MUZYCZNE PODSUMOWANIE ROKU 2025 BY PODRÓŻE MUZYCZNE: KONCERTY!

/
0 Comments
MUZYCZNE PODSUMOWANIE ROKU 2025 BY PODRÓŻE MUZYCZNE: KONCERTY!


Muzyczne Podsumowanie Roku 2025: KONCERTY!

 

 
Dziesięć lat temu popełniłem pierwsze Muzyczne Podsumowanie Roku w ramach mej blogerskiej zabawy. Z perspektywy czasu dość nieporadne, ale z roku na rok te podsumowania oraz comiesięczne polecajki w ramach Aktualnie w Głośnikach nabierały jakości i jestem z ich obecnych form zadowolony, ale zarazem wpadłem też w pułapkę – nieustannie trzeba mierzyć się z tą wysoką zawieszoną poprzeczką oczekiwań wobec samego siebie. Póki co tym wyzwaniom udaje się sprostać i przed Wami tego dowód – ponownie bardzo obszerne refleksje nad minionymi dwunastoma miesiącami. Tym razem, jak już pewnie się zorientowaliście, dokonałem jednak rewolucji. Postanowiłem to coroczne podsumowanie podzielić na dwa odrębne posty: ten niniejszy, dotyczący koncertowych wspomnień oraz oddzielny dla prezentacji ulubionych albumów 2025, który ukaże się jutro, 6 stycznia! W tej pierwszej części zebrałem do jednego worka telegraficzne wspomnienia koncertowe z całego roku, chronologiczną listę tychże wydarzeń z odnośnikami do pełnowymiarowych relacji na blogu, alfabetycznie ułożone top rankingi, trochę na serio, przewrotnie i z przymrużeniem oka rozdałem Koncertowe Oscary, a i jeszcze na koniec zdradzam moje wstępne plany na 2026 rok! Być może już trafiliście na pewne elementy z tego podsumowania na social mediach, ale po ich bardzo ciepłym przyjęciu, uznałem, że powinny rozgościć się  również na blogu! Niemniej tak rozwiniętych – ale w granicach rozsądku – wspominek festiwalowych wcześniej nie publikowałem, więc życzę Wam przyjemnej lektury! 
 
 

KONCERTOWE WSPOMNIENIA 2025!

 
Udało mi się przebić zeszłoroczny rekord koncertów (207) – w tym roku było ich aż 237, razem z występami festiwalowymi (tych festiwalowych wydarzeń łącznie 10 i 2 showcase’y) oraz supportami. Znam i pozdrawiam Podróżujących, które mają ten licznik bardziej imponujący i szacun dla nich, ale dla mnie to jest chyba optymalna ilość, która pozwala mi trzymać budżet w ryzach i w miarę nadążać z dostarczaniem relacji koncertowych (choć pewne zaległości pozostały i postaram się je jeszcze nadrobić do końca zimy). Zresztą jestem daleki od traktowania kultury w formie wyścigów, kto więcej zobaczy, przeżyje, opisze itd. Fakt, fomo jest wszechobecne i też mi się udziela, ale najważniejsze, by w zgodzie ze swoimi gustami i możliwościami spełniać kolejne marzenia, wspierać swoich ulubionych artystów, poszukiwać nowych doznań i czerpać radość ze swojej pasji! A pod tym względem miniony rok mnie nie zawiódł! A i ja rozbrykałem się w mych wędrówkach zagranicznych, jak nigdy wcześniej! 

Z pewnością w annałach moich podróży złotymi głoskami zapisała się podróż do Barcelony, by tam przeżyć jeden z najbardziej ikonicznych festiwali świata, mekkę fanów muzycznej alternatywy (i nie tylko!), czyli Primaverę Sound! Cudowna pogoda, niesamowity klimat, Ekipa Podróżujących, dziesiątki scen, niezliczona ilość koncertów... Kapitalny festiwal! W topce choćby dance-punkowe podrywy na LCD Soundsystem (ten wyczekiwany koncert był opus magnum i kwintesencją tej edycji Primavery, ale do ideału zabrakło w setliście "Daft Punk Is Playing at My House"), międzynarodowe pogo na Fontaines D.C., Wolf Alice z nową sceniczną jakością, energetyzujące koncerty Wet Leg i TV On The Radio, kofeinowy one-man-show The Dare o 4:30 i tańce z Armandem Van Heldenem przy wschodzie słońca, instrumentalna i bujająca perfekcja Parcels, popełniłem niemal kamikaze na Turnstile, ekscytujące show Chappel Roan (ta scenografia, ta charyzma, ten wokal!), zjawiskowy duet Magdalena Bay, Momma (jedno z odkryć sezonu!), Destroyer (klasa!), Haim (duża scena nie służyła, ale i tak było miło zobaczyć dziewczyny pod dłuższej przerwie!), Beabadoobee (wreszcie i solidnie!), Julia Byrne (intymnie!), Christian Lee Hutson (skromniej instrumentalnie niż na Inside, ale bardziej uroczo), pozytywnie zakręcone dziewczyny z Hinds (po latach spotkane na hiszpańskiej ziemi – sytuacja z rodzaju idealnych!), Fcukers (jedna z sensacji sezonu – klub niemal eksplodował taneczną energią!), Tramhause (Holendrzy też potrafią w postpunk)... Tych wrażeń było pod dostatkiem!
 
Pozostańmy zatem już przez dłuższą chwilę w tych wątkach festiwalowych, bo tu się działo przez całe lato i jesień bardzo duuużo...  
 

 
A choćby po raz jedenasty rozbiłem namiot na polu namiotowym Open'era! Dawno nie było tak bardzo skrojonej edycji tego gdyńskiego festiwalu pod me gusta! Sejsmiczny, magnetyczny, genialnie nagłośniony i dynamicznie prezentowany na telebimach koncert Nine Inch Nails, kapitalna atmosfera pod sceną na koncercie Muse (rozkręciliśmy epickie pogo, na widok którego uśmiechał się sam Matt!), wymarzona od lat królowa alternatywy w drapieżnym i zmysłowym wcieleniu – St. Vincent, galaktyczne show Justice, zjawiskowa Raye, anielska Gracie Abrams, triumfalny powrót Linkin Park (choć liczyłem na nieco większe szaleństwo pod sceną), przesympatyczna Little Simz (szkoda tylko, że z okrojonym składem, ale i tak dźwignęła Maina), impreza z Antonym Szmierekiem (odkrycie i największe zaskoczenie tej edycji!), wyjątkowa Zaho de Sagazan, po raz kolejny zachwycający formą Wolf Alice, a do tego jeszcze między innymi Maribou State (ciało kołysało się, że aż miło!), Fcukers (znów porwali do tańca), Magdalena Bay (byłoby git, gdyby nie przesadzony bas w nagłośnieniu), Massive Attack (antyfestiwalowy występ, doceniam, ale mój ówczesny nastrój nie przyjmował tych emocji), Doechii (bawiłem się lepiej, niż zakładałem!), Caribou (druga połowa seta pięknie wjechała po piwku – tak samo jak lata temu podczas jego poprzedniej wizyty w Gdyni), Lola Young (z potencjałem, ale już widać było pewne symptomy jej zmęczenia), Trupa Trupa (eksportowe złoto!), Igo (na żywo przekonał do solowej twórczości plus gościnnie pojawił się Mrozu!), déjà vu z Kaśką Sochacką... Kolejny raz nie żałuję swojej wizyty na Opku! 
 
 


W lipcu jeszcze dwa, w jakże odmiennych festiwalowych warunkach, spotkania z ukochaną formacją London Grammar! Pierwsze w upale w ramach Release Athens Festival z boginią Aurorą na supporcie. Drugie w strugach deszczu na finał ostatniego dnia Łódź Summer Festival! Niezależnie od pogody – rozpływałem się i tonąłem w zachwytach za sprawą wokalu Hannah Reid i doskonałej formy całego tria! 
 

 
W sierpniu obowiązkowa wizyta w Dolinie Trzech Stawów na wyjątkowo rekordowej edycji OFF Festivalu! Opus magnum i headlinerski występ Fontaines D.C. nie zawiódł i porwał do zabawy w pogo w błocie! Panowie przerośli ten festiwal! Wyróżniam szczególnie również trzecie spotkanie w ciągu roku z Jamesem Blake’em, które okazało się zdecydowanie najlepsze – idealna pora i miejsce dla jego eklektycznych kompozycji. Porwała mnie instrumentalna finezja Geordie Greepa, biegałem w kółeczkach na koncertach Fat Dog i Lambrini Girls, swoją gitarową nonszalancją zachwycił MJ Lenderman (nawet jeśli to nie był jego dzień), miło było wreszcie usłyszeć na żywo wspieraną niemal początku kariery Nilüfer Yanyę (mimo technicznych problemów miał ten występ momenty), poskakałem radośnie na Los Campesinos, zmierzyłem się z legendą Kraftwerk, promiennymi kompozycjami w stylu folku i Americana częstował Elias Rønnenfelt, hardcore'owy łomot spuścili Japończycy z Envy, nieokiełznaną energią emanował duet Soft Play, afrobeatowe ciepełko wlewał do serducha Seun Kuti z zespołem Egypt 80, nieco tylko zawiedli autorzy – zdradzam – jednej z mych płyt roku 2025, czyli Panchiko (po prostu solidny występ)Doceniam również booking Kneecap – obserwowałem z podziwem szaleństwo tłumu, choć to nie był mój muzyczny vibe. Wysoka frekwencja uczestników i deszczowa pogoda ujawniły pewne mankamenty i organizacyjny zastój festiwalu, ale jak zawsze dla mnie OFF nadrabiał atmosferą i zacnym line-upem! Wciąż nie wyobrażam sobie sierpnia bez wizyty w Dolinie Trzech Stawów!
 
 

 
Tradycją chyba staną się także moje loty do Göteborga na Way Out West! Druga moja wizyta na tym festiwalu utwierdziła mnie w przekonaniu, że warto tam wracać! Co prawda ze względu na solidne przeziębienie to była wyczerpująca fizycznie podróż, ale nie żałuje tego poświęcenia! Choćby już dla samego comba następujących po sobie koncertów Fontaines D.C. (najsłabszy z tych trzech widzianych występów latem, ale i tak zagrany na świetnym poziomie!), Iggy'ego Popa (zdumiewająca forma i to zejście do pierwszych rzędów!), Queens Of The Stone Age (widziałem światełko w tunelu na drugą stronę życia podczas "A Song For The Dead"...) i Refused (żegnali się ze sceną w kapitalnej formie!). Ale tych niezapomnianych przeżyć było więcej! Genialny występ Little Simz (goście na czele z Obongjayarem!, cały band, publika porwana do zabawy nawet w pogo – jej najlepszy występ, jaki dane mi było przeżyć), wylewający się tłum z namiotu podczas koncertu intrygującego Mk.gee (rodzi się tu fenomen!), niepoprawnie grzeszna impreza z Confidence Man, fe-no-me-na-lna Chappel Roan, zaliczone Brat Summer z Charli XCX, gospel w deszczu z Annie and the Caldwells, żarliwy i elektryzujący koncert Wet Leg, klubowe płomienne występy Rocket, Bartees Strange'a, relaksacyjny duet Hermanos Gutiérrez, elektroniczna euforia Kelly Lee Owens, transcendentalna i kojąca emocje Ganavya w murach kościoła, szwedzkie talenty Felish i Isak Benjamin, Lola Young, Pet Shop Boys, Montell Fish... Doskonały line-up!
 

 
Sprawdziłem również pierwszą edycję poznańskiego Bittersweet Festival! Impreza z festfestowym vibem, ale budowana rozsądnie i potencjałem na przyszłość, co już udowadniają pierwsze ogłoszenia na drugą odsłonę (Gorillaz, Twenty One Pilots, Lorde, Tom Odell i inni – grubo). Koncerty Natasthy Bedingfield (ach te ikoniczne "Unwritten"!) i Nelly Furtado pozostawiły ze słodko-gorzkimi emocjami, ale już mega pozytywnie zaskoczył swoim imponującym i czułym show Post Malone, falę nostalgii zapewnili Hurts, barwnym widowiskiem do tańca porwało Empire Of The Sun, postpunkową erupcję emocji zapewnili łobuzy z Viagra Boys, potupałem z Peggy Gou, a do notesu z odkryciami trafili choćby Nxdia, Roszalie, Martin Luke Brown, Apashe.  
 

 
Jakby jeszcze mało tych letnich przygód, to nie omieszkałem zameldować się w sierpniu na lokalnym Blues Na Świecie Festival, na którym to przede wszystkim podziwiałem kunszt cenionego bluesowego gitarzysty Erika Galesa, a i przyjemnie po latach było też usłyszeć wokal wciąż w formie Krzysztofa Cugowskiego. W międzyczasie w czerwcu też wpadłem na poznański Pyrkon i abstrakcyjny tam koncert uwielbianych dziewczyn z Lor! Plenerki za nami, ale to nie był koniec festiwalowych emocji w tym roku...

Jesienią po raz trzeci me serce festiwalową euforią wypełniał Inside Seaside! Pozytywną energią zarażała Sigrid, uczucia do The Kills i Franz Ferdinand nie zardzewiały w mym sercu, a wręcz po ich świetnych występach (na obu rozkręcaliśmy pogo, a podczas "Take Me Out" nawet skromne "The Poznań" spopularyzowane przez zeszłoroczne występy Oasis) odżyły na nowo, czarnym koniem okazał się wystrzałowy koncert chłopaków z Deadletter, solidnym występem popisał się duet Royel Otis, ciałem rozbujali Altin Gun, Zimmer90, Baxter Dury, rozczulały Liana Flowers i Yana, zachwyciły jazzowe wybryki Pink Freud... A to przecież nie wszystko! I zarazem niejedyny festiwal tej jesieni...
 

Otóż bowiem w listopadzie po raz pierwszy przekroczyłem próg Hali Stulecia w ramach One Love Wrocław Music Festival! I po tej jednodniowej imprezie wróciłem do domu z poszarganym sercem po emocjonalnych koncertach Darii ze Śląska i Dawida Tyszkowskiego, ale na szczęście plasterek radości otrzymałem od dziewczyn z kochanego Loru, a o wzburzenie żywiołowej energii zadbał sceniczny tytan, czyli Zalewski! No i na finał taneczna imprezka z Milky Chance! Spoko impreza! 

 

 
Nie zapominam również o moich showcase'owych przygodach na Next Fest i Great September! Do notesu z odkryciami trafiły takie zespoły i artyści jak choćby Metro, Loveworms, Lulu Suicide, Jadwiga Zarzycka, Mlecze, Fida, Snakes Snakes Snakes, Ninja Episkopat, Hania Derej, Yana, Powaby, Imasleep, Najniższy Człowiek. Przyjemnie też było w końcu móc sprawdzić sceniczny potencjał Wiktorii Zwolińskiej, Cinnamon Guma, Martini Police, a także wspierać znanych i lubianych: Lor, Coals, Kathię, Walusia i wielu innych! To były intensywne dni w Poznaniu i w Łodzi, ale uwielbiam ten moment, gdy puls mojego serca łączy się z showace'sowym rytmem!  
 



Nie zabrakło w ciągu tych dwunastu miesięcy również licznych podróży na koncerty klubowe i halowe (wyjątkowo bez stadionów) zagranicznych artystów
 
Po raz pierwszy dane mi było doświadczyć na żywo nieokiełznanej energii Cage The Elephant (przed nimi świetni na supporcie Sunflower Bean!), uwodzicielskiego wokalu i magnetycznej charyzmy Sylvie Kreusch, rozentuzjazmowanego Sama Fendera w Berlinie po pierwszej wygranej jego ukochanego klubu Newcastle United w Pucharze Ligi Anglii. Wyskakałem i wypociłem się przy indie-rockowych bangerach The Wombats w Pradze, z ciarkami na plecach śpiewałem "Dakotę" i inne ponadczasowe rockowe klasyki Stereophonics oraz odlatywałem w euforii podczas koncertu Billie Eilish w Krakowie (znakomity Tom Odell jako special guest, spotkany randomowo na ulicy przed koncertem i żałuję, że kilka miesięcy później zabrakło mnie wśród publiki na jego solowym występie w Tauron Arenie). 
 
Fala nostalgii zalała mnie w momencie usłyszenia "Falling Slowly" w wykonaniu The Swell Season (magiczny i nastrojowy występ!), ujmująco wybrzmiały piosenkowe listy miłosne Lucy Dacus w Berlinie (na supporcie świetna Jasmine.4.t), Lord Huron zaś pozytywnie zaskoczyli balansowaniem między rockowymi eksplozjami a stonowanymi folkowymi melodiami – wreszcie w pełni pojąłem ich fenomen (choć opus magnum do wyjazdu do Wiednia był też support w postaci uwielbianych przeze mnie dziewczyn z Pillow Queens – nie zawiodły!).  
 
Robbie Williams w swoim stylu na granicy stand-upu i koncertu zacnie zabawiał w Tauron Arenie Kraków (spełnione uśpione przez lata marzenie koncertowe!), zmysłowy, choć nieco krótki spektakl zaprezentowała Banks w Stodole (z perspektywy czasu jednak wybaczam, bo dziś wiemy, że Jillian występowała w ciąży!), a do swojego dramaturgicznego i wielowymiarowego uniwersum zaprosiła mnie swym zjawiskowym występem Ethel Cain w Berlinie. 
 
Po ponad dekadzie po raz drugi dane mi było zobaczyć w akcji The Black Keys w Hamburgu oraz Mumford And Sons (na supporcie The Vaccines) w Berlinie. Ci pierwsi zaprezentowali doskonałą, witalną formę – bałem się tej konfrontacji po ich rewelacyjnym koncercie na Open'erze w 2014 roku, ale zupełnie niepotrzebnie. Nieco odmienna historia towarzyszyła mi przy tym drugim spotkaniu z Mumford And Sons. Oni z kolei w 2015 na Open'erze zawiedli, ale na szczęście zrehabilitowali się fenomenalnym i widowiskowym show w Uber Arenie – życiowa forma! I to był chyba dla mnie najlepszy halowy koncert roku (sorry Billie). 
 
Wciąż w moim sercu nie ustała owacja dla bajecznego koncertu Sigur Rós z towarzystwem orkiestry w obłędnej sali koncertowej Wiener Konzerthaus, podczas którego w końcu spełniło się moje marzenie usłyszenia "Hoppípolli" live! I to w takiej symfonicznej wersji! Na setlist.fm dopisałem również kolejne spotkanie ze Skunk Anansie, ale tym razem w halowych warunkach Torwaru – Skin i jej koledzy z zespołu wciąż zdumiewają formą i tu z kolei wreszcie usłyszałem na żywo ciarkogenne "You'll Follow Me Down"! Popłynęła łezka wzruszenia!
 
Pewnym wyjściem ze strefy komfortu był set Jamiego xx w Poznaniu – na wspomnienie zwłaszcza jego drugiej połowy nóżki same znów rwą się do tańca! 
 
No i jeszcze dwa spontaniczne koncerty w Berlinie. Szczególnie niespodziewana była moja obecność na drugim wieczorze z Archive w Tempodrom. Tego dnia miałem  zaplanowany koncert Nieve Elli, ale podczas kolejkowania okazało się, że został on z powodu choroby artystki odwołany i w ostatniej chwili udało mi się wyrwać pod halą bilet na koncert uznanego angielskiego zespołu – nie żałuję! Zaś na klubowy koncert Wolf Alice zdecydowałem się dopiero tydzień przed i również to była doskonała decyzja! Po pierwsze sam zespół potwierdził rozkwit swojego scenicznego potencjału i dopisała pobudzona do pogowania berlińska publiczność, a po drugie zakochałem się w supportowym girlsbandzie Florence Road! I tym samym był to dla mnie najlepszy klubowy wieczór minionego roku, tuż przed The Wombats...
 

 
A osobne spotkania z polskimi artystami? Ano, może nie w takiej ilości, jakiej oczekiwałbym od siebie samego, ale były! Od imponującego koncertu Hani Rani na Torwarze (ze wsparciem świetnego Patricka Watsona), przez smutne, ale i godne pożegnanie Terrific Sunday w toruńskim Kombinacie Kultury oraz w tymże samym miejscu ogniste (i to dosłownie – spalony odsłuch) spotkanie z zespołem Metro, obecność na lokalnym wydarzeniu Secret Garden w Chełmnie z udziałem Klaudii Sobotki, Bisza i Sad Smiles, kolejny raz barierka na świetnym koncercie Króla (na supporcie jego żona w projekcie Sujka!) w Od Nowie, trzymanie kciuków za Karolinę Charko podczas 42. Maratonu Piosenki Osobistej w Świeciu (inni laureaci również prezentowali się obiecująco plus do tego występy zespołów Kilka Czułości oraz Raz Dwa Trzy!) i zachwyt nad premierowym koncertem Kasi Lins z projektem Obywatelka K.L. w toruńskich Jordankach w ramach, a jakże, Dni Grzegorza Ciechowskiego! To ostatnie zacne spotkanie zwieńczyło mój koncertowy rok, ale... 
 
 
 
Na samym końcu nieprzypadkowo wspominam dwukrotne świętowanie 10-LECIA KOCHANEGO ZESPOŁU LOR! W styczniu w warszawskiej Stodole i w listopadzie w   krakowskim Klubie Studio! Szczególnie ten pierwszy epicki, trzygodzinny The Lor Eras Show rozłożył mnie, jak żaden inny przez cały rok, emocjonalnie na łopatki, a łzy wzruszenia same napływały do oczu!  Nie zabrakło imponującej oprawy świetlnej godnej tego jubileuszu, byli goście (Wiktor Dyduła, Kasia Cerekwicka, Wiktoria Zwolińska, a w Krakowie Wiktor Waligóra, Ewelina Flinta i na obu występach Kathia), poszerzony skład o gitarę i sekcję smyczkową, pojawił się nawet... Shrek z trąbką!, był recytowany fragment Inwokacji "Pana Tadeusza" (w Krakowie padło na "Krzyżaków"), tort, konfetti, wspólne sto lat, zaangażowani i barwnie przebrani niesamowici fani zespołu... No i oczywiście na pierwszym planie wspaniale rozkwitające na scenie dziewczyny: Jagoda Kudlińska, Julia Błachuta, Paulina Sumera i Julia Skiba! Przy tej okazji pokusiłem się również o wyjątkowy prezent na to dziesięciolecie i zarazem dwudzieste spotkanie z moim ulubionym polskim girlsbandem! Jeśli jeszcze ktoś nie widział tej akcji, to zapraszam do lektury obszernej relacji na blogu z tego niezapomnianego wieczoru! Linki znajdziecie w kolejnej części tego koncertowego podsumowania roku. 



 
I tym samym przebieżka, a właściwie maraton przez ten koncertowy rok w moim wykonaniu za nami! Pozostaje mi podziękować Wam Podróżujący za wszystkie spotkania i wspólne koncertowe, festiwalowe przygody! Bez Was i Waszego wsparcia te podróże nie miałyby tylu kolorowych barw, radości oraz ikonicznych momentów do zapamiętania! Cieszę się, że mam tylu pozytywnych wariatów koncertowych wokół siebie! Podróżujmy Muzycznie Razem!   
 
 
 
Niskie ukłony również dla Was, Drodzy Artyści! Za wszystkie muzyczne uniesienia, pokoncertowe spotkania, obdarzanie zaufaniem, share'owanie mych treści i wiele więcej! Życzę samych sukcesów, epickich koncertów i rekordowych streamingów w nadchodzących miesiącach!  
 


Podziękowania również dla organizatorów wydarzeń za wszelkie otrzymywane zaproszenia i akredytacje oraz dla wszystkich osób z branży za nawiązywane kontakty, podsyłane propozycje, współprace itd.! Nie wszystko jestem w stanie w pojedynkę ogarnąć, ale nie poddaję się i zgłaszam gotowość do dalszego rozwoju tej mojej blogersko-muzycznej zajawki! 
 

➖➖➖

KONCERTY 2025 – LISTA CHRONOLOGICZNA


 
Chronologiczna lista koncertowych wydarzeń z odnośnikami do relacji na blogu:

     

    Styczeń:  


    Luty:  

     

    Marzec: 

     

    Kwiecień: 


    Maj:  

     

    Czerwiec: 

     

    Lipiec: 

     

    Sierpień:  

     

    Wrzesień:   

     

    Październik:  

     

    Listopad: 

     

            ➖➖➖

            TOP KONCERTY 2025!










            ➖➖➖

            KONCERTOWE OSCARY 2025!

            ➖➖➖

            PODSUMOWANIE I PLANY 2026

             
            Co to był za koncertowy rok! Jestem naprawdę bardzo wdzięczny losowi, że udało się zrealizować tak wiele podróży i spełniać kolejne marzenia! Te dłużej planowane i wyczekiwane oraz te bardziej spontaniczne. Nie wszystko oczywiście poszło po mojej myśli. Z pewnością można po tym sezonie żałować, że nie udało się swego czasu wyrwać biletu na Oasis, bo ich powrót okazał się chyba koncertowym highlightem zeszłego roku. Bracia się nie pokłócili, a wręcz przeciwnie. Mam nadzieję, że jeszcze pojawią się w przyszłości okazje do zobaczenia ich na scenie. Z pewnością szkoda mi trochę ostatecznie odpuszczenia koncertu Lorde w Łodzi. Pokpiłem sprawę z początkiem sprzedaży, potem polowałem przez kolejne miesiące, a jak wyświetlił mi się resale na dwa dni przed koncertem to... zabrakło iskierki szaleństwa. Jej występ zebrał tak znakomite opinie, że udzieliło się mocne fomo, ale w przyszłym sezonie to spotkanie nadrobię, choć festiwalowo (wybieram Way Out West) pewnie nie będzie to aż taki sam poziom.... No i żałuję oczywiście Radiohead... Co prawda pojawiła się u mnie okazja last minute na ich ostatni koncert w Berlinie, ale niestety okoliczności zawodowe nie sprzyjały. Niemniej i tak moja walizka z koncertowymi wspomnieniami z plakietką 2025 ledwo się domyka, więc cieszę się przede wszystkim z tego, co było dane mi przeżyć i wypatruję już przyszłości! 
             
            A nadchodzące miesiące znów zapowiadają się ekscytująco! 
             
            Startuję koncertem Raye w Łodzi, a dalej między innymi David Byrne (Berlin), The Last Dinner Party (Warszawa), Magdalena Bay (Berlin), Florence And The Machine (Kraków), marcowe koncerty Lor z nową płytą, prawdopodobnie Sprints (Warszawa), Antony Szmierek (Warszawa), Next Fest, Tame Impala (Gliwice), Rosalía i Florence Road w majówkę (Berlin), Metallica (o ile nie odpuszczę), Orange Warsaw Festival, Foo Fighters na Narodowym (choć tu obecnie pod znakiem zapytania), Of Monsters And Men (Warszawa), Metronome Prague, Beirut (Malta Festival), Open'er Festival, pierwsza wycieczka do Londynu i combo: The Maccabees, My Chemical Romance, Lewis Capaldi, OFF Festival, Way Out West, być może Wolf Alice na Rockowizna Festiwal w Poznaniu, chciałbym w końcu dotrzeć na toruński Festiwal Nada i jesienią póki co zapewne Inside Seaside! Uff, a przecież jeszcze wiele ogłoszeń przed nami! Oby tylko zdrowia i urlopu wystarczyło! Czego życzę sobie i Wam!
             
             
            Sylwester Zarębski
            Podróże Muzyczne
            05.01.2026 


            Polecane

            Brak komentarzy:

            Obsługiwane przez usługę Blogger.