Muzyczne Podsumowanie Roku 2025: KONCERTY!
Dziesięć lat temu popełniłem pierwsze Muzyczne Podsumowanie Roku w ramach mej blogerskiej zabawy. Z perspektywy czasu dość nieporadne, ale z roku na rok te
podsumowania oraz comiesięczne polecajki w ramach Aktualnie w Głośnikach
nabierały jakości i jestem z ich obecnych form zadowolony, ale zarazem wpadłem
też w pułapkę – nieustannie trzeba mierzyć się z tą wysoką zawieszoną
poprzeczką oczekiwań wobec samego siebie. Póki co tym wyzwaniom udaje się
sprostać i przed Wami tego dowód – ponownie bardzo obszerne refleksje nad
minionymi dwunastoma miesiącami. Tym razem, jak już pewnie się
zorientowaliście, dokonałem jednak rewolucji. Postanowiłem to coroczne
podsumowanie podzielić na dwa odrębne posty: ten niniejszy, dotyczący
koncertowych wspomnień oraz oddzielny dla prezentacji ulubionych albumów 2025,
który ukaże się jutro, 6 stycznia! W tej pierwszej części zebrałem do jednego worka
telegraficzne wspomnienia koncertowe z całego roku, chronologiczną listę
tychże wydarzeń z odnośnikami do pełnowymiarowych relacji na blogu, alfabetycznie ułożone top
rankingi, trochę na serio, przewrotnie i z przymrużeniem oka rozdałem Koncertowe
Oscary, a i jeszcze na koniec zdradzam moje wstępne plany na 2026 rok! Być może już trafiliście na pewne elementy z tego podsumowania na
social mediach, ale po ich bardzo ciepłym przyjęciu, uznałem, że powinny rozgościć się również na blogu! Niemniej tak rozwiniętych – ale w granicach rozsądku – wspominek festiwalowych wcześniej nie publikowałem, więc życzę Wam przyjemnej lektury!
KONCERTOWE WSPOMNIENIA 2025!
Udało mi się przebić zeszłoroczny rekord koncertów (207) – w tym roku było ich aż 237, razem z występami festiwalowymi (tych festiwalowych wydarzeń łącznie 10 i 2 showcase’y) oraz supportami. Znam i pozdrawiam Podróżujących, które mają ten licznik bardziej imponujący i szacun dla nich,
ale dla mnie to jest chyba optymalna ilość, która pozwala mi trzymać budżet w
ryzach i w miarę nadążać z dostarczaniem relacji koncertowych (choć pewne zaległości pozostały i postaram się je jeszcze nadrobić do końca zimy). Zresztą jestem
daleki od traktowania kultury w formie wyścigów, kto więcej zobaczy, przeżyje,
opisze itd. Fakt, fomo jest wszechobecne i też mi się udziela, ale
najważniejsze, by w zgodzie ze swoimi gustami i możliwościami spełniać kolejne
marzenia, wspierać swoich ulubionych artystów, poszukiwać nowych doznań i
czerpać radość ze swojej pasji! A pod tym względem miniony rok mnie nie
zawiódł! A i ja rozbrykałem się w mych wędrówkach zagranicznych, jak nigdy wcześniej!
Z pewnością w annałach moich podróży złotymi głoskami zapisała się podróż do
Barcelony, by tam przeżyć jeden z najbardziej ikonicznych festiwali świata,
mekkę fanów muzycznej alternatywy (i nie tylko!), czyli
Primaverę Sound! Cudowna pogoda, niesamowity klimat, Ekipa
Podróżujących, dziesiątki scen, niezliczona ilość koncertów... Kapitalny festiwal! W topce
choćby dance-punkowe podrywy na LCD Soundsystem (ten wyczekiwany
koncert był opus magnum i kwintesencją tej edycji Primavery, ale do ideału
zabrakło w setliście "Daft Punk Is Playing at My House"), międzynarodowe pogo na
Fontaines D.C., Wolf Alice z nową sceniczną jakością,
energetyzujące koncerty Wet Leg i TV On The Radio, kofeinowy
one-man-show The Dare o 4:30 i tańce z
Armandem Van Heldenem przy wschodzie słońca, instrumentalna i bujająca perfekcja Parcels, popełniłem niemal kamikaze na Turnstile, ekscytujące
show Chappel Roan (ta scenografia, ta charyzma, ten wokal!),
zjawiskowy duet Magdalena Bay, Momma (jedno z odkryć sezonu!), Destroyer (klasa!), Haim (duża scena nie służyła, ale i tak było miło zobaczyć dziewczyny pod dłuższej przerwie!), Beabadoobee (wreszcie i solidnie!), Julia Byrne (intymnie!), Christian Lee Hutson (skromniej instrumentalnie niż na Inside, ale bardziej uroczo), pozytywnie zakręcone dziewczyny z Hinds (po latach spotkane na hiszpańskiej ziemi – sytuacja z
rodzaju idealnych!), Fcukers (jedna z sensacji sezonu – klub niemal eksplodował taneczną energią!), Tramhause (Holendrzy też potrafią w postpunk)... Tych wrażeń było pod
dostatkiem!
Pozostańmy zatem już przez dłuższą chwilę w tych wątkach festiwalowych, bo tu się działo
przez całe lato i jesień bardzo duuużo...
A choćby po raz jedenasty rozbiłem namiot na polu namiotowym
Open'era! Dawno nie było tak bardzo skrojonej edycji tego gdyńskiego
festiwalu pod me gusta! Sejsmiczny, magnetyczny, genialnie nagłośniony i dynamicznie prezentowany na telebimach koncert Nine Inch Nails, kapitalna
atmosfera pod sceną na koncercie Muse (rozkręciliśmy epickie pogo, na widok którego uśmiechał się sam Matt!),
wymarzona od lat królowa alternatywy w drapieżnym i zmysłowym wcieleniu
– St. Vincent, galaktyczne show Justice, zjawiskowa
Raye, anielska Gracie Abrams, triumfalny powrót
Linkin Park (choć liczyłem na nieco większe szaleństwo pod
sceną), przesympatyczna Little Simz (szkoda tylko, że z
okrojonym składem, ale i tak dźwignęła Maina), impreza z
Antonym Szmierekiem (odkrycie i największe zaskoczenie tej edycji!),
wyjątkowa Zaho de Sagazan, po raz kolejny zachwycający formą Wolf Alice, a do tego jeszcze między innymi Maribou State (ciało kołysało się,
że aż miło!), Fcukers (znów porwali do tańca), Magdalena Bay (byłoby
git, gdyby nie przesadzony bas w nagłośnieniu), Massive Attack (antyfestiwalowy występ, doceniam, ale mój ówczesny nastrój nie przyjmował
tych emocji), Doechii (bawiłem się lepiej, niż zakładałem!), Caribou (druga połowa seta pięknie wjechała po piwku – tak samo jak lata temu
podczas jego poprzedniej wizyty w Gdyni), Lola Young (z potencjałem,
ale już widać było pewne symptomy jej zmęczenia), Trupa Trupa (eksportowe złoto!), Igo (na żywo przekonał do solowej twórczości plus gościnnie pojawił się Mrozu!), déjà vu z Kaśką Sochacką... Kolejny raz nie żałuję swojej wizyty na Opku!
W lipcu jeszcze dwa, w jakże odmiennych festiwalowych warunkach, spotkania z
ukochaną formacją London Grammar! Pierwsze w upale w ramach
Release Athens Festival z boginią Aurorą na supporcie. Drugie
w strugach deszczu na finał ostatniego dnia
Łódź Summer Festival! Niezależnie od pogody – rozpływałem się i
tonąłem w zachwytach za sprawą wokalu Hannah Reid i doskonałej formy całego
tria!
W sierpniu obowiązkowa wizyta w Dolinie Trzech Stawów na wyjątkowo
rekordowej edycji OFF Festivalu! Opus magnum i headlinerski występ
Fontaines D.C. nie zawiódł i porwał do zabawy w pogo w błocie!
Panowie przerośli ten festiwal! Wyróżniam szczególnie również trzecie
spotkanie w ciągu roku z Jamesem Blake’em, które okazało się
zdecydowanie najlepsze – idealna pora i miejsce dla jego eklektycznych
kompozycji. Porwała mnie instrumentalna finezja Geordie Greepa,
biegałem w kółeczkach na koncertach Fat Dog i Lambrini Girls, swoją
gitarową nonszalancją zachwycił MJ Lenderman (nawet jeśli to nie był
jego dzień), miło było wreszcie usłyszeć na żywo wspieraną niemal początku
kariery Nilüfer Yanyę (mimo technicznych problemów miał ten występ momenty),
poskakałem radośnie na Los Campesinos, zmierzyłem się z legendą
Kraftwerk, promiennymi kompozycjami w stylu folku i Americana
częstował Elias Rønnenfelt, hardcore'owy łomot spuścili Japończycy z
Envy, nieokiełznaną energią emanował duet Soft Play,
afrobeatowe ciepełko wlewał do serducha
Seun Kuti z zespołem Egypt 80, nieco tylko zawiedli autorzy –
zdradzam – jednej z mych płyt roku 2025, czyli Panchiko (po prostu
solidny występ). Doceniam również booking Kneecap – obserwowałem z podziwem szaleństwo tłumu, choć to nie był mój muzyczny vibe.
Wysoka frekwencja uczestników i deszczowa pogoda ujawniły pewne mankamenty i
organizacyjny zastój festiwalu, ale jak zawsze dla mnie OFF nadrabiał
atmosferą i zacnym line-upem! Wciąż nie wyobrażam sobie sierpnia bez wizyty w
Dolinie Trzech Stawów!
Tradycją chyba staną się także moje loty do Göteborga na
Way Out West! Druga moja wizyta na tym festiwalu utwierdziła mnie w
przekonaniu, że warto tam wracać! Co prawda ze względu na solidne
przeziębienie to była wyczerpująca fizycznie podróż, ale nie żałuje tego
poświęcenia! Choćby już dla samego comba następujących po sobie koncertów
Fontaines D.C. (najsłabszy z tych trzech widzianych występów latem,
ale i tak zagrany na świetnym poziomie!), Iggy'ego Popa (zdumiewająca forma i to zejście do pierwszych rzędów!),
Queens Of The Stone Age (widziałem światełko w tunelu na drugą stronę
życia podczas "A Song For The Dead"...) i Refused (żegnali się ze sceną
w kapitalnej formie!). Ale tych niezapomnianych przeżyć było
więcej! Genialny występ Little Simz (goście na czele z Obongjayarem!,
cały band, publika porwana do zabawy nawet w pogo – jej najlepszy występ,
jaki dane mi było przeżyć), wylewający się tłum z namiotu podczas koncertu
intrygującego Mk.gee (rodzi się tu fenomen!), niepoprawnie grzeszna
impreza z Confidence Man, fe-no-me-na-lna Chappel Roan,
zaliczone Brat Summer z Charli XCX, gospel w deszczu z
Annie and the Caldwells, żarliwy i elektryzujący koncert Wet Leg, klubowe
płomienne występy Rocket, Bartees Strange'a, relaksacyjny duet
Hermanos Gutiérrez, elektroniczna euforia Kelly Lee Owens,
transcendentalna i kojąca emocje Ganavya w murach kościoła,
szwedzkie talenty Felish i
Isak Benjamin, Lola Young, Pet Shop Boys, Montell Fish... Doskonały line-up!
Sprawdziłem również pierwszą edycję poznańskiego
Bittersweet Festival! Impreza z festfestowym vibem, ale budowana
rozsądnie i potencjałem na przyszłość, co już udowadniają pierwsze ogłoszenia
na drugą odsłonę (Gorillaz, Twenty One Pilots, Lorde, Tom Odell i inni –
grubo). Koncerty Natasthy Bedingfield (ach te ikoniczne "Unwritten"!) i
Nelly Furtado pozostawiły ze słodko-gorzkimi emocjami, ale już mega
pozytywnie zaskoczył swoim imponującym i czułym show Post Malone, falę
nostalgii zapewnili Hurts, barwnym widowiskiem do tańca porwało
Empire Of The Sun, postpunkową erupcję emocji zapewnili łobuzy z
Viagra Boys, potupałem z Peggy Gou, a do notesu z odkryciami
trafili choćby Nxdia, Roszalie, Martin Luke Brown, Apashe.
Jakby jeszcze mało tych letnich przygód, to nie omieszkałem zameldować się w
sierpniu na lokalnym Blues Na Świecie Festival, na którym to przede
wszystkim podziwiałem kunszt cenionego bluesowego gitarzysty
Erika Galesa, a i przyjemnie po latach było też usłyszeć wokal wciąż w
formie Krzysztofa Cugowskiego. W międzyczasie w czerwcu też
wpadłem na poznański Pyrkon i abstrakcyjny tam koncert
uwielbianych dziewczyn z Lor! Plenerki za nami, ale to nie był koniec festiwalowych
emocji w tym roku...
Jesienią po raz trzeci me serce festiwalową euforią wypełniał Inside Seaside! Pozytywną energią zarażała Sigrid, uczucia do
The Kills i Franz Ferdinand nie zardzewiały w mym sercu, a wręcz po ich
świetnych występach (na obu rozkręcaliśmy pogo, a podczas "Take Me Out" nawet skromne "The Poznań" spopularyzowane przez zeszłoroczne występy Oasis) odżyły na nowo, czarnym koniem okazał się wystrzałowy
koncert chłopaków z Deadletter, solidnym występem popisał się duet
Royel Otis, ciałem rozbujali Altin Gun, Zimmer90,
Baxter Dury, rozczulały Liana Flowers i Yana, zachwyciły
jazzowe wybryki Pink Freud... A to przecież nie wszystko! I zarazem
niejedyny festiwal tej jesieni...
Otóż bowiem w listopadzie po raz pierwszy przekroczyłem próg Hali Stulecia w
ramach One Love Wrocław Music Festival! I po tej jednodniowej imprezie wróciłem do domu z poszarganym sercem po emocjonalnych koncertach
Darii ze Śląska i Dawida Tyszkowskiego, ale na szczęście
plasterek radości otrzymałem od dziewczyn z kochanego Loru, a o
wzburzenie żywiołowej energii zadbał sceniczny tytan, czyli Zalewski!
No i na finał taneczna imprezka z Milky Chance! Spoko impreza!
Nie zapominam również o moich showcase'owych przygodach na Next Fest i
Great September! Do notesu z odkryciami trafiły takie zespoły i
artyści jak choćby
Metro, Loveworms, Lulu Suicide, Jadwiga Zarzycka, Mlecze, Fida, Snakes
Snakes Snakes, Ninja Episkopat, Hania Derej, Yana, Powaby, Imasleep, Najniższy Człowiek. Przyjemnie też było w końcu móc sprawdzić sceniczny potencjał
Wiktorii Zwolińskiej, Cinnamon Guma, Martini Police, a także wspierać
znanych i lubianych: Lor, Coals, Kathię, Walusia i wielu innych! To
były intensywne dni w Poznaniu i w Łodzi, ale uwielbiam ten moment, gdy puls mojego serca łączy się z showace'sowym rytmem!
Nie zabrakło w ciągu tych dwunastu miesięcy również licznych podróży na koncerty klubowe i halowe (wyjątkowo bez stadionów) zagranicznych artystów.
Po raz pierwszy dane mi było doświadczyć na
żywo nieokiełznanej energii Cage The Elephant (przed nimi świetni na
supporcie Sunflower Bean!), uwodzicielskiego wokalu i magnetycznej charyzmy
Sylvie Kreusch, rozentuzjazmowanego Sama Fendera w Berlinie po
pierwszej wygranej jego ukochanego klubu Newcastle United w Pucharze Ligi
Anglii. Wyskakałem i wypociłem się przy indie-rockowych bangerach
The Wombats w Pradze, z ciarkami na plecach śpiewałem "Dakotę" i inne
ponadczasowe rockowe klasyki Stereophonics oraz odlatywałem w
euforii podczas koncertu Billie Eilish w Krakowie (znakomity
Tom Odell jako special guest, spotkany randomowo na ulicy przed koncertem i żałuję, że kilka miesięcy później
zabrakło mnie wśród publiki na jego solowym występie w Tauron Arenie).
Fala
nostalgii zalała mnie w momencie usłyszenia "Falling Slowly" w wykonaniu
The Swell Season (magiczny i nastrojowy występ!), ujmująco wybrzmiały
piosenkowe listy miłosne Lucy Dacus w Berlinie (na supporcie świetna
Jasmine.4.t), Lord Huron zaś pozytywnie zaskoczyli balansowaniem
między rockowymi eksplozjami a stonowanymi folkowymi melodiami – wreszcie w
pełni pojąłem ich fenomen (choć opus magnum do wyjazdu do Wiednia był też
support w postaci uwielbianych przeze mnie dziewczyn z Pillow Queens –
nie zawiodły!).
Robbie Williams w swoim stylu na granicy stand-upu
i koncertu zacnie zabawiał w Tauron Arenie Kraków (spełnione uśpione przez
lata marzenie koncertowe!), zmysłowy, choć nieco krótki spektakl
zaprezentowała Banks w Stodole (z perspektywy czasu jednak wybaczam, bo
dziś wiemy, że Jillian występowała w ciąży!), a do swojego dramaturgicznego i
wielowymiarowego uniwersum zaprosiła mnie swym zjawiskowym występem
Ethel Cain w Berlinie.
Po ponad dekadzie po raz drugi dane mi było
zobaczyć w akcji The Black Keys w Hamburgu oraz
Mumford And Sons (na supporcie The Vaccines) w Berlinie. Ci
pierwsi zaprezentowali doskonałą, witalną formę – bałem się tej konfrontacji
po ich rewelacyjnym koncercie na Open'erze w 2014 roku, ale zupełnie
niepotrzebnie. Nieco odmienna historia towarzyszyła mi przy tym drugim
spotkaniu z Mumford And Sons. Oni z kolei w 2015 na Open'erze zawiedli, ale na
szczęście zrehabilitowali się fenomenalnym i widowiskowym show w Uber Arenie –
życiowa forma! I to był chyba dla mnie najlepszy halowy koncert roku (sorry Billie).
Wciąż
w moim sercu nie ustała owacja dla bajecznego koncertu Sigur Rós z
towarzystwem orkiestry w obłędnej sali koncertowej Wiener Konzerthaus, podczas którego w końcu spełniło się moje marzenie usłyszenia "Hoppípolli" live! I to w takiej symfonicznej wersji! Na
setlist.fm dopisałem również kolejne spotkanie ze Skunk Anansie, ale
tym razem w halowych warunkach Torwaru – Skin i jej koledzy z zespołu wciąż
zdumiewają formą i tu z kolei wreszcie usłyszałem na żywo ciarkogenne "You'll Follow Me Down"! Popłynęła łezka wzruszenia!
Pewnym wyjściem ze strefy komfortu był set
Jamiego xx w Poznaniu – na wspomnienie zwłaszcza jego drugiej połowy
nóżki same znów rwą się do tańca!
No i jeszcze dwa spontaniczne koncerty
w Berlinie. Szczególnie niespodziewana była moja obecność na drugim wieczorze
z Archive w Tempodrom. Tego dnia miałem zaplanowany koncert Nieve
Elli, ale podczas kolejkowania okazało się, że został on z powodu choroby
artystki odwołany i w ostatniej chwili udało mi się wyrwać pod halą bilet na
koncert uznanego angielskiego zespołu – nie żałuję! Zaś na klubowy koncert
Wolf Alice zdecydowałem się dopiero tydzień przed i również to była
doskonała decyzja! Po pierwsze sam zespół potwierdził rozkwit swojego scenicznego potencjału i dopisała pobudzona do pogowania berlińska
publiczność, a po drugie zakochałem się w supportowym girlsbandzie
Florence Road! I tym samym był to dla mnie najlepszy klubowy wieczór
minionego roku, tuż przed The Wombats...
A osobne spotkania z polskimi artystami? Ano, może nie w takiej ilości, jakiej oczekiwałbym od siebie samego, ale były! Od imponującego koncertu
Hani Rani na Torwarze (ze wsparciem świetnego Patricka Watsona),
przez smutne, ale i godne pożegnanie Terrific Sunday w toruńskim
Kombinacie Kultury oraz w tymże samym miejscu ogniste (i to dosłownie –
spalony odsłuch) spotkanie z zespołem Metro, obecność na lokalnym
wydarzeniu Secret Garden w Chełmnie z udziałem Klaudii Sobotki,
Bisza i Sad Smiles, kolejny raz barierka na świetnym koncercie
Króla (na supporcie jego żona w projekcie Sujka!) w Od Nowie,
trzymanie kciuków za Karolinę Charko podczas
42. Maratonu Piosenki Osobistej w Świeciu (inni laureaci również
prezentowali się obiecująco plus do tego występy zespołów
Kilka Czułości oraz Raz Dwa Trzy!) i zachwyt nad premierowym
koncertem Kasi Lins z projektem Obywatelka K.L. w toruńskich Jordankach
w ramach, a jakże, Dni Grzegorza Ciechowskiego! To ostatnie zacne spotkanie
zwieńczyło mój koncertowy rok, ale...
Na samym końcu nieprzypadkowo wspominam dwukrotne świętowanie
10-LECIA KOCHANEGO ZESPOŁU LOR! W styczniu w warszawskiej Stodole i w
listopadzie w krakowskim Klubie Studio! Szczególnie ten pierwszy
epicki, trzygodzinny The Lor Eras Show rozłożył mnie, jak żaden inny przez cały rok,
emocjonalnie na łopatki, a łzy wzruszenia same napływały do oczu! Nie zabrakło imponującej oprawy świetlnej godnej tego jubileuszu, byli goście (Wiktor Dyduła, Kasia Cerekwicka, Wiktoria Zwolińska, a w Krakowie Wiktor Waligóra, Ewelina Flinta i na obu występach Kathia), poszerzony skład o gitarę i sekcję smyczkową, pojawił się nawet... Shrek z trąbką!, był recytowany fragment Inwokacji "Pana Tadeusza" (w Krakowie padło na "Krzyżaków"), tort, konfetti, wspólne sto lat, zaangażowani i barwnie przebrani niesamowici fani zespołu... No i oczywiście na pierwszym planie wspaniale rozkwitające na scenie dziewczyny: Jagoda Kudlińska, Julia Błachuta, Paulina Sumera i Julia Skiba! Przy tej okazji pokusiłem się również o wyjątkowy prezent na to dziesięciolecie i zarazem dwudzieste spotkanie z moim ulubionym polskim girlsbandem! Jeśli jeszcze ktoś nie widział tej akcji, to zapraszam do lektury obszernej relacji na blogu z tego niezapomnianego wieczoru! Linki znajdziecie w kolejnej części tego koncertowego podsumowania roku.
I tym samym przebieżka, a właściwie maraton przez ten koncertowy rok w moim
wykonaniu za nami! Pozostaje mi podziękować Wam Podróżujący za wszystkie spotkania i wspólne
koncertowe, festiwalowe przygody! Bez Was i Waszego wsparcia te podróże nie miałyby tylu kolorowych barw,
radości oraz ikonicznych momentów do zapamiętania! Cieszę się, że mam tylu
pozytywnych wariatów koncertowych wokół siebie! Podróżujmy Muzycznie
Razem!
Niskie ukłony również dla Was, Drodzy Artyści! Za wszystkie muzyczne
uniesienia, pokoncertowe spotkania, obdarzanie zaufaniem, share'owanie mych
treści i wiele więcej! Życzę samych sukcesów, epickich koncertów i rekordowych
streamingów w nadchodzących miesiącach!
Podziękowania również dla organizatorów wydarzeń za wszelkie
otrzymywane zaproszenia i akredytacje oraz dla
wszystkich osób z branży za nawiązywane kontakty, podsyłane propozycje,
współprace itd.! Nie wszystko jestem w stanie w pojedynkę ogarnąć, ale nie
poddaję się i zgłaszam gotowość do dalszego rozwoju tej mojej
blogersko-muzycznej zajawki!
➖➖➖
KONCERTY 2025 – LISTA CHRONOLOGICZNA
Chronologiczna lista koncertowych wydarzeń z odnośnikami do relacji na
blogu:
Styczeń:
Luty:
Marzec:
- Sylvie Kreusch w Poznaniu, Klub Pod Minogą, 09.03.2025!
- Skunk Anansie w Warszawie, Torwar, 14.03.2025!
- Jamie xx w Poznaniu, Hala 3A MTP, 15.03.2025!
- Sam Fender w Berlinie, Uber Eats Music Hall, 16.03.2025!
- Hania Rani & Ensemble present: Ghosts w Warszawie, Torwar, 23.03.25!
- Terrific Sunday w Toruniu, Kombinat Kultury, 29.03.2025!
Kwiecień:
Maj:
- Stereophonics w Berlinie, Uber Eats Music Hall, 03.05.2025
- The Swell Season, Klub Stodoła, Warszawa, 24.05.2025
Czerwiec:
- Billie Eilish w Tauron Arenie Kraków, 03.06.2025!
- Primavera Sound 2025 (wspomnienia w planach)
- Lor na Pyrkonie!
- Lucy Dacus w Berlinie, Astra Kulturhaus, 19.06.2025!
- The Black Keys w Hamburgu, Sporthalle, 28.06.2025!
Lipiec:
- Open'er Festival 2025 (wspomnienia w planach)
- London Grammar, Aurora, Klangphonics na Release Athens Festival 2025!
-
Secret Garden Chełmno: Klaudia Sobotka, Bisz (B.O.K), Sad Smiles
- London Grammar na Łódź Summer Festival 2025!
Sierpień:
- OFF Festival 2025!
- Way Out West 2025!
- BitterSweet Festival 2025 (wspomnienia w planach)
- Blues Na Świecie Festival 2025
Wrzesień:
- Sigur Rós w Wiedniu, Wiener Konzerthaus, 06.09.2025!
- Robbie Williams w Tauron Arenie Kraków, 09.09.2025!
- Lord Huron i Pillow Queens w Wiedniu, 10.09.2025!
- Great September 2025!
- Metro w Toruniu, Kombinat Kultury, 18.09.2025
Październik:
- Błażej Król i Sujka w Toruniu, Od Nowa, 05.10.2025
- Banks w Warszawie, Klub Stodoła, 18.10.2025!
- Ethel Cain w Berlinie, Tempodrom, 23.10.2025!
- 42. Maraton Piosenki Osobistej w Świeciu
Listopad:
- Inside Seaside 2025
- Mumford & Sons w Berlinie, Uber Arena, 10.11.2025!
- Wolf Alice w Berlinie, Columbiahalle, 19.11.2025!
- One Love Wrocław Music Festival 2025!
- 10-lecie Lor w Krakowie!
➖➖➖
TOP KONCERTY 2025!
➖➖➖
KONCERTOWE OSCARY 2025!
➖➖➖
PODSUMOWANIE I PLANY 2026
Co to był za koncertowy rok! Jestem naprawdę bardzo wdzięczny losowi, że udało się zrealizować tak wiele podróży i spełniać kolejne marzenia! Te dłużej planowane i wyczekiwane oraz te bardziej spontaniczne. Nie wszystko oczywiście poszło po mojej myśli. Z pewnością można po tym sezonie żałować, że nie udało się swego czasu wyrwać biletu na Oasis, bo ich powrót okazał się chyba koncertowym highlightem zeszłego roku. Bracia się nie pokłócili, a wręcz przeciwnie. Mam nadzieję, że jeszcze pojawią się w przyszłości okazje do zobaczenia ich na scenie. Z pewnością szkoda mi trochę ostatecznie odpuszczenia koncertu Lorde w Łodzi. Pokpiłem sprawę z początkiem sprzedaży, potem polowałem przez kolejne miesiące, a jak wyświetlił mi się resale na dwa dni przed koncertem to... zabrakło iskierki szaleństwa. Jej występ zebrał tak znakomite opinie, że udzieliło się mocne fomo, ale w przyszłym sezonie to spotkanie nadrobię, choć festiwalowo (wybieram Way Out West) pewnie nie będzie to aż taki sam poziom.... No i żałuję oczywiście Radiohead... Co prawda pojawiła się u mnie okazja last minute na ich ostatni koncert w Berlinie, ale niestety okoliczności zawodowe nie sprzyjały. Niemniej i tak moja walizka z koncertowymi wspomnieniami z plakietką 2025 ledwo się domyka, więc cieszę się przede wszystkim z tego, co było dane mi przeżyć i wypatruję już przyszłości!
A nadchodzące miesiące znów zapowiadają się ekscytująco!
Startuję koncertem Raye w Łodzi, a dalej między innymi David Byrne (Berlin), The Last Dinner Party (Warszawa), Magdalena Bay (Berlin), Florence And The Machine (Kraków), marcowe koncerty Lor z nową płytą, prawdopodobnie Sprints (Warszawa), Antony Szmierek (Warszawa), Next Fest, Tame Impala (Gliwice), Rosalía i Florence Road w majówkę (Berlin), Metallica (o ile nie odpuszczę), Orange Warsaw Festival, Foo Fighters na Narodowym (choć tu obecnie pod znakiem zapytania), Of Monsters And Men (Warszawa), Metronome Prague, Beirut (Malta Festival), Open'er Festival, pierwsza wycieczka do Londynu i combo: The Maccabees, My Chemical Romance, Lewis Capaldi, OFF Festival, Way Out West, być może Wolf Alice na Rockowizna Festiwal w Poznaniu, chciałbym w końcu dotrzeć na toruński Festiwal Nada i jesienią póki co zapewne Inside Seaside! Uff, a przecież jeszcze wiele ogłoszeń przed nami! Oby tylko zdrowia i urlopu wystarczyło! Czego życzę sobie i Wam!
Sylwester Zarębski
Podróże Muzyczne
05.01.2026
%20koncerty%20dwukolorowe.png)





































































