych gitarzystów naszych czasów. „Pieprzony czarodziej”, powiedział o nim wielki fan i uczeń Noel Gallagher. A ten wiedział, co mówi, bo miał okazję podglądać i współpracować z Johnnym Marrem przy płytach Oasis i Noel Gallagher's High Flying Birds. Pracowali z nim też Talking Heads, Beck, Pet Shop Boys, Bryan Ferry, Hans Zimmer czy Billie Eilish. Ale zostawmy projekty poboczne. Gdyby nie Johnny Marr, nie byłoby „Beatlesów lat 80.”, czyli wielkich The Smiths i nie śpiewałby w nich Morrissey. Nie byłoby niepowtarzalnego brzmienia i płyt, z których czerpali później Blur, Suede, Arctic Monkeys albo Radiohead. Już po rozwiązaniu The Smiths, Johnny Marr grał jeszcze z The Healers, The The, Modest Mouse, The Cribs, wydał też cztery albumy solowe. Na których nie tylko potwierdził swój gitarowy geniusz, ale i rękę do pisania chwytliwych numerów. Do tej pory nie zagrał ich jeszcze w Polsce. 

Moje oczekiwania?

Przyznam się, że nigdy nie zdołałem się wkręcić w twórczość The Smiths, ale... No nie odmówię tego spotkania z, bądź co bądź, gitarową legendą. Liczę na pokaz gitarowego kunsztu! Szkoda tylko chłopaków z Getdown Services w tym czasie...  




11. Nu Genea live band, Scena Leśna, Niedziela 09.08, 20:25


Kto? 

Nierozerwalnie związani z Neapolem, z jego muzyką i kulturą, ale jednocześnie otwarci szeroko na świat. W swojej muzyce łączą romantyczne włoskie melodie i rytmiczny język neapolitański z disco, funkiem, jazzem. Założyciele NuGenea, Massimo Di Lena i Lucio Aquilina, wywodzą się ze świata muzyki elektronicznej i DJ-ingu, są współtwórcami znakomitej płytowej serii „Napoli Segreta”, w której odkurzyli zapomniane muzyczne perełki lat 70. i 80. Ale jako NuGenea tworzą już własną wersję neapolitańskiego brzmienia. Płytę „Bar Mediterraneo” nazwali na cześć lokalnych barów, w których pije się poranne espresso, stojąc między ludźmi przy ladzie. Rozmawiając przy tym, poznając się, łącząc. Ich piosenki są podobnym miejscem spotkań. Dla nich samych, bo zapraszają do współpracy muzyków ze świata (mieli okazję m.in. nagrywać z jednym z ojców afrobeatu, Tonym Allenem). Jak i dla nas, bo piosenki NuGenea tworzą przestrzeń, w której – niczym w śródziemnomorskim barze – możemy się spotkać, zrelaksować albo potańczyć.

Moje oczekiwania? 
 
Spodziewam się koncertu przypominającego słoneczną, neapolitańską imprezę pod gołym niebem, gdzie funk, disco, jazz i śródziemnomorskie melodie tworzą atmosferę do tańca i celebracji życia. A przy tym czuję, że będzie to dobra rozgrzewka przed Amyl And The Sniffers!





12. Ninajirachi, Scena Trójki, Niedziela, 09.08, 23:40


Kto? 

Poświęcasz więcej czasu patrząc na swój komputer/smartfon, niż na jakąkolwiek osobę w swoim życiu? Świetnie! Poznajcie się z Ninajirachi. Gdyby nie godziny spędzone na surfowaniu po sieci, nie byłoby jej głośnego debiutu „I Love My Computer”. Za który otrzymała m.in. prestiżową nagrodę Australian Music Prize oraz trzy statuetki ARIA Awards. W tym za najlepsze wydanie niezależne. Wychowała się na muzyce Flume, Pnau, Skrillexa czy Portera Robinsona, a kiedy nagrywała swoją pierwszą płytę, dopiero marzyła o zwiedzaniu świata inaczej niż przez karty przeglądarki. Dziś ma zaplanowane koncerty daleko poza Australią i w 2026 roku odwiedzi m.in. OFF Festival, dwukrotnie Coachellę i Primavera Sound. A wszystko zaczęło się u niej od YouTube'a, dziecięcych filmów kręconych do piosenek Lady Gagi, potem zabawy z Nintendo, GarageBandem i pirackim FL Studio. Dziś robi „dziewczęcą EDM”, euforyczny miks dubstepu, tech-house'u, speed garage'u i hyperpopu. Nagrodzony pięcioma (na pięć) gwiazdkami w „Guardianie”. Tyle samo dasz jej występowi na OFF-ie.

Moje oczekiwania? 

 
Ktoś pewnie teraz krzyknie: czemu w tym slocie nie Sunny Real Del Estate? No tak, tu pojawia się kolejny mocny festiwalowy clash, który ja na szczęście rozwiążę swoją obecnością w Londynie na osobnym koncercie SRDE. Stąd też mój wybór pada na Ninjirachi, która moim zdaniem zapewni najbardziej intensywną elektroniczną imprezę podczas tej edycji OFFa, a może nawet całego festiwalowego lata! Jeśli to Wasze klimaty, nie przegapcie tego występu! Jeśli jednak wolicie gitarowe brzmienia, to oczywiście wybierajcie śmiało SDRE.  
  



13. LSD and the Search for God, Scena Eksperymentalna, Niedziela, 09.08, 01:15


Kto? 

Gitarowy klasyk, który sprawił, że shoegaze nabrał kosmicznego charakteru. To o debiutanckim materiale amerykańskiej grupy LSD and the Search for God z 2007 roku. Do dziś wydali tylko dwie epki, ale za to jakie! Oba te wydawnictwa zaliczają się do najlepszych albumów shoegaze wszech czasów. I wystarczyły, by LSD and the Search for God uznać – obok My Bloody Valentine czy Slowdive – za jeden z najważniejszych zespołów na scenie. Sławą okryły się też ich koncerty – te pierwsze, jeszcze przed wydaniem debiutu sprawiły, że grupa szybko stała się dla amerykańskiej publiczności obowiązkową do zobaczenia na scenie alternatywnej. A wkrótce także na świecie. LSD and the Search for God w Polsce dotąd nie grali. Po raz pierwszy będziemy mogli ich zobaczyć na żywo na OFF-ie!


Moje oczekiwania? 

OFF raczej stawia na bardziej elektroniczne zakończenia festiwalowych dni, a tu z kolei zaskoczenie w formie uznanego zespołu, który zaprosi nas w shoegaze'owe przestrzenie. Równie idealne na pożegnanie się z tegoroczną edycją OFFa. 




 
Na tym oczywiście ta lista zagranicznych wykonawców, który warto sprawdzić na tegorocznym OFFie się nie kończy! The Dare (szkoda tylko, że w formule dj seta i clash z The Flaming Lips), Arthur Verocai, który zagra w towarzystwie AUKSO – Orkiestry Kameralnej Miasta Tychy, Joanne Robertson, W.I.T.C.H., Einstürzende Neubauten, Rusowsky, Chat Pile, Deafheaven, Céline Dessberg, Sega Bodega, Dana and Alden, Los Thuthanaka, Vojdi i wielu innych!  Nie sposób będzie zobaczyć wszystkich koncertów... 
 
Warto też podkreślić, jak co roku, bardzo różnorodny i zacny skład polskich artystów!  
 
Nie ukrywam, że najbardziej czekam na koncert zespołu Mlecze. Ta sympatyczna formacja otworzy główną scenę w festiwalową sobotę. Na największych scenach zagrają również: Atol, Atol, Atol, Tercet Imperial, Dobrawę Czocher, Dom Zły, Drabusheyka, AGNT, Bujaturla, Allarme, Współgłosy, Sw@da x Niczos.  
 
Wspomnijmy jeszcze o artystach ze sceny Open Blik Stage: Michał Anioł, Zuzanna Malisz, PGR, Kielichy, Jadwiga Zarzycka, Duszno, Plaaaato, Clayknot, Koty bez oczu psy bez nóg.
 
Powraca również Scena mBank OFF Jazz Club. Tu wystąpią: Błoto, Niechęć, Ben Bekele, Ki Ki Ki, Product May Contain, sneaky jesus, O.N.E., Głupi Komputer i SZ.A.J.S. 

Dokładny line-up, bilety i wszystkie niezbędne informacje znajdziecie na oficjalnej stronie festiwalu.


Jeśli potrzebujecie dodatkowej zachęty, by zajrzeć do Doliny Trzech Stawów, polecam relacje z moich poprzednich wizyt na OFF Festivalu:
 
 
Do zobaczenia na OFF Festival 2026 w Dolinie Trzech Stawów w dniach 7-9 sierpnia!  
 
 
 
   



PS W tekście (opisy artystów) wykorzystałem oficjalne materiały prasowe.
 
Sylwester Zarębski
Podróże Muzyczne
07.06.2025


Polecane

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.